Martwe punkty zagrożeniem w miastach
– W około 19 na 100 wypadkach z udziałem ciężarówek giną ludzie. Dotyczy to przede wszystkim tzw. niechronionych uczestników ruchu: pieszych i rowerzystów. Do takich zdarzeń dochodzi najczęściej nie na autostradach, gdzie ciężarówki rozwijają największą prędkość, ale w gęsto zurbanizowanych przestrzeniach miejskich – opowiada student.
Głównym powodem są tzw. martwe punkty, czyli miejsca, których kierowca nawet korzystając z samochodowych lusterek zwyczajnie nie widzi. Jak podkreśla Ponikowski, można to zmienić, inspirując się systemem działającym w Londynie.
Wzór z Wielkiej Brytanii dla całej UE
System DVS (Direct Vision Standard) ocenia, ile kierowca widzi bezpośrednio z kabiny, bez użycia kamer i lusterek. Aby wjechać do ścisłego centrum Londynu, pojazd musi uzyskać odpowiednią ocenę. W przeciwnym razie konieczne jest spełnienie dodatkowych wymogów jak montaż kamer z przodu i po bokach auta, sygnałów ostrzegających pieszych i rowerzystów, specjalnych oznaczeń martwych pól oraz komunikatów dźwiękowych przy skręcie w prawo. Dodatkowo obowiązkowe są osłony boczne, chroniące rowerzystów przed wciągnięciem pod naczepę.
– System zwiększa widoczność kierowcy i eliminuje martwe pola widzenia. W 2023 roku przełożyło się to na 62-procentową redukcję liczby ofiar śmiertelnych wśród niechronionych uczestników ruchu drogowego w stosunku do lat 2017-2019 – podkreśla Jakub Ponikowski.
Czujniki życia w naczepach sposobem na nielegalnych migrantów
Student zwraca również uwagę na problem nielegalnych migrantów, którzy próbują przekraczać granice, ukrywając się w naczepach ciężarówek. Jak wskazuje, w latach 1999-2023 tylko na trasach między Francją, Holandią a Wielką Brytanią wykryto około 70 tysięcy takich prób.
– To gigantyczna skala. A przecież mówimy o ludziach, którzy często ryzykują życie i ponoszą śmierć np. próbując przekraczać granice w samochodach-chłodniach – zauważa i proponuje montaż czujników detekcji ruchu lub oznak życia w naczepach, które natychmiast informowałyby kierowcę o obecności osób wewnątrz.
– To bardzo proste rozwiązanie. System DVS to koszt około 5-6 tysięcy złotych, a czujniki detekcji życia to kolejne 3-4 tysiące. Z jednej strony to dużo, zwłaszcza jeśli wyposażyć trzeba byłoby kilkadziesiąt czy kilkaset samochodów znajdujących się w jednej flocie. W skali wartości samego pojazdu i przede wszystkim biorąc pod uwagę potencjalnie uratowane życie to naprawdę niewiele – podkreśla.
Czy student z Lublina naprawdę zmieni europejskie drogi?
Pomysł Jakuba Ponikowskiego spotkał się z uznaniem organizatorów trzeciej edycji konferencji Masterclass Leadership pod hasłem „Mortality vs Technology – Will Generation Z be the last generation of mortals?”. W efekcie otrzymał stypendium oraz staż w firmie Grupa CITY CAR sp. z o.o., gdzie będzie mógł przejść do praktycznego wykorzystania swoich innowacyjnych projektów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.