Ciało przy drodze. Policjanci zatrzymali sześć osób
Makabrycznego odkrycia w miejscowości Kozubszczyzna dokonali niedzielnym rankiem, 3 listopada 2024 roku, przypadkowi świadkowie, którzy tuż przy drodze zobaczyli zwłoki mężczyzny w średnim wieku. Na ciele denata widoczne były liczne obrażenia. Ofiarą okazał się 42-letni mieszkaniec powiatu lubelskiego.
"Już wstępne czynności na miejscu wskazywały, że denat został brutalnie zamordowany, a następnie porzucony. Pracujący nad sprawą kryminalni z komendy miejskiej, przy wsparciu funkcjonariuszy z innych wydziałów oraz komisariatu w Bełżycach zatrzymali do sprawy sześć osób. Prowadzone czynności operacyjne i procesowe pozwoliły ustalić wstępny przebieg wydarzeń i sprawcę za*ójstwa"
- informowała tuż po zdarzeniu Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie.
Nie akceptował tego związku
Jako wspomnianego sprawcę policjanci wskazali Mateusza Ch. z Radawca Dużego. Ustalili, że 30-latkowi nie podobała się relacja, jaką 42-letni znajomy nawiązał z jego matką. Miał pretensje, ubliżał koledze, groził mu. Nie akceptował tego związku. Pretensje miał też do matki, dlatego kobieta ukrywała tę relację. Para spotykała się po kryjomu, w mało uczęszczanych miejscach.
Do jednego z takich spotkań doszło w nocy z 2 na 3 listopada ub.r. Para spotkała się w aucie kobiety przy drodze serwisowej w miejscowości Kozubszczyzna. Tym razem nakrył ich Mateusz Ch.
Wpadł w szał
Według zebranych dowodów 30-latek wpadł w szał. Zaatakował pokrzywdzonego pięściami, a później nożem, który wyjął z samochodowego schowka w aucie matki. Ciosów na 42-latka spadło wiele, m.in. na głowę, szyję czy udo. Pokrzywdzony nie miał szans w starciu z młodszym i uzbrojonym w ostre narzędzie napastnikiem.
Po wszystkim, jak wskazują śledczy, Mateusz Ch. nakazał matce, by wsiadła do auta i razem odjechali w kierunku Trojaczkowic, pozostawiając zakrwawionego, rannego mężczyznę przy drodze. 30-latek porzucił w pobliskim lesie rzeczy pokrzywdzonego: ubrania i telefon komórkowy.
Co było dalej? Mateusz Ch. wrócił do domu i poszedł spać. Rano zaczął zmywać gąbką ślady krwi w aucie matki i spalił część swoich ubrań. Gdy zatrzymała go policja, pił wódkę.
"Musiał się naciąć na mój nóż"
Prokurator postawił mu zarzut za*ójstwa. 30-latek przyznał się w czasie śledztwa do popełnienia tego czynu. Sprawę rozstrzygał Sąd Okręgowy w Lublinie. Mateusz Ch. zabrał głos dopiero podczas ostatniej rozprawy, w styczniu br.
Wyszedłem z domu jedynie z telefonem w ręku, nie miałem zamiaru nikogo krzywdzić, ani tym bardziej za*ić. Nie myślałem, że mama może z kimś być. Byłem na nią bardzo zły za to, że pije i pewnie znów zniknie na dwa, trzy dni. Bałem się o nią
- mówił w sądzie 30-latek.
Mateusz Ch. utrzymywał, że to on został zaatakowany przez 42-letniego znajomego i w akcie obrony chwycił za nóż.
Podczas szarpaniny wylecieliśmy z auta od strony pasażera. Ponownie zaczął mnie atakować, napierać, kopać. Myślałem, że będzie koniec ze mną. Wymachiwałem nożem, broniąc się, żeby dał mi spokój. Nawet nie pozwolił mi wstać. Musiał się naciąć na mój nóż
- opisywał w sądzie Mateusz Ch.
Oskarżonemu zarzucono także znęcanie się fizyczne i psychiczne nad matką. Prokuratura domagała się dla oskarżonego 20 lat pozbawienia wolności. Oskarżyciele posiłkowi - brat i matka pokrzywdzonego - oczekiwali skazania Mateusza Ch. na dożywocie.
Biegli wykluczyli afekt
Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego i skazał go w styczniu br. na 16 lat pozbawienia wolności. Mateusza Ch. zobowiązano także do zapłacenia nawiązek bratu i matce pokrzywdzonego - po 100 tys. zł.
Najpierw oskarżony twierdził, że dokonał czynu w afekcie, a później, że była to obrona konieczna. Biegli wykluczyli afekt. Nie ma dowodów na obronę konieczną, są za to zdjęcia z oględzin. Oskarżony nie miał choćby obrażeń na twarzy, a twierdził, że pokrzywdzony go w głowę uderzał. O zamiarze bezpośrednim świadczy liczba ciosów nożem, miejsce zadania tych ciosów
- uzasadniał sędzia Marek Woliński.
Obrona chce łagodniejszej kary
Wyrok nie jest prawomocny. Wpłynęła od niego jedna apelacja - obrony Mateusza Ch.
Kwestionowana jest w niej całość rozstrzygnięcia, to jest wina i kara. W pierwszej kolejności obrońca postuluje, ażeby zachowanie oskarżonego potraktować jako uprzywilejowaną formę za*ójstwa, to jest pod wpływem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznościami, jako działanie z obawy o zdrowie i życie matki
- wyjaśnia sędzia Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie.
Obrona zakwestionowała także dokonaną przez sąd ocenę dowodów, w tym zwłaszcza wyjaśnień oskarżonego - odmówienie im wiary. Został przez nią także podniesiony zarzut rażącej niewspółmierności kary orzeczonej za pozbawienie życia 42-latka oraz nadmiernej wysokości nawiązek.
Obrona oczekuje zmiany wyroku i uznania, że Mateusz Ch. działał w afekcie (a taki czyn jest zagrożony karą maksymalnie dziesięciu lat pozbawienia wolności).
I wymierzenia mu łagodniejszej kary oraz uniewinnienia oskarżonego od pozostałych czynów
- zaznacza sędzia Barbara du Chateau.
Na wypadek, gdyby sąd odwoławczy nie uznał tych argumentów, obrona postuluje o obniżenie kar jednostkowych pozbawienia wolności i kary łącznej oraz obniżenie kwot nawiązek.
Sąd Apelacyjny w Lublinie nie wyznaczył jeszcze terminu procesu Mateusza Ch.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.