Niania prowadziła wózek. Zmarła w wyniku odniesionych obrażeń
Na wokandę wróciła sprawa śmiertelnego potrącenia opiekunki dziecka. Do tragedii doszło 15 lutego 2023 roku. Przechodzącą przez przejście dla pieszych na ul. Szeligowskiego w Lublinie młodą kobietę z wózkiem, w którym znajdowało się 2-letnie dziecko, potrąciło cofające auto dostawcze. Dziecku nie stało się nic poważnego, ale kobieta - opiekunka dziecka - trafiła w stanie ciężkim do szpitala. Niedługo później zmarła w wyniku odniesionych obrażeń.
Przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód w Lublinie stanął obecnie 32-letni Grzegorz M., który kierował busem. W czasie procesu 32-latek przyznał się do spowodowania wypadku, ale nie do ucieczki z miejsca zdarzenia, co także zarzucał mu prokurator. Mężczyzna odpowiadał z wolnej stopy, bo sąd nie zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie.
We wrześniu ub.r. Grzegorz M. został uznany za winnego spowodowania wypadku komunikacyjnego, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonej i skazany za to na półtora roku pozbawienia wolności. Wykluczono, że doszło w tej sytuacji do ucieczki z miejsca zdarzenia.
Kierowcę ukarano 7-letnim zakazem prowadzenia pojazdów. Ma też zapłacić po 10 tys. zł trójce bliskich osób zmarłej kobiety z tytułu zadośćuczynienia.
Obrona: Doszło do nieporozumienia między kierującym, a pieszą
Od tego wyroku wpłynęła apelacja obrońcy oskarżonego, który domagał się zmiany wymiaru kary dla Grzegorza M. - pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz skrócenia zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Proces odwoławczy przeprowadzono przed Sądem Okręgowym w Lublinie we wtorek, 10 lutego. Obrońca Grzegorza M. złożył wniosek o włączenie do sprawy wywiadu środowiskowego dotyczącego oskarżonego, co miało pokazać m.in. jak ustabilizowany tryb życia prowadzi obecnie 32-latek. Sąd jednak się na to nie zgodził.
W mowie końcowej obrońca oskarżonego przyznawał, że Grzegorz M. ponosi winę za to zdarzenie, ale zwracał uwagę na różne okoliczności sprawy.
- Doszło do nieporozumienia między kierującym, a pieszą. Coś takiego mogło się zdarzyć każdemu, tym bardziej przy prowadzeniu busa, mając ograniczoną widoczność - mówił adwokat Paweł Wierzba. - To tragiczny w skutkach, ale incydent w życiu oskarżonego. On wyciągnął wnioski z tego zdarzenia - zapewniał.
Kara "absolutnie minimalna"
Prokurator i pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, czyli bliskich tragicznie zmarłej kobiety, nie składali apelacji w tej sprawie. We wtorek oczekiwali utrzymania wyroku sądu pierwszej instancji.
- Kara jest absolutnie minimalna. Oskarżony przyznał się w sądzie, ale do momentu skierowania do sądu aktu oskarżenia nie przyznawał się do winy, zmienił postawę dopiero po zgromadzeniu dowodów - argumentowała adwokat Kamila Rachwalska von Rejchwald.
Przywoływała też sprawę podobnej tragedii, do której doszło w kwietniu 2023 roku na lubelskim deptaku. 47-letnia piesza zginęła wówczas pod kołami cofającego auta dostawczego. Mecenas zwróciła uwagę, że tamten oskarżony przyznał się od razu i dobrowolnie poddał się karze, przez co skrócił proces, a więc i skalę cierpień dla bliskich pokrzywdzonej. Mężczyzna dostał karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Dlaczego więc Grzegorz M. miałby także dostać tak niską karę, biorąc pod uwagę jego postawę? - dowodziła adwokat.
O SPRAWIE TRAGEDII NA DEPTAKU PISALIŚMY TUTAJ: Śmiertelnie potrącił kobietę na deptaku. Błyskawiczny proces kierowcy dostawczaka
Pasażer mógł wysiąść i asekurować
Wyrok ogłoszono we wtorek, po krótkiej naradzie sędziów. Utrzymano w mocy decyzję sądu pierwszej instancji.
- Oskarżony poruszał się samochodem o dosyć dużych gabarytach, wyposażonym w element ograniczający pole obserwacji z tyłu pojazdu. Oskarżony zbliżając się do przejścia dla pieszych powinien zachować szczególną, wyjątkową ostrożność. Pokrzywdzona przechodziła przez ulicę pchając przed sobą wózek z dzieckiem, co nakazywało ekstremalną wręcz ostrożność. A przecież w pojeździe był pasażer i nie było przeszkód, by wysiadł z auta i asekurował oskarżonego podczas tego manewru - wyjaśniał sędzia Mariusz Jaroszyński.
Sąd przyznał, że nie było tu brawury kierowcy.
- Natomiast uzasadnione jest twierdzenie, że stopień winy jest znaczny, a czyn ten cechuje się wysoką społeczną szkodliwością - zaznaczył sędzia.
Podkreślono, że kara wymierzona Grzegorzowi M. oscyluje w dolnych granicach wyznaczonych przez Kodeks dla tego typu czynów, a górna granica kary w tym przypadku to osiem lat pozbawienia wolności.
Uznano też, że oskarżony powinien łącznie przez siedem lat odpocząć od prowadzenia pojazdów mechanicznych. Za nim już trzy lata bez prawa jazdy, przed nim kolejne cztery.
- Prowadzenie obecnie przez oskarżonego pojazdów mechanicznych stwarzałoby niebezpieczeństwo - powiedział sędzia.
Grzegorza M. nie było we wtorek w sądzie. Mężczyzna mieszka w innej części kraju, wciąż przebywa na wolności. Wyrok jest prawomocny, co oznacza, że 32-latek ma teraz trafić do zakładu karnego. Od wtorkowego wyroku można wnieść jedynie kasację do Sądu Najwyższego.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.