Wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 11 (20 września) w lubelskim skansenie. Były motyki, końska kopaczka, ziemniaki zbierane na wóz i zwożone do piwnicy, a na koniec pieczone kartofle z ogniska. Wykopki przyciągnęły całe rodziny, a dawnym pracom na polu towarzyszyła muzyka kapeli ludowej.
- W trakcie wydarzenia pokazywaliśmy, jak wyglądały wykopki mniej więcej sto lat temu. Zaczynaliśmy od najbardziej tradycyjnej metody kopania motykami, a później na pole wjeżdżała kopaczka konna. Takie kopaczki trafiły na wieś w XX wieku. W Lublinie działała znana fabryka Wolskiego, a produkowane tam urządzenia nazywano „Jagiellonkami" - mówił Szymon Zawadzki z Działu Edukacji i Promocji Muzeum Wsi Lubelskiej.
Na kartoflisku najpierw pojawiły się motyki. Dlaczego? To właśnie dzięki nim ongiś wydobywano ziemniaki z ziemi. Następnie na polu pojawiła się kopaczka konna, która pozwalała znacznie usprawnić pracę. Po wykopaniu kartofli były one zbierane na wóz, a następnie plony zwożono do piwnicy w Zagrodzie z Niemiec. To jednak nie koniec pracy. Kartoflisko trzeba było uporządkować i przygotować na kolejny sezon.
Wśród odwiedzających Muzeum Wsi Lubelskiej była Pani Joanna ze Świdnika, która przyjechała z całą rodziną.
- Przyjechaliśmy całą rodziną, bo chcieliśmy zobaczyć, jak dawniej wyglądały wykopki. Dla dzieci to ciekawa lekcja historii. Mogły zobaczyć motyki, konną kopaczkę i przekonać się, ile pracy kiedyś wymagało zebranie ziemniaków – mówiła.
Po pracy przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Przy ognisku w wąwozie przy Dworze z Żyrzyna można było skosztować pieczonych ziemniaków. Atmosferę uświetniła muzyka kapeli ludowej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.