Rosyjska rakieta i syreny alarmowe
W czwartek (30 lipca) rosyjska rakieta wpadła w polską przestrzeń powietrzną przed godz. 4:00 rano. Pocisk przeleciał prawie 100 km, m.in. w okolicach Krasnegostawu i spadł w Taranawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim. Na miejscu zdarzenia powstał krater. Zaś chwilę przed godz. 4:00 m.in. w Lublinie włączone zostały syreny alarmowe. Przez jakiś czas nie było podanych informacji, co się stało, a mieszkańcy nie dostali ALERTU RCB. Dopiero później rzecznik wojewody lubelskiego potwierdził, że było zagrożenie z powietrza, ale już minęło. Oficjalny komunikat Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych w sprawie obiektu naruszającego polską przestrzeń powietrzną został wydany o godz. 7.07. W Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie zebrał się sztab kryzysowy z premierem Donaldem Tuskiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem - minsitrem obrony narodowej, którzy potem udali się na miejsce zdarzenia. Przekazano, że pocisk, który spadł to Ch-101 - uzbrojona rosyjska rakieta.. Nikomu nic się nie stało.
- W godzinach nocnych narodowe i sojusznicze systemy rozpoznania wykryły intensywną aktywność bojową lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej. W celu zapewnienia bezpieczeństwa polskiej przestrzeni powietrznej podwyższono gotowość bojową środków systemu obrony powietrznej, w tym par dyżurnych myśliwców oraz samolotu wczesnego ostrzegania.
Jak to wyglądało minuta po minucie?
W poniedziałek (3 sierpnia) odbyła sie konferencja prasowa Krzysztofa Komorskiego - wojewody lubelskiego. Na wstępie przyznał, że jeśli chodzi o system wczesnego alarmowania zdaje sobie sprawę, że nie do końca zadziałało wszystko tak jak powinno. - To wszystko działo się szybko i było też dużo niepewności, były deficyty informacyjne - podkreślił Krzysztof Komorski, wojewoda lubelski.
I jak dalej kontynował - około godziny 3.09 została przesłana informacja do lubelskiego Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego o potrzebie prowadzenia nasłuchu. Taka też informacja została przekazana do Powiatowych Centrów Zarządzania Kryzysowego. O godzinie 3.39 została przekazana informacja Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o realnym zagrożeniu, a o godzinie 3.44 został przekazany komunikat, który już generuje cały proces, mający uruchomić syreny. O godzinie 3.45 został przekazany sygnał przez Wojewódzkie Centrum do powiatów i tym samym alarmem zostało objętych siedemnaście powiatów. W siedmiu z nich zgodnie z planem syreny zostały włączone. Dziesięć które ten proces albo opóźniły, albo nie włączyły, wojewoda poprosił o wyjaśnienie. Komorski dodał, że do niego dyżurny zadzwonił o godzinie 3.49, poinformował o alarmie.
O godzinie 3.53 w okolice zdarzenia zostali zadysponowani policjanci z komendy w Biłgoraju. Niedługo później dołączyli do nich strażacy i około godziny 5.10 została ustalona dokładna lokalizacja tego zdarzenia. O godzinie 5.34 do wojewody przyszła informacja z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa o zakończeniu zagrożenia z powietrza.
- W procesie, który trwa od nawołania do nasłuchu, przez usłyszenie alarmu do doprowadzenia tego, aby ta informacja doszła do Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego i aby ta osoba fizycznie włączyła alarm, upływa zbyt dużo czasu. Te kilka czy kilkanaście minut to zbyt długo i trzeba z tego procesu wyjąć kilka ogniw. Już jesteśmy po ustaleniach z Komendą Wojewódzką Państwowej Straży Pożarnej. Mamy 164 lokalizacje syren w województwie lubelskim. Te urządzenia mają możliwość być włączane zdalnie za pomocą konkretnych urządzeń i dodatkowe urządzenia będą po prostu w dyspozytorni Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. W tym procesie powiaty będą w pewien sposób pominięte. Najpierw będą włączane zaraz po usłyszeniu sygnału do alarmu, a potem dyspozytor najpierw będzie włączał syreny zdalnie, a później będzie się kontaktował w celu włączenia dodatkowych urządzeń i poinformowaniu o samym alarmie - wyjasniał Komorski.
Jednocześnie przyznał, że procesie jest też taki słaby punkt. - Osoby, które włączają alarm, mówię tutaj o kierownikach w powiatowych centrach, chcą być pewne, to jest bardzo poważna sytuacja. W związku z czym zdarzają się takie sytuacje, w których oni w nocy jeszcze wykonują telefon do starosty czy do samorządowca w celu potwierdzenia tej informacji, co wydłuża nam ten proces - tłumaczył wojewoda.
Zapowiedział również na wtorek spotkanie ze starostami z województwa lubelskiego. Zamierza przekonać ich, by wyposażyli wszystkich takich pracowników w upoważnienia stałe do podejmowania takiej decyzji. - Dlatego że tak naprawdę to kierownik słyszy ten nasłuch i w instrukcji Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, która obowiązuje, jest napisane, że to jest sygnał bezpośrednio dający uzasadnienie do tego, żeby te syreny zostały włączone - precyzował Komorski.
Obecnie w województwie lubelskim są 364 syreny alarmowe. 164 z nich ma możliwość zdalnego włączania. Natomiast ok. 200 jest "analogowych". W tym tygodniu ma zostać rozsttrzygnięty przetarg na dodatkowe 200 nowoczesnych syren.
Zabrakło informacji?
Jak jeszcze podkreślił wojewoda - "czynnik ludzki gdzieś może być tym słabszym elementem, który po prostu wydłuża nam ten cały proces".
- Procesy psychologiczne, takie jak zawahanie się, dodatkowa konsultacja może mieć wpływ w związku z tym, aby ten proces usprawnić, zwiększyć jego efektywność - część tej decyzyjności po prostu przeniosę do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. A więc bezpośrednio do dyżurnego pracownika, który jest również w bezpośrednim kontakcie z Rządowym Centrum Bezpieczeństwa - zapowiedział Komorski.
Od czasu incydentu pojawiały się również głosy, że mieszkańcy nie wiedzieli, jakiego to jest rodzaju alarm i, że ogóle nie było żadnej komunikacji. Padły pytania skąd mieszkańcy mogli wiedzieć w ogóle, jaki jest to rodzaju alarm i co robić, czy nie udać do schronu, czy szukać masek przeciwgazowych? Nie podano szybko informacji, co się wydarzyło, gdy pierwszy sygnał syren jest poniekąd jednocześnie apelem o śledzenie informacji czy komunikatów.
- Procedura mówi tak: jeżeli słyszymy alarm, i tak też jest w podręczniku bezpieczeństwa - należy zachować spokój, zostać w bezpiecznym miejscu i czekać na komunikaty. Jeżeli tych komunikatów nie ma, ich brakuje - czekać na ewentualne odwołanie alarmu. Jeżeli te komunikaty się nie pojawiają, prawdopodobnie nie pojawiają się z jakiegoś powodu. Jeżeli mamy do czynienia z takimi sytuacjami, jak zagrożenie z powietrza, tym bardziej. Jeżeli ktoś narusza naszą przestrzeń powietrzną, to proszę uwierzyć, że jeżeli dostaję sie telefon, że obiekt naruszył naszą przestrzeń powietrzną, to nie ma się wiedzy na tyle, nie jest na tyle kompletna, aby wziąć na siebie odpowiedzialność i poinformować wszystkich, że stało się coś konkretnego. Procedury nie są doskonałe i oczywiście zawiodły. Nie było informacji o tym, co się stało. Nie było informacji po odwołaniu alarmu, żeby uspokoić ludzi. I to wszyscy zdajemy sobie sprawę. Ale te 10 minut, kiedy ludzie nie wiedzieli, jak się zachować, bo był ogłoszony alarm - to jest pytanie systemowe - mówił wojewoda lubelski.
Komorski zapewnił, że zdaje sobie sprawę z tego, że "w świecie idealnym mielibyśmy przed oczami wyświetloną informację, jakiego rodzaju jest zagrożenie, czego się możemy spodziewać w najbliższych 15 minutach, jak się powinniśmy zachować przez najbliższą godzinę. Ale tu mamy po prostu procedury".
Procedura mówi, że jeżeli jest włączony alarm, to należy zostać w bezpiecznym miejscu. W ocenie Komorskiego należy popracować nad tym, aby jak najwięcej szczegółowych informacji na temat zdarzenia z poziomu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w jak najszybszym tempie docierało bezpośrednio do każdego mieszkańca.
- Procedury zadziałały, ale nie zadziałała jakaś decyzyjność na jakimś poziomie - dodawał wojewoda, zaznaczając przy tym, że Lubelski Urząd Wojewódzki jest delegaturą rządu i nie generuje informacji, tylko je przekazuje. - Nie wychodzę przed rządowe centrum bezpieczeństwa. Nie mam prawa posiadać tej wiedzy, która jest w Ministerstwie Obrony Narodowej, w MSWiA, czy rządowym centrum bezpieczeństwa. Jeżeli nie ma czegoś na stronie rządowego centrum bezpieczeństwa, to ja nie będę wprowadzał do obiegu dodatkowych informacji, które są niepewne.
Komorski został zapytany, czy w momencie wystąpienia incydentu to nie na Urzędzie Wojewódzkim spoczywał obowiązek poinformowania lokalnych mediów o niebezpieczeństwie? Odparł, że "powiadomieni byliśmy wszyscy syrenami. Mój rzecznik był w kontakcie ze wszystkimi. Na tyle wiedzy, na ile posiadałem, tą wiedzę przekazywałem".
- Natomiast przyznaję szczerze, że moja wiedza też nie była kompletna. Dopóki nie przeczytaliśmy wszystkiego na stronach Dowództwa, to ja jako odpowiedzialny człowiek nie będę przekazywał informacji, które są niesprawdzone, które nie są rzetelnie przekazane przez służby, które są za to bezpośrednio odpowiedzialne. Wiem, że to kolejna kryzysowa sytuacja, bardzo niebezpieczna, budząca wiele niepokoju. Natomiast to, co wiedziałem, że jest dla nas najważniejsze, to przede wszystkim koordynacja pracy służb - mówił. - To, co jest do poprawy i to ja też przyznałem rację, tak jak i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i Pan Minister - i ten element został już dodany - w ślad za odwołaniem alarmu powinna iść informacja SMS do każdego mieszkańca z apelem o zachowaniu spokoju. Do tego potwierdzenie, że alarm został odwołany, że wszystko jest pod kontrolą i ewentualnie odesłanie do źródła, gdzie szukać dodatkowych informacji na temat tego, co się dzieje.
Jeśli zaś chodzi o powody nieuruchomienia syren w części powiatów, tłumaczenia były różne w różnych przypadkach. Na przykład w powiecie kraśnickim opóźnienie wynikało z tego, że pracownik chciał się dodzwonić do swojego przełożonego. W innych przypadkach pracownik odebrał telefon dopiero po fakcie, bo jak wyjaśnił Komorski - "oni są informowani telefonicznie o tym, żeby prowadzić nasłuch i prowadzą nasłuch na przykład z opóźnieniem".
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.