reklama

Po homoseksualnej orgii uciekał po rynnie. Róża von Thun und Hohenstein w Lublinie o kulisach brukselskiej polityki [zdjęcia]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: Mikołaj Borowiec

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z Lublina„Członkostwo w Unii Europejskiej nie jest dane raz na zawsze. Powinniśmy je pielęgnować i doceniać na co dzień” – mówiła Róża Thun podczas spotkania z lubelskimi studentami. Wydarzenie na Wydziale Politologii i Dziennikarstwa UMCS zainaugurowało nowy cykl debat pt. „Europa od wewnątrz”.
reklama

W czwartek mury Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej odwiedziła jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich europarlamentarzystek. Róża von Thun und Hohenstein, posłanka do Parlamentu Europejskiego VII, VIII i IX kadencji, spotkała się ze społecznością akademicką, by rozmawiać kulisach polityki unijnej.

Spotkanie pod hasłem „Rola europarlamentarzystki w kształtowaniu codzienności Polaków” poprowadzili prof. Katarzyna Stachurska-Szczesiak, kierownik Centrum Dokumentacji Europejskiej UMCS, oraz prof. Marek Pietraś, dyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych.

Ile może zdziałać jeden człowiek?

Europosłanka podkreśliła, że pytanie o rolę jednostki jest absolutnie fundamentalne. Przywołała postać Roberta Schumana jako przykład tego, „co jeden człowiek może zrobić – mówiąc górnolotnie, ale bardzo konkretnie – dla pokoju na ogromnej przestrzeni Europy”. Wspominając początki swojej działalności, mówiła:

reklama

- My powołaliśmy Fundację (im. Roberta Schumana) jeszcze w czasach, gdy w Polsce prawo o fundacjach właściwie nie funkcjonowało. Nie mieliśmy pieniędzy - wszystko działo się dzięki pracy wolontariuszy. I bardzo zależało mi na tym, żeby ten temat nie był elitarny - żeby nie był tylko dla intelektualistów, ale dla wszystkich obywateli. Dlatego wymyśliliśmy, żeby wyjść na ulicę – tak powstały Parady Schumana. To było niezwykłe zjawisko, bo to nie był protest przeciwko czemuś, tylko marsz za czymś.

Sprawczość i rola europosła

Prelegentka wyjaśniła najpierw jak zwykły obywatel może wpłynąć na decyzje podejmowane w PE.

reklama

-  Po pierwsze wybiera swoich przedstawicieli. To jest absolutnie kluczowe. Trzeba wybierać świadomie, a potem kontrolować ich działania. Jeśli ktoś mówi, że nie ma wpływu na rzeczywistość, to znaczy, że nie rozumie, jak ważny jest jako obywatel - mówiła europosłanka.

- Parlament Europejski jest wybierany w wyborach bezpośrednich. Często słyszymy, że Unią rządzi Komisja Europejska, która nie ma mandatu demokratycznego, ale to nieprawda. Każdy obywatel wybiera swój parlament krajowy, ten wybiera rząd, a rządy delegują komisarzy. Ci komisarze są następnie przesłuchiwani i zatwierdzani przez Parlament Europejski. Cały system opiera się więc na decyzjach obywateli - tłumaczy.

reklama

Posłanka zwróciła uwagę na nieporozumienia dotyczące roli europosłów, którzy po wyborze stają się przedstawicielami nie tylko swojego kraju, ale wszystkich obywateli Unii. Jako przykład realnego wpływu na życie milionów podała swoją walkę o zniesienie opłat roamingowych, co wymagało żmudnego budowania poparcia wśród posłów z różnych krajów.

Kulisy brukselskich przetasowań: Misja „Fidesz”

Ważnym punktem spotkania było wyjaśnienie zmiany barw politycznych przez europosłankę (przejście z EPP do Renew Europe). Prelegentka szczerze opowiedziała o kulisach usuwania partii Fidesz Viktora Orbána z szeregów chadecji.

 - Ja się strasznie awanturowałam z przewodniczącym EPP, żeby ich wyrzucić. Uważałam, że to, co Fidesz robi, jest absolutnie nie do zaakceptowania. Założyłam sobie wtedy: najpierw doprowadzę do tego, żeby wyrzucić Fidesz, a potem mogę sama odejść.

Posłanka przyznała, że w przełamaniu oporu partyjnych kolegów pomógł niespodziewany skandal obyczajowy:Tuż przed głosowaniem ważny polityk Fideszu – znany homofob – został przyłapany na homoseksualnej orgii w Brukseli i uciekał przez okno, zjeżdżając po rynnie. Wtedy głosowanie za Fideszem przestało być politycznie wygodne. Dla mnie to było "mission accomplished”. Dopiero wtedy odeszłam z EPP.

reklama

Federalizacja i bariery cyfrowe

Róża von Thun odniosła się także do pojęcia federalizacji, które w jej ocenie oznacza po prostu więcej kompetencji dla instytucji działających w interesie wszystkich. Podała przykład uznawania dyplomów polskich pielęgniarek jako dowód na to, że wspólne prawo ogranicza biurokrację.

Wskazała jednak na obszary, w których Unia wciąż zawodzi:

- To skandaliczne, że nie można kupić e-booka czy oglądać telewizji z innego kraju bez VPN. Mamy wspólny rynek towarów, ale nie kultury i treści cyfrowych. Nie udało mi się tego przeforsować – to zadanie dla młodszych pokoleń.

Przy okazji zadeklarowała się jako zwolenniczka wejścia Polski do strefy euro:

Polska jest silną gospodarką. Nie mamy się czego wstydzić. Dla strefy euro nasze wejście byłoby wzmocnieniem. A wspólna waluta oznacza większą stabilność i tańsze kredyty.

Aktywna polityka klimatyczna

Europarlamentarzystka, która angażowała się w prace Komisji Środowiska, wyraziła głęboki niepokój postawą polskich władz wobec wyzwań ekologicznych, łącząc je bezpośrednio z bezpieczeństwem państwa.

- Co mnie dzisiaj najbardziej martwi? To, że Polska jest jednym z głównych hamulców w sprawach klimatycznych. Uważam, że to jest ogromny błąd. Musimy wspierać politykę klimatyczną i środowiskową. Problem w tym, że w Polsce często brakuje zrozumienia, jak poważne są to zagrożenia: degradacja gleby, brak wody, spadek liczby zwierząt. To wszystko dzieje się szybciej, niż przewidywano”.

Von Thun podkreśliła, że transformacja energetyczna to nie tylko ochrona przyrody, ale przede wszystkim strategia uniezależnienia się od zewnętrznych nacisków politycznych:

- Nowe źródła energii to też kwestia bezpieczeństwa. Uniezależniają nas od sytuacji geopolitycznej. Dlatego angażowałam się w prace Komisji Środowiska.

Edukacja i kultura kluczem do porozumienia

W dalszej części spotkania pytania zadawali uczestnicy. Jednym z nich było pytanie o współpracę międzynarodową. Polityk wskazała na palący problem braku przygotowania niektórych polskich reprezentantów, co jej zdaniem wynika z braku podstawowej edukacji europejskiej.

- Jeśli ktoś interesuje się sztuką, to jest oczywista oczywistość jak nasz język jest powiązany z innymi językami, nasza literatura, religia cała nasza cywilizacja jest wspólna. I czemu my o tym tak mało mówimy? To tworzyłoby sytuację, w której dużo łatwiej by nam było się dogadywać. Wtedy politycy, których wybieramy, też byli by ludźmi, którzy chcą rozmawiać, a nie awanturować się.

Posłanka przywołała przy tym drastyczne przykłady z sali plenarnej, które jej zdaniem uderzają w godność kraju:

- Przecież my wysyłamy do tych instytucji wspólnotowych osoby, które nam przynoszą wstyd. To są ludzie nieprzygotowani, nie znoszący tych innych, z którymi siedzą w jednej sali. Zamiast współpracować, ośmieszają nas. Ja widziałam Korwina-Mikke, który hajlował na sali plenarnej. kiedy wyprowadzali go z sali plenarnej ja siedziałam po prostu załamana -opisuje.

- Przychodzili do mnie posłowie, klepali mnie po ramieniu i mówili: "Nie martw się, my wiemy, że nie wszyscy Polacy tacy są ". Wydaje mi się, że przy jakiejś świadomości nas, obywateli, wyborców, takich ludzi tam by nie było.

Propaganda i kontrola internetu

Europosłanka wskazała że dzisiejszy populizm i łatwość z jaką rodzi sie w dzisiejszych czasach propaganda wynika głównie z braku wiedzy.

Jak tłumaczy:

- Tam jest populizm, gdzie nie ma wykształcenia. Tam, gdzie nie ma wiedzy, to są te zabobny, emocje i głupie zachowania. Wiedza jest rzeczywiście podstawą wszystkiego. Nie musi być koniecznie na strasznie wysokim poziomie, ale jakaś taka świadomość samego siebie, świadomość otoczenia historii własnej i innych. To jest coś zasadniczego.

Jako rozwiązanie zaproponowała przynajmniej częściową kontrolę treści internetowych:

- Musimy coś z tymi algorytmami zrobić i z tym, żeby ta propaganda nie formowała ludzkich umysłów na naszym terytorium. To jest strasznie niebezpieczne. Jesteśmy tego świadkami, a za mało robimy. To trucie umysłów, które się bardzo mocno odbywa jest ogromnym zagrożeniem.

Podkreśliła też, że kluczowe jest oznaczanie treści generowanych przez sztuczną inteligencję i walka z anonimowością, która jej zdaniem ułatwia szerzenie fałszu.

Lęk jest najgorszym doradcą

Poruszony został także kontrowersyjny wątek głośno komentowanej umowy z Mercosurem. Posłanka argumentowała jednak, że lęk nie może paraliżować polityki zagranicznej Unii.

- Ja bym głosowała za Mercosurem. Ja w ogóle się nie zgadzam z polską polityką, która jest przeciwna. Rozumiem, że rolnicy protestują, bo konkurencja w produkcji wołowiny i tak dalej, ale my po to podpisujemy te wielkie umowy handlowe międzynarodowe, żeby też pilnować ich standardów. I my musimy jako silny wspólny głos europejski pilnować, żeby z Ameryki Łacińskiej nie przyjeżdżały do nas złe produkty, żeby oni musieli podnosić swój standard i oznaczać go porządnie. Jak ktoś nie chce się truc złymi produktami to niech wie co kupuje - tłumaczy von Thun i dodaje - Zamykanie rynku nie jest dobre. Ja bardziej bym chciała, żebyśmy zwracali uwagę na współpracę, niż obawiali się konkurencji. Lęk jest w ogóle generalnie najgorszym doradcą. My nie możemy bać się wyzwań.

Zasugerowała również systemowe rozwiązania chroniące europejskich producentów przed nieuczciwą konkurencją, np. z Chin:

- Chińczycy produkują [samochody elektryczne] dużo mniej ekologicznie niż my, plus to, że mają nieuczciwą subwencję, bo państwo dopłaca do tych produkcji, a u nas w Europie jest zakaz. Musimy ich obłożyć cłami. Warto badać, czy oni zanieczyszczają tą produkcją bardziej niż my. Jeżeli zanieczyszczają bardziej, to wyrównywać to finansowo.

Spotkanie zamknęła wymiana zdań na temat reprezentowania kraju. Jeden z uczestników zapytał o nieunikniony konflikt między interesem regionu a wspólnoty. Posłanka stanowczo odrzuciła takie postrzeganie polityki europejskiej, używając metafory organizmu:

- Trzeba popatrzeć na Unię Europejską jak na organizm człowieka. Jeśli jakaś jej część jest bardzo słaba, to ta całość, cały ten spory rynek jest słabszy. Dlatego robimy wspólny budżet i dlatego fundusz koalicyjny jest taki wysoki -wyjaśnia.

- Jeśli ja będę pracować dobrze nad wspólnym prawem, nad dobrym wspólnym budżetem, to ja w tym budżecie zawrę dużo pieniędzy na fundusz spójności, w którym jest spora działka na rozwój Polski Wschodniej. I z tego my korzystamy - dodaje.

- Oczywiście są konflikty, ale one nie są między regionem, a regionem, krajem, a krajem. Raczej między na przykład ekologami, a przedsiębiorcami - doprecyzowuje.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo