W Krakowie system tzw. autobusu na telefon – funkcjonujący pod nazwą Tele-bus – pojawił się już w 2007 r. Była to odpowiedź na bardzo konkretny problem. Obszary takie jak Rybitwy i Płaszów były słabo obsługiwane przez tradycyjne linie, a jednocześnie są zbyt rzadko zaludnione, by opłacało się utrzymywać regularne kursy według rozkładu.
W takich warunkach klasyczna komunikacja zbiorowa generowała puste przebiegi i koszty, nie rozwiązując realnie problemu dostępności transportu. Tele-bus miał tę lukę wypełnić.
A jak to wygląda w Lublinie?
Model działania jest prosty. Autobus nie kursuje według stałego rozkładu. Pojawia się dopiero wtedy, gdy pasażer zgłosi zapotrzebowanie. Zamówienie można złożyć telefonicznie, przez stronę internetową lub aplikację, wskazując godzinę oraz przystanek początkowy i końcowy.
System przypomina więc coś pomiędzy taksówką a komunikacją miejską. Z tą zasadniczą różnicą, że obowiązują normalne bilety miejskie, a nie taryfa komercyjna.
W lubelskim Tele-busie nie ma wymogu zebrania grupy pasażerów, żeby kurs się odbył. System jest pomyślany w ten sposób, że przejazd może zostać uruchomiony już na podstawie pojedynczego zgłoszenia. Innymi słowy: jeśli jedna osoba zamówi kurs, to – co do zasady – autobus przyjedzie.
Co nie znaczy, że jest to autobus tylko dla jednego chętnego. System działa dynamicznie. Jeśli w tym samym czasie pojawią się inne zamówienia, dyspozytor łączy je w jeden kurs i pojazd zbiera kolejnych pasażerów po drodze. Na razie rozwiązanie ma charakter pilotażowy. Jeśli się sprawdzi, będzie rozwijane.
Linie na telefon miały w Lublinie obsługiwać nowe autobusy wodorowe, jednak po fiasku dostaw tych autobusów tak się nie stało. Na razie są więc to dobrze znane 12-metrowe autobusy, którymi miasto dysponuje. Rozważany jest też zakup pojazdów krótszych, o długości 8,9 metra, tak aby system był możliwie jak najbardziej ekonomiczny.
Ile to kosztuje i gdzie można z tej opcji skorzystać?
W pojazdach na telefon obowiązują normalne bilety. Zarówno papierowe, jak i elektroniczne.
Z jakich dzielnic dojedziemy do centrum na telefon? Ponieważ to na razie pilotaż, możliwości nie ma jeszcze zbyt wiele.
Na pierwszy ogień ZDiTM wybrał dzielnice: Szerokie, Sławin, Węglin Południowy, Abramowice i Głusk.
Czy to ma sens?
Radny lubelskiego klubu PiS Bartłomiej Bałaban podkreśla, że rozwiązanie testowane obecnie w Lublinie, sprawdziło się nie tylko w Krakowie i znane jest z wielu innych miast, także poza Polską.
- Cieszy, że władze miasta uświadomiły sobie w końcu, że z dostępnością do publicznej komunikacji miejskiej w Lublinie nie jest najlepiej – mówi radny Bałaban.
I kontynuuje:
- Liczę, że to dopiero początek tak oczekiwanych przez lublinian zmian. Kolejne powinny dotyczyć niskiej, szczególnie w weekendy, częstotliwości kursowania autobusów i trolejbusów. Niezbędne jest uporządkowanie siatki połączeń, które nie byłoby tylko kosmetyką, ale realną racjonalizacją systemu komunikacji w Lublinie. Najwyższy też czas na powrót komunikacji nocnej z prawdziwego zdarzenia. Teraz mamy do czynienia z ogryzkiem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.