Karasek trafił do Motoru w czerwcu ubiegłego roku. Zawodnik pochodzący z Łowicza przeszedł do lubelskiego klubu po bardzo dobrym sezonie na boiskach I ligi, w którym strzelił 11 bramek dla Bruk-Bet Termaliki Nieciecza, pomagając drużynie z Małopolski w awansie do PKO BP Ekstraklasy. Z jego transferem do Lublina były wiązane spore nadzieje, a 23-letni wówczas piłkarz wydawał się bardzo pewny siebie, skoro na numer na koszulce wybrał dziesiątkę, zarezerwowaną zazwyczaj dla boiskowych liderów.
Jego debiut w żółto-biało-niebieskich barwach był jednak koszmarny. W połowie sierpnia Karasek zameldował się na placu gry w drugiej połowie starcia z Piastem Gliwice i po 16. minutach został wyrzucony z boiska za czerwoną kartkę. Za faul na rywalu zawieszono go na dwie następne kolejki. By zachować rytm meczowy, pomocnik wystąpił w czwartoligowych rezerwach w spotkaniach z Turem Milejów oraz Startem Krasnystaw. Następnie forma wychowanka Widoku Skierniewice była na tyle przeciętna, że do końca rundy pojawił się na murawie już tylko z ławki rezerwowych w pięciu spotkaniach.
Do konfrontacji z Cracovią runda wiosenna również nie była usłana różami dla Karaska, który zanotował łącznie tylko 51 minut podczas sześciu występów. Przeciwko "Pasom" dostał jednak możliwość zaprezentowania się przez ponad pół godziny i w pełni ją wykorzystał. 24-latek zapewnił Motorowi punkt dzięki trafieniu na 3:3 w doliczonym czasie gry. – To na pewno fajne uczucie. Dla takich chwil gra się w piłkę, że strzelać bramki i dostarczać kibicom emocji, bo po to jest piłka nożna – przyznaje piłkarz. – To nie był nasz najlepszy mecz. Rywale dobrze weszli w to spotkanie, ruszyli dość wysokim pressingiem, a my mieliśmy problemy, by wyjść z własnej połowy. To przeważyło o ich prowadzeniu. Potem, choć przenieśliśmy grę i mieliśmy swój moment, to po zmianie stron Cracovia wyszła na 3:1. I choć zostało 10 minut do ostatniego gwizdka, a w ekstraklasie nie jest łatwo odrobić taką stratę, to nie poddaliśmy się, walczyliśmy do końca i udało się, co nas bardzo cieszy. Pokazaliśmy charakter – dodaje.
Remis z Cracovią sprawił, że "Motorowcy" przypieczętowali utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej na kolejny sezon. – Czy zeszło z nas ciśnienie? Trochę na pewno. Myślę jednak, że nie odczuwaliśmy dużej presji, bo nie byliśmy w bardzo złej sytuacji. Wszystko było w naszych nogach i głowach. Choć wiadomo, że ta liga jest w obecnym sezonie bardzo nieprzewidywalna i trzeba się spodziewać niespodziewanego – stwierdza pomocnik.
Niewykluczone, że Karasek rozegrał w barwach Motoru ostatni mecz na lubelskim stadionie lub zapewnił sobie przedłużenie kontraktu. Jego obecna umowa wygasa 30 czerwca, ale był w niej zapis o możliwości przedłużenia. – Nie był to dla mnie łatwy sezon. Ale myślę, że ten gol i występ podsumowują rok mojej ciężkiej pracy. Wypracowałem to sobie sam – kończy zawodnik żółto-biało-niebieskich. Jego przyszłość poznamy wkrótce.
W obecnym sezonie Motor ma do rozegrania jeszcze jedną kolejkę. W sobotę, 23 maja zmierzy się na wyjeździe z Legią Warszawa. Po tym meczu piłkarze udadzą się na urlopy. Rozgrywki krajowej elity powrócą w weekend 24-27 lipca.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.