Właściciele części posesji zlokalizowanych po prawej stronie ul. Janiny Porazińskiej (w kierunku Szelburg-Zarembiny) nie mają łatwo z parkowaniem. Choć to niewielka i ślepa osiedlowa uliczka, to upodobali ją sobie jako miejsce parkingowe kierowcy przyjeżdżający do pobliskiego szpitala przy al. Abramowickiej.
Pojawił się znak zakazu postoju. Lepiej, czy lepiej nie mówić?
Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy mówią, że jesienią ub. roku po jednej ze stron ulicy i na pewnym jej odcinku (nie na całej długości) pojawiły się znaki zakazu postoju B-35.
Co to znaczy? Można się tu teraz zatrzymać, ale nie na dłużej niż minutę. Jeśli auto stoi ponad 60 sekund, trzeba się liczyć z pojawieniem się patrolu straży miejskiej.
- Efekt jest taki, że nie mogę stanąć przed własnym domem na dłużej niż minutę – zżyma się pan Tadeusz, mieszkaniec jednego z domów stojących przy ulicy Porazińskiej.
Dodaje, że po drugiej stronie ulicy zakazu nie ma, więc dalej jest wykorzystywana jako parking przez przyjeżdżających do szpitala. Oraz wszystkich, którzy teraz nie mogą zatrzymać się po jego stronie ulicy.
- Kiedy więc wjeżdżam do garażu z przyczepką, a co jakiś czas tak robię, mam poważny problem z manewrowaniem.
Na koniec prosi, żeby dokładnie go zacytować:
- Zimą mam obowiązek zadbać, żeby nikt nie złamał sobie nogi na chodniku przed domem. A jednocześnie nie mogę z niego korzystać, gdy potrzebuję na pół godziny zostawić auto. Przecież nie sposób za każdym razem wjeżdżać do garażu, to po prostu utrudnianie ludziom życia. Jest takie powiedzenie: "Chcieli dobrze, wyszło jak zawsze". Tu pasuje jak ulał.
Straż Miejska czuwa
Inny z właścicieli posesji zlokalizowanych przy ul. Porazińskiej przekonał się na własnej skórze, że stawanie samochodu przed swoim terenem może mieć niemiłe konsekwencje. Po tym, jak zaparkował przed własnym domem, zjawiła się straż miejska.
- Rozmowa była uprzejma, ale nie zmienia to faktu, że ograniczenie możliwości parkowania przed własną posesją do maksimum minuty to absurd – komentuje mój rozmówca. – Proszę spróbować odpiąć i wynieść w tym czasie fotelik dla dziecka, zabrać zakupy, otworzyć bramę czy zamienić dwa słowa z sąsiadem.
Jego zdaniem wystarczyłoby, żeby znaki zakazu zostały oznaczone dodatkową tabliczką informującą, że zakaz nie dotyczy mieszkańców. Ewentualnie, że nie dotyczy posiadaczy identyfikatorów.
– Mam nadzieję, że ktoś z rady dzielnicy albo radny miejski z dzielnicy Dziesiąta zechciałby się zainteresować sprawą i wesprzeć mieszkańców.
Co na to miasto?
Okazuje się, że Rada Dzielnicy... już się sprawą zajmowała:
“(...) na wniosek mieszkańców oraz Rady Dzielnicy Dziesiąta Wydział Zarządzania Ruchem Drogowym i Mobilnością Urzędu Miasta Lublin sporządził projekt zmiany stałej organizacji ruchu na ul. Janiny Porazińskiej m.in. w zakresie wprowadzenia ograniczenia postoju na odcinku od ul. J. Porazińskiej 15 do skrzyżowania ul. J. Porazińskiej z ul. Ewy Szelburg-Zarembiny” - pisze w odpowiedzi na nasze pytania Anna Czerwonka z Biura Prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.
Co jeszcze?
“Zmiana ta wynikała z konieczności zapewnienia płynności ruchu oraz umożliwienia przejazdu służbom komunalnym.”
Według Anny Czerwonki nie można wprowadzić zmian w organizacji ruchu tak, aby zakaz postoju nie obejmował mieszkańców:
“Ulica Janiny Porazińskiej jest drogą gminną publiczną. Zgodnie z przepisami ustawy o drogach publicznych, drogi publiczne są ogólnodostępne i przeznaczone do powszechnego korzystania, zatem wyklucza to możliwość wprowadzenia w tym miejscu zakazu postoju z wyłączeniem mieszkańców."
Trzeba coś z tym zrobić
Skontaktujemy się z Radą Dzielnicy, aby zapytać, jak można rozwiązać ten problem. Chodzi przecież o to, żeby wszyscy mieszkańcy ul. Porazińskiej mogli czuć się tam, jak u siebie w domu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.