reklama

Scenariusz jak z frontu: 40 rannych w huku i pod ostrzałem. Ekstremalny test lubelskich ratowników w piwnicy [FOTO]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Scenariusz jak z frontu: 40 rannych w huku i pod ostrzałem. Ekstremalny test lubelskich ratowników w piwnicy [FOTO] - Zdjęcie główne
Autor: Joanna Niećko | Opis: Scenariusz ćwiczeń zakładał takie sytuacje jak np. atak dronowy, atak artyleryjski, ostrzał.
Zobacz
galerię
14
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaW piwnicy Wojewódzkie Pogotowia Ratunkowego w Lublinie zorganizowano ćwiczenia pk. "Piwnica 2026". Ratownicy medyczni, wojsko, policja mają się w ten sposób sprawdzić z zakresu działań medycznych w warunkach sytuacji kryzysowych.
reklama

Symulowana sytuacja kryzysowa

Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe SP ZOZ w Lublinie zorganizowało ćwiczenia z zakresu działań medycznych w warunkach sytuacji kryzysowych. To ćwiczenia realizowane w specyfice zdarzenia o charakterze zdarzenia masowego i pod kryptonimem „Piwnica 2026”.

Celem jest doskonalenie procedur organizacji improwizowanego punktu medycznego typu „stab point” w warunkach działań wojennych lub klęski żywiołowej. Do tego usprawnienie współpracy pomiędzy jednostkami zaangażowanymi w działania ratownicze, w tym Policją, Wojskiem oraz Strażą Pożarną. Poza tym celem jest wypracowanie skutecznych schematów opieki nad poszkodowanymi podczas przedłużającego się transportu medycznego i podnoszenie jakości procesów decyzyjnych i komunikacji między służbami w warunkach ograniczonych zasobów. Ćwiczenia mają też być okazją do sprawdzenia efektywności wykorzystania dostępnych sił i środków przy deficycie energii elektrycznej, światła oraz sprzętu medycznego.

Założeniem ćwiczenia jest przeprowadzenie symulowanej sytuacji kryzysowej w mieście, wymagającej powołania improwizowanego punktu stabilizacyjnego w warunkach zbliżonych do działań wojennych lub klęski żywiołowej. W ćwiczeniu bierze udział około 40 ucharakteryzowanych pozorantów. Ratownicy medyczni i inne służby w symulowany sposób będą udzielać im pomocy. Elementem ćwiczeń jest organizacja oraz funkcjonowanie punktu medycznego w przestrzeni o ograniczonej infrastrukturze (piwnice budynku), z jednoczesnym zapewnieniem opieki nad poszkodowanymi przez okres do 24 godzin.

Scenariusz zakłada utrudniony transport medyczny oraz konieczność podejmowania decyzji w warunkach ograniczonego dostępu do energii elektrycznej i sprzętu. Działania obejmują organizację punktu medycznego, prowadzenie segregacji medycznej poszkodowanych tzw. triage, udzielanie pomocy poszkodowanym oraz koordynację pracy służb w warunkach ograniczonej dostępności.

W działaniach biorą udział m.in.: Zespoły Ratownictwa Medycznego Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego SP ZOZ w Lublinie, Ośrodek Szkolenia Policji w Lublinie, 1 Podlaska Brygada Obrony Terytorialnej: Zespół Zabezpieczenia Medycznego, studenci Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, Firma Capra Tactical, pracownicy administracyjni WPR w Lublinie.

Ćwiczenia odbywają się 19 marca w piwnicy budynku Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego SP ZOZ w Lublinie przy ul. Spadochroniarzy 8.

"Założenie jest takie, żeby przetrwać"

- Cel ćwiczeń jest taki, żeby przećwiczyć warunki wojenne. W razie, gdyby taka sytuacja zaistniała, w razie konfliktu zbrojnego na terenie RP. Chcemy sobie po prostu przygotować pewnego rodzaju procedury związane z tym, jakby to mogło wyglądać - mówił przed rozpoczęciem Piotr Jewsiejczyk, komandor ćwiczeń. - Chcielibyśmy sobie tutaj przećwiczyć wszystko, co by ewentualnie mogło nas zaskoczyć i wyłapać błędy. 

Scenariusz ćwiczeń zakładał takie sytuacje jak np. atak dronowy, atak artleryjski, ostrzał. - Założenie jest takie, żeby przetrwać - dodał Piotr Jewsiejczyk.

W ćwiczeniach rolę pozorantów odgrywają studenci Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Wśród nich byli zarówno poszkodowani, ranni, ale także osoby z chorobami przewlekłymi, które zostały pozbawione swoich leków ze względu na to, że straciły cały swój dobytek. Scenariusz zakładał też pomoc pacjentom z zawałem i ostrą niewydolność oddechową.

reklama

- Będą też osoby z prostymi złamaniami, którymi trzeba będzie w odpowiedni sposób dawkować leki. Trzeba będzie sobie to wszystko dokładnie policzyć, bo też mamy w scenariuszu odgrywanie, że te leki się w pewnym momencie po prostu skończą ze względu na to, że zasoby są ograniczone - zaznaczył Jewsiejczyk. - Nie będzie internetu, nie będzie światła, będzie zimno, nie będzie wody, nie będzie kanalizacji. Będzie też przez chwilę głośno, spodziewamy się również zapylenia pewnego rodzaju.

Podkreslił, żę to pierwszy raz w życiu będą takie ćwiczenia "masowe' w piwnicy. - I to w miejscu, w którym pracujemy na co dzień. Tutaj (na osiedlu, gdzie znajduje się siedziba WPR - przyp. red.) jest bardzo dużo ludzi, którzy w pierwszej kolejności, jeżeli będą potrzebowali pomocy, to przyjdą tam, gdzie stoją karetki - zauważył Jewsiejczyk.

reklama

Wspólnie z policją

W ćwiczeniach biorą też udział policjanci, którzy doświadczenia przeekażą kolejnym funkcjonariuszom

- Dzisiejszy scenariusz zakłada realną sytuację, którą można spotkać w Ukrainie. To działania w takim środowisku piwnicznym, związane z atakiem z zewnątrz, czyli z powietrza, do tego drony, pociski - mówił z kolei Łukasz Kucharski z Ośrodka Szkolenia Policji w Lublinie.

Ćwiczone są realne scenariusze zakładające współpracę policji i ratownictwa medycznego. - Sprawdzamy się w takim bardzo ekstremalnym scenariuszu i warunkach, gdzie z minuty na minutę coś się zmienia, dochodzi do sytuacji niebezpiecznej związanej z zagrożeniem Rzeczpospolitej Polskiej, uciętą logistyką, utrudnionionym kontaktem z zewnątrz, czy atakowaniem infrastruktury krytycznej - wymieniał.

reklama

"Wojna w Ukrainie wszystko zmieniła"

Jeden z uczestników wyjaśniał, że gdy pacjent trafia do takiego punktu, służby muszą wiedzieć, do jakiej kategorii został zakwalifikowany, udokumentować go, czyli odnotowć jakie miał parametry, jakiej pomocy mu udzielono myśląc o tym, że "ewentualnie przekażemy go innym zmianom, do dalszego leczenia w innym miejscu". Jeżeli nie ma możliwości zidentyfikowania pacjenta, bo nie ma dokumentów, otrzymuje numer dopóki nie będzie mógł odzyskać świadomości lub ktoś go nie zidentyfikuje.

- Najważniejsze to jest poczuć tę sytuację, kiedy działamy w troszeczkę innych ramach niż robimy to na co dzień, kiedy nasze dotychczasowe wszystkie doświadczenia są nic nie ważne, bo tracimy swoje miejsce pracy, tracimy swoje przyzwyczajenia. Musimy się szybko zaadoptować do nowego miejsca, do nowej sytuacji - wyjaśnia Leszek Jahołkowski, lekarz, specjalista medycyny ratunkowej. - Musimy wszystko sobie sami zorganizować, polegać na tym co mamy i no niestety sztuka improwizacji tutaj musi być naprawdę mocno rozwinięta.

reklama

Podkreślił też, że scenariusz zakłada, że nie ma żadnej możliwości łączności, ewentualnie jest tylko szansa na konsultację z kimś pod kątem przekazania pacjentów. Dodał, że trzeba założyć, że takiej łączności nie będzie, a taki punkt musi być samowystarczalnym.

- Jestem świeżo po zjeździe Medycyny Ratunkowej w Karpaczu. Tam wiodące hasło to było, że Amerykanie stworzyli świetne standardy ewakuacji z pola walki, tych pierwszych szpitali, medycyny taktycznej. Natomiast wojna w Ukrainie wszystko zmieniła. Teraz czas ewakuacji pacjenta to jest ponad dwie doby, to nie są dwie godziny jak zakładają Amerykanie. Wszystko się zmienia i my się tego musimy nauczyć - podsumował.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo