Przed rozpoczęciem roku szkolnego 2026/2027 szkoły i placówki oświatowe wykazały 17 tys. 308 wolnych stanowisk pracy, odpowiadających 11 tys. 732 etatom. Najwięcej ofert dotyczyło wychowania przedszkolnego, nauczycieli współorganizujących kształcenie uczniów z niepełnosprawnościami, psychologów oraz matematyków. Potrzebni byli także poloniści i nauczyciele przedmiotów zawodowych.
Jednocześnie dane Ministerstwa Edukacji Narodowej pokazują, że w trakcie roku szkolnego liczba wolnych miejsc maleje. W marcu 2024 r. szkoły zgłaszały 4116 wakatów, rok później 4363, a w marcu 2026 r. już 3609. Tych liczb nie można jednak traktować jako prostego dowodu na rozwiązanie problemu kadrowego. Wakatu może nie być dlatego, że szkoła znalazła nowego pracownika, ale również dlatego, że brakujące godziny przejęli nauczyciele już zatrudnieni.
I właśnie o nich warto dziś mówić najwięcej.
Nauczyciel, który bierze dodatkowe godziny, nie przejmuje wyłącznie kolejnych lekcji. Za każdą godziną stoją przygotowania, sprawdzanie prac, dokumentacja, rozmowy z uczniami i rodzicami, rady pedagogiczne oraz odpowiedzialność za kolejne klasy. Kiedy dodatkowych obowiązków przybywa, rośnie także ryzyko zmęczenia i wypalenia.
Według danych przywoływanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego nauczyciele realizują około 2,2 mln godzin ponadwymiarowych tygodniowo. Skala pokazuje, że dodatkowa praca nie stanowi pojedynczego przypadku, lecz ważny element funkcjonowania polskich szkół.
W wielu placówkach nauczyciele łączą także pracę w kilku szkołach. Dla części osób taki model pozwala uzyskać pełny wymiar zatrudnienia, zwłaszcza gdy jedna placówka nie oferuje wystarczającej liczby godzin. Z drugiej strony oznacza to więcej dojazdów, różnych zespołów nauczycielskich, klas, dokumentacji i obowiązków organizacyjnych.
Trudno wymagać od nauczyciela, aby bez końca zwiększał swoje obciążenie tylko dlatego, że system nie znalazł dla niego wystarczającej liczby kolegów i koleżanek do wspólnej pracy.
Szkoły korzystają również z doświadczenia nauczycieli emerytowanych. Ich wiedza i gotowość do dalszej pracy stanowią ogromną wartość, ale sama obecność seniorów przy tablicy nie rozwiąże problemu przyszłych kadr. Państwo musi zadbać o to, aby młodzi ludzie chcieli rozpoczynać tę profesję, a doświadczeni nauczyciele mieli powód, by w niej pozostać.
Niepokojące sygnały przynosi badanie TALIS 2024. Aż 30 proc. polskich nauczycieli deklaruje, że nie wybrałoby tego zawodu ponownie. Nie oznacza to, że trzy osoby na dziesięć planują jutro odejść ze szkoły. Pokazuje jednak skalę rozczarowania grupy zawodowej, od której zależy jakość edukacji kolejnych pokoleń.
Pieniądze mają znaczenie, szczególnie na początku kariery. Nauczyciel rozpoczynający pracę musi jednocześnie mierzyć się z kosztami życia, wymaganiami zawodowymi i dużą odpowiedzialnością. W wielu częściach kraju szkoła przegrywa konkurencję o młodych specjalistów z sektorem prywatnym.
Problem nie kończy się jednak na wynagrodzeniu. Nauczyciele potrzebują również przewidywalnych warunków pracy i rozsądnego zakresu obowiązków.
Dlatego spadek liczby wakatów powinien cieszyć, ale nie może uśpić czujności. Jeżeli szkoła zamyka wolne stanowisko poprzez dokładanie godzin obecnym nauczycielom, statystyka poprawia się szybciej niż rzeczywistość.
Nowoczesna szkoła powinna działać inaczej. Nie może opierać stabilności na tym, że najbardziej zaangażowani nauczyciele zgodzą się zrobić jeszcze trochę więcej. Potrzebuje nowych pracowników, ale równie mocno potrzebuje zatrzymać tych, którzy już dziś uczą.
Bo za każdą godziną lekcyjną stoi człowiek. A jeśli chcemy, żeby nauczyciel miał siłę dobrze przygotować ucznia do przyszłości, sami musimy zadbać o jego przyszłość w szkole.
Co zrobić, żeby chcieli zostać?
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.