31 sierpnia nauczyciele wyjdą na ulice Warszawy. Związkowcy nie chcą kolejnej rundy rozmów bez konkretów. Domagają się przede wszystkim trwałej zmiany sposobu ustalania wynagrodzeń.
Hasło protestu brzmi: „Politycy do tablicy! Godne płace: Dotrzymajcie słowa!”. ZNP podkreśla, że decyzja o manifestacji wynika z braku przełomu w rozmowach z Ministerstwem Edukacji Narodowej oraz przedstawicielami koalicji rządzącej. Według związku kolejne spotkania nie przyniosły wiążących deklaracji dotyczących obywatelskiego projektu „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”.
Sedno sporu nie sprowadza się jednak do jednej podwyżki. ZNP chce, aby pensje nauczycieli powiązać z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Taki mechanizm miałby ograniczyć coroczne negocjacje i sprawić, że płace pedagogów rosłyby razem z wynagrodzeniami w całej gospodarce. Projekt przewiduje między innymi, że wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego wynosiłoby co najmniej 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a nauczyciela początkującego – co najmniej 81 proc. tego wskaźnika. Pod inicjatywą podpisało się ponad 250 tys. osób.
Związkowcy nie oczekują jednak natychmiastowego przeskoku do docelowych stawek. Sławomir Broniarz mówi o stopniowym zmniejszaniu różnicy, nawet w perspektywie dwóch–trzech lat. Jednym z etapów miałaby być 15-procentowa podwyżka. W ocenie ZNP taki plan pozwoliłby rozłożyć koszty reformy w czasie, a jednocześnie dałby nauczycielom jasny sygnał, dokąd zmierza system wynagrodzeń.
Rząd przedstawia sprawę inaczej. MEN deklaruje prace nad trwałym mechanizmem kształtowania pensji nauczycieli i wskazuje, że chce powiązać wynagrodzenia ze wskaźnikami gospodarczymi. Resort podkreśla przy tym, że zależy mu na rozwiązaniu, które będzie działało przez lata, a nie tylko odpowiadało możliwościom jednego budżetu. Problem polega na tym, że między deklaracją a konkretną ustawą wciąż pozostaje spora luka.
Dla nauczycieli szczególnie ważny pozostaje rok 2026. Kwota bazowa dla tej grupy zawodowej wynosi 5597,86 zł i wzrosła o 3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. W ślad za nią wzrosły minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego. Dla nauczyciela początkującego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym wynosi ona 5308 zł brutto, dla mianowanego 5469 zł, a dla dyplomowanego 6397 zł.
Na tym tle ZNP wskazuje na jeszcze jeden problem: zbyt małą różnicę między wynagrodzeniem nauczyciela początkującego a mianowanego. Związek uważa, że taka konstrukcja nie zachęca młodych ludzi do rozpoczynania kariery w szkole ani do pozostawania w zawodzie. Jednocześnie zwraca uwagę, że wcześniejsze podwyżki poprawiły sytuację nauczycieli, ale nie zamknęły dystansu między ich zarobkami a wynagrodzeniami w gospodarce.
Historia obywatelskiego projektu także działa na emocje. ZNP złożył go w Sejmie w 2021 r., a w obecnej kadencji odbyło się pierwsze czytanie. Później prace wyhamowały. Związek przypomina również deklarację Donalda Tuska z 2024 r., kiedy premier zapowiadał przyspieszenie prac nad inicjatywą.
31 sierpnia temperatura sporu może więc wyraźnie wzrosnąć. Nauczyciele nie przyjadą do Warszawy wyłącznie po wyższą pensję. Chcą odpowiedzi na prostsze, ale znacznie ważniejsze pytanie: czy państwo stworzy wreszcie system, który pozwoli im przewidywać swoje zarobki także za kilka lat. Dla rządu będzie to test wiarygodności, dla nauczycieli – sprawdzian, czy wielokrotnie składane obietnice przełożą się na konkretne przepisy.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.