reklama

Ksiądz stanął przed sądem za jazdę po pijanemu w Wielki Piątek. "Poczułem silny głód, lodówka była pusta"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Ksiądz stanął przed sądem za jazdę po pijanemu w Wielki Piątek. "Poczułem silny głód, lodówka była pusta" - Zdjęcie główne
Autor: Dominik Smagała/Archiwum | Opis: - Był Wielki Czwartek, byłem zmęczony całym dniem, przygotowaniem do świąt. Po godz. 22 wróciłem z posług do mieszkania na plebanii. Wtedy otworzyłem wino... - relacjonował we wtorek w sądzie ks. Konrad Ż.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaPrzed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie przeprowadzono we wtorek proces księdza Konrada Ż. 41-latek odpowiada za prowadzenie samochodu po pijanemu - policyjna kontrola ujawniła, że miał ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Duchowny wsiadł za kierownicę w Wielki Piątek, jechał do restauracji po jedzenie. - Odebrało mi rozum... - tłumaczył się w sali rozpraw.
reklama
reklama

Ksiądz na podwójnym gazie w Wielki Piątek

To finał głośnej sprawy z kwietnia br. W nocy z 2 na 3 kwietnia, czyli już w Wielki Piątek, na al. Kraśnickiej w Lublinie policjanci z drogówki zatrzymali do kontroli kierowcę Toyoty Verso, który w ich ocenie jechał zbyt szybko o około 20 km/h. 

Mundurowi przebadali kierowcę alkomatem. Okazało się, że był pijany - miał ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Jak donoszą media, mężczyzna został umieszczony w policyjnej celi, którą opuścił dopiero po wytrzeźwieniu, czyli w piątkowe popołudnie. Zatrzymano mu prawo jazdy oraz postawiono zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości, za co grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. 

Szybko wyszło na jaw, że kierowcą tym był ksiądz z jednej z lubelskich parafii, jednocześnie m.in. katecheta w szkołach średnich. 

reklama

Butelka wina, głód, pusta lodówka... 

Ksiądz Konrad Ż. stanął przed sądem jako oskarżony we wtorek, 23 czerwca. Jego sprawę rozstrzyga Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie. W sali rozpraw stawił się wraz ze swoim adwokatem, Piotrem Saganem. Nie było prokuratora. 41-latek przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. 

Był Wielki Czwartek, byłem zmęczony całym dniem, przygotowaniem do świąt. Po godz. 22 wróciłem z posług do mieszkania na plebanii. Wtedy otworzyłem wino, wypiłem kilka lampek wina. Potem poczułem silny głód. Mało tego dnia jadłem. Lodówka była pusta, postanowiłem więc zorganizować jakoś to jedzenie

- wyjaśniał w sądzie ksiądz. 

reklama

Przyznał, że rozważał zamówienie posiłku przez jedną z aplikacji, ale zniechęcił go długi czas oczekiwania. W efekcie wpadł na inny pomysł...

Odebrało mi rozum i powziąłem decyzję o prowadzeniu pojazdu po spożyciu alkoholu. Czego żałuję, nigdy tego nie robiłem. Przekroczyłem również swoje moralne granice. Sam szukam odpowiedzi, z jakiego powodu mogło to nastąpić

- przekonywał Konrad Ż. 

Zaz

Oskarżony: Pracy było jak dla dwóch, a nawet dwóch i pół księży

Swoje działania z feralnej nocy zrzucał na karb przepracowania, zmęczenia, bardzo dużej liczby obowiązków. Zaznaczył też, że na długo przed otworzeniem butelki wina nie jadł żadnego posiłku - jedynie owoce około godz. 14. Dodał, iż pali, do czego używa podgrzewacza tytoniu. 

reklama

Pracy było jak dla dwóch, a nawet dwóch i pół księży. Stąd to przeciążenie. Chciałem sobie to jakoś wynagrodzić, zrelaksować się. Czułem się całkiem dobrze. Wyjechałem, droga była pusta, nie było ruchu. Stąd przekroczenie prędkości

- wyjaśniał oskarżony. 

Deklarował, że bardzo żałuje swojego czynu z kwietnia i podjął pracę nad sobą. Jego adwokat złożył natomiast wniosek o przesłuchanie dwóch świadków - proboszcza parafii, w której posługę sprawował Konrad Ż. oraz jego bliskiego znajomego. Obrona oraz sam oskarżony domagali się uchylenia zabezpieczenia majątkowego w postaci zabezpieczenia samochodu, który użytkował ksiądz. Sędzia Bernard Domaradzki utrzymał w mocy postanowienie dotyczące samochodu. Oddalił też wniosek o przesłuchanie świadków.

Nie ma to znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, a zmierza tylko do przedłużenia procesu

- uzasadnił sędzia. 

Obrona: Każdy człowiek nie zna siebie do końca

W mowie końcowej adwokat księdza wyliczał pozytywne działania duchownego oraz podkreślał jego dotychczasową, wzorową postawę. 

Nie jest wytłumaczeniem, że jest księdzem, wręcz tym bardziej ciążył na nim obowiązek moralny. Ale to nie kwestionuje jego właściwości osobistych i tego, jak się zachowywał przed czynem, jak i po całym zdarzeniu. Do tej historii oskarżony cieszył się nieskazitelną opinią. Nigdy nie dopuścił się czynu zabronionego

- mówił adwokat Piotr Sagan. 

Przyznał, że szkodliwość czynu jest znaczna, ale zastrzegał, że ksiądz jechał w środku nocy, przy znikomym ruchu.

Każdy człowiek nie zna siebie do końca. Pewne rzeczy przez lata się nawarstwiają i dochodzi do błędu, pęknięcia, załamania. Tak to oceniam, choć to trudne do usprawiedliwienia. Praca księdza wydaje się prosta, ale ona wiąże się z dużym obciążeniem psychicznym. Nie szukam prostego wytłumaczenia dla takiego zachowania, ale takie historie przytrafiają się m.in. sędziom, prokuratorom, adwokatom, lekarzom: osobom o doskonałej opinii. Często nie rozumiemy, dlaczego nagle popełniają taki błąd

- argumentował obrońca.

Konrad Ż. także poprosił o łagodny wyrok. Rozstrzygnięcie zostanie ogłoszone jeszcze w tym tygodniu. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo