Pacjent z bólem serca przyjechał po pomoc
W nocy z 15 na 16 sierpnia br. 41-letni mężczyzna obudził się z silnym bólem w klatce piersiowej, dusznościami oraz drętwieniem rąk i szczęki. Wraz z żoną uznali, że najszybciej pomoc uzyskają, jadąc samodzielnie do pobliskiego szpitala przy ul. Herberta w Lublinie (to część Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie). Z ich relacji wynika, że na miejscu zastali jednak zamknięte na głucho drzwi. Konający mężczyzna przez kilka minut miał dzwonić dzwonkiem przeznaczonym dla pacjentów zgłaszających się po godz. 22, ale wewnątrz panował półmrok i nikt miał nie odpowiadać.
Zadzwonili po karetkę. Cała akcja pod oknami placówki – od przyjazdu małżeństwa, przez badania w ambulansie, aż po odjazd – zdaniem samych zainteresowanych trwała około pół godziny. Przez ten czas, mimo migających świateł pogotowia, nikt ze szpitala miał nie zainteresować się losem pacjenta. Z medialnej relacji wynika, że pogotowie przewiozło 41-latka do szpitala MSWiA przy ul. Grenadierów, gdzie natychmiast trafił na stół operacyjny z rozpoznaniem ostrego zawału serca, a kardiolodzy później przekazali pacjentowi, że gdyby nie natychmiastowa interwencja, nie dożyłby rana.
Więcej o tej sprawie przeczytasz w poniższym artykule.
Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył karę na szpital
Sprawę badał lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak przekazała w środę (9 września) Małgorzata Bartoszek, rzeczniczka prasowa lubelskiego oddziału NFZ Polskiej Agencji Prasowej, na placówkę została nałożona kara. A jest nią grzywna w wysokości 30 tys. zł za nieudzielenie pomocy pacjentowi na izbie przyjęć w szpitalu w ulicy Herberta.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. kard. Stefana Wyszyńskiego złożył wyjaśnienia w tej sprawie. Jak się okazuje, powodem nieudzielenia pomocy pacjentowi były zaniedbania dwóch pracowników personelu. W rozmowie z Polską Agencją Prasową dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie potwierdził decyzję o nałożonej przez NFZ karze. Zapowiedział również, że złoży wniosek o umorzenie lub zredukowanie zasądzonej kwoty. Dlaczego? Szef placówki – Piotr Matej podkreślił, że zawiodły konkretne osoby, a nie system organizacyjny.
Sprawa trafiła również do Prokuratury Rejonowej w Lublinie.
- Przesłuchamy dyrektora i pacjenta, ewentualnie osoby, które z nim były. Zabezpieczymy monitoring. Zgromadzimy dokumentację medyczną, żeby ustalić w jakim stanie znajdował się w tym dniu pacjent, czy faktycznie był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Zabezpieczymy dokumentację dotyczącą procedur w danej placówce, celem ustalenia wzoru postępowania i stwierdzenia, czy w tym stanie faktycznym to postępowanie personelu było zgodne z tym wzorem, czy nie, a jeśli nie, to kto i jakich nieprawidłowości się dopuścił - wyjaśniał prokurator Marcin Kozak.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.