Dziesięciu nastolatków w małym aucie. Dwóch z bagażnika zginęło
Do niecodziennego, tragicznego w skutkach zdarzenia doszło na ul. Ogrodowej w Chełmie w nocy z 29 na 30 marca ub.r. Rozbiło się tam osobowe auto - Toyota Avensis. Tuż przed tym, jak samochód wypadł z drogi i uderzył w betonowe ogrodzenie, pojazd pędził z prędkością około 130 km/h, jak ustalił później biegły. Z jednej z opon intensywnie schodziło powietrze. Jednak przede wszystkim sprawa stała się głośna, ponieważ w aucie znajdowało się... dziesięciu nastolatków.
Młodzi mężczyźni świętowali urodziny jednego z nich. Po suto zakrapianej imprezie wsiedli w dziesięciu do 5-osobowej Toyoty, za kierownicę której chwycił 19-letni wówczas Szymon C., mający ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Trzech z uczestników wypadku jechało w bagażniku. Dwóch z nich - 18-letni Filip i Mateusz, zginęło na miejscu.
Szymon C., obecnie 20-letni, został oskarżony przez prokurator m.in. o umyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu i zdrowiu dziewięciu osób i jazdę pod wpływem alkoholu. Do tego ucieczkę z miejsca zdarzenia - młody mężczyzna oddalił się, ale wrócił po jakimś czasie, po kontakcie telefonicznym z jednym z kolegów i pracownikiem służb interweniujących przy wypadku.
Filmy z brawurowej jazdy
Proces ruszył w styczniu br. przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Dużo było łez w sali rozpraw, bo płakał sam oskarżony i jego rodzice, ale też najbliżsi dwóch ofiar wypadku, którzy pełnili rolę oskarżycieli posiłkowych. Siódemka nastolatków, którzy wypadek przeżyli, występowała w procesie jako pokrzywdzeni. Choć sędzia zwracał uwagę dosadnie, że nastolatkowie powinni czuć się, przynajmniej moralnie, współwinnymi tej tragedii.
Wszyscy do auta wsiedli dobrowolnie. Pasażerowie, jak i kierowca bawili się podczas szaleńczej jazdy ulicami Chełma świetnie. Świadczą o tym nagrania z telefonów pasażerów, odtworzone podczas jednej z rozpraw. Nastolatkowie wręcz dopingowali Szymona C. do jeszcze bardziej brawurowej jazdy.
Później, już podczas procesu, trudno było dopatrzeć się u nich poczucia współodpowiedzialności za zdarzenie.
Sąd uznał, że to nie była katastrofa
Sąd Okręgowy w Lublinie wyrok ogłosił 3 czerwca. Szymona C. uznano za winnego spowodowania wypadku, a nie sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Młody mężczyzna został skazany na siedem lat i osiem miesięcy pozbawienia wolności.
Na niekorzyść oskarżonego wskazują takie okoliczności, jak: znaczne stężenie alkoholu, liczba naruszonych zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, skutek w postaci śmierci dwóch osób oraz obrażeń trzech kolejnych osób. Na korzyść oskarżonego przemawiają: młody wiek, niekaralność, pojednanie się z pokrzywdzonymi, żal, przeprosiny rodziców zmarłych kolegów, które zostały przyjęte. Okolicznością, która także działa na korzyść oskarżonego, jest przyczynienie się pokrzywdzonych do tego zdarzenia
- uzasadniał sędzia Marek Woliński.
Poza karą pozbawienia wolności, sąd ukarał Szymona C. też dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów.
Prokurator chce prawie dwa razy surowszego wyroku
Wyrok nie był prawomocny. Apelacje od niego wniosły obie strony, zarówno prokurator, jak i obrona.
Prokurator domaga się, by sąd uznał tak, jak wnoszono w akcie oskarżenia, czyli, że Szymon C. dopuścił się spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, a nie wypadku. Kluczową kwestią jest tu rozstrzygnięcie, czy dziewięć osób pokrzywdzonych to wystarczająca liczba, by zakwalifikować ten czyn właśnie w ten sposób. Przede wszystkim jednak prokurator oczekuje zaostrzenia kary dla 20-latka do 14 lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.
Prokurator wskazuje na rażącą łagodność orzeczonej kary
- zaznacza sędzia Marta Śmiech, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Nadzwyczajne złagodzenie kary dla kierowcy z Chełma?
Z kolei obrona zarzuciła błędne przyjęcie przez sąd, że oskarżony zbiegł z miejsca zdarzenia.
Argumentuje, że chwilowe oddalenie się oskarżonego z miejsca zdarzenia nie było działaniem celowym, ukierunkowanym na uniknięcie odpowiedzialności, a tym samym nie stanowiło zbiegnięcia z miejsca zdarzenia. Podnosi okoliczności związane z szokiem oraz wskazuje o chwilowym odejściu i dobrowolnym powrocie na miejsce zdarzenia
- wyjaśnia sędzia Marta Śmiech.
Drugi zarzut obrony dotyczy kary. Adwokat podkreśla, że sprawa dotyczy osoby młodocianej. Dlatego też oczekuje nadzwyczajnego złagodzenia kary, czyli poniżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia - pięciu lat pozbawienia wolności.
Ponadto obrona domaga się zmiany z dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów, na zakaz czasowy w niższym wymiarze, choć nie wskazuje konkretnego zakresu tego zakazu
- dodaje sędzia Marta Śmiech.
Apelacja wpłynęła do Sądu Okręgowego w Lublinie, który przekaże wkrótce akta sprawy do Sądu Apelacyjnego w Lublinie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.