Sprawa księdza odbiła się szerokim echem
O sprawie informowały w kwietniu nie tylko lubelskie, ale i ogólnopolskie media. Wszak nie zdarza się co dzień, że policja zatrzymuje pijanego księdza prowadzącego auto, na dodatek w Wielki Piątek, jądącego po jedzenie z restauracji. Duchowny z jednej z lubelskich parafii, oprócz tego m.in. katecheta w szkołach średnich, miał ponad dwa promile alkoholu w organizmie.
We wtorek, 23 czerwca, Konrad Ż. stanął przed sądem. Przebieg procesu relacjonowaliśmy na łamach Lublin24.pl.
Był Wielki Czwartek, byłem zmęczony całym dniem, przygotowaniem do świąt. Po godz. 22 wróciłem z posług do mieszkania na plebanii. Wtedy otworzyłem wino, wypiłem kilka lampek wina. Potem poczułem silny głód. Mało tego dnia jadłem. Lodówka była pusta, postanowiłem więc zorganizować jakoś to jedzenie
- wyjaśniał w sądzie ksiądz.
Odebrało mi rozum i powziąłem decyzję o prowadzeniu pojazdu po spożyciu alkoholu. Czego żałuję, nigdy tego nie robiłem. Przekroczyłem również swoje moralne granice. Sam szukam odpowiedzi, z jakiego powodu mogło to nastąpić
- dodawał Konrad Ż.
Jego obrońca, adwokat Piotr Sagan, przekonywał, że "Każdy człowiek nie zna siebie do końca. Pewne rzeczy przez lata się nawarstwiają i dochodzi do błędu, pęknięcia, załamania".
Sam oskarżony o prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości, za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności, powody zdarzenia z 3 kwietnia zrzucał na karb dużej liczby obowiązków i przemęczenia.
Sądowy wyrok dla duchownego za jazdę po pijanemu
Wyrok został ogłoszony w środę, 24 czerwca. Sędzia Bernard Domaradzki uznał Konrada Ż. za winnego zarzucanego mu czynu. Kara to 5,4 tys. zł grzywny, 4-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz zobowiązanie do zapłaty 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Adwokat Konrada Ż., jak i sam oskarżony, na wtorkowej rozprawie apelowali do sądu, by ten nie orzekał przepadku auta księdza - Toyoty Verso. Argumentowali, że pojazd w ostatnim czasie był użytkowany na potrzeby kościoła, a także przez jedną z rodzin wielodzietnych z parafii.
Sąd nie przychylił się jednak do ich próśb i orzekł przepadek samochodu.
Okoliczności podawane, że pojazd ten jest wykorzystywany w celach duszpasterskich czy przez wielodzietną rodzinę nie może mieć znaczenia dla rozstrzygnięcia, bowiem pojazd ten stanowi własność oskarżonego, a nie żadnej kościelnej osoby prawnej bądź jednostki organizacyjnej. W związku z tym należy przyjąć, iż dolegliwość dotknie oskarżonego, a nie kogokolwiek innego
- uzasadnił sędzia Bernard Domaradzki.
Środowe rozstrzygnięcie sądu nie jest prawomocne. Strony mogą składać od niego apelacje.
"Konsekwencje skandalicznego i gorszącego zachowania"
Jakie konsekwencje wobec księdza Konrada Ż. wyciągnęła Archidiecezja Lubelska? Takie pytanie we wtorek, 23 czerwca, skierowaliśmy do jej rzecznika, ks. Adama Jaszcza. Ten odesłał nas do publikacji prasowych z kwietnia, w których udzielił komentarza w tej sprawie.
"Ksiądz jest już po rozmowie z arcybiskupem. Będzie musiał ponieść konsekwencje skandalicznego i gorszącego zachowania. Nie będzie uczył w szkole ani koordynował duszpasterstwa akademickiego. Dalsze decyzje będą podejmowane po bardziej gruntownym zbadaniu problemu"
- mówił wtedy ks. Adam Jaszcz, cytowany przez media.
"Oprócz tego, duchownego jak każdego innego obywatela, czeka proces"
- dodał w odpowiedzi na pytania Lublin24.pl ks. Adam Jaszcz.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.