W czwartek (30 lipca) rosyjska rakieta wpadła w polską przestrzeń powietrzną przed godz. 4:00 rano. Pocisk przeleciał prawie 100 km, m.in. w okolicach Krasnegostawu i spadł w Taranawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim. Na miejscu zdarzenia powstał krater. Zaś chwilę przed godz. 4:00 m.in. w Lublinie włączone zostały syreny alarmowe. Przez jakiś czas nie było podanych informacji, co się stało, a mieszkańcy nie dostali ALERTU RCB
Tym razem informację o wystosowaniu alertu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zamieściło na swoim profilu na portalu X w niedzielę o godz. 15:07.
"Uwaga! Uwaga! Uwaga! Na obszarze zachodniej Ukrainy trwa zmasowany atak powietrzny. Śledź komunikaty" - brzmiało ostrzeżenie, które zostało wysłane do odbiorców na terenie województwa lubelskiego.
Po paru minutach zagrożenie minęło, a RCB zadecydowało o wystosowaniu kolejnego alertu. Jego treść została udostępniona w mediach społecznościowych o godz. 15:13, czyli zaledwie sześć minut po tym, jak wydano pierwszy komunikat.
"Uwaga! Uwaga! Uwaga! Zakończył się zmasowany atak na obszarze zachodniej Ukrainy. Brak zagrożenia na terytorium RP. Śledź komunikaty" - przekazano mieszkańcom Lubelszczyzny.
Zmasowany atak na Ukrainę. RCB rozesłało alerty, ale nie dotarły do każdego
Jak się jednak okazało, nie wszyscy mieszkańcy woj. lubelskiego dostali obie wiadomości. Do niektórych Polaków dotarł tylko komunikat odwołujący zagrożenie. Informację tę potwierdzają również internauci - część z nich podzieliło się w mediach społecznościowych zrzutami swoich ekranów.
O przyczynę tej sytuacji dziennikarze Polsat News zapytali rzeczniczkę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolinę Gałecką. W przesłanym oświadczeniu opisała, jak wygląda proces rozsyłania takich alertów.
"W chwili nalotów na zachodnią Ukrainę i otrzymania takiej informacji z Centrum Operacyjnego, RCB wysyła alerty o zagrożeniu do operatorów komórkowych. Ci rozsyłają SMS-y na telefony komórkowe. Następnie, kiedy zagrożenie jest odwołane, ponownie alert jest wysyłany z RCB do operatorów" - opisała.
Jak wyjaśniła, w niedzielę "był bardzo krótki czas pomiędzy informacją o zagrożeniu i odwołaniem zagrożenia". "W tym przypadku być może część operatorów nie zdążyła wysłać SMS-a informującego o zagrożeniu, bo zaraz przyszła również informacja o odwołaniu alertu" - stwierdziła.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.