Krzysztof Bosak: "Mieszkańcy Lublina, co z Wami jest nie tak"
W mediach społecznościowy wpis zamieścił Krzysztof Bosak - poseł Konfederacji, prezes Ruchu Narodowego, współzałożyciel i jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość i wicemarszałek Sejmu RP.
- Mieszkańcy Lublina, co z Wami jest nie tak, że wybieracie władze, które zasiedlają Wasze piękne miasto cudzoziemcami? - czytamy na profilu na X (dawniej Twitter) Krzysztofa Bosaka.
Do wpisu dołączył post użytkownika Bruno Topola. Zaznaczono w nim, że "W Lublinie szybo rośnie liczba Afrykańczyków! W mieście jest już prawie tylu Afrykańczyków - co 10 lat temu w całej Polsce!". Dołączono też filmik promujący Africa Day Festival (znajduje się np. na Instagramie - na proflu "africaday.lublin").
"Africa Day Festival 2026" to wydarzenie, które odbędzie się w Lublinie w dniach 28-30 maja. Jak wyjaśnia lubelski Ratusz to "święto różnorodności, dialogu międzykulturowego i współpracy międzynarodowej, łączące kulturę, edukację, innowacje i biznes. Organizatorem wydarzenia jest Abraham D. Ministry Foundation. Festiwal zgromadzi przedstawicieli środowisk dyplomatycznych, akademickich i biznesowych oraz afrykańskiej diaspory w Polsce, tworząc przestrzeń do budowania partnerstw i rozwijania współpracy między Afryką a Polską".
- A oto co na to Ukrainka (Wiktoria Herun) - która jest miejską urzędniczką w Lublinie: "Cieszymy się bardzo, bo z rozmów z nimi wiemy, że czują się u nas bezpiecznie". A TERAZ UWAGA Lublin wkrótce będzie miał pierwszych czarnych urzędników ratusza. Na praktyki do urzędu miasta właśnie trafiła pierwsza Afrykanka - Ester z Kenii. "Jesteśmy bardzo dumni z Ester" - cieszy się ukraińska urzędniczka Lublina, Wiktoria Herun. CIEKAWOSTKA W Lublinie na każdych 300 mieszkańców - 1 mieszkaniec to już Afrykańczyk. "Lublin jest gotowy" - ogłasza napis na tym filmiku. Ale gotowy na co? Tak przy okazji - jako główny argument za pobytem w Lublinie Afrykańczycy wskazują BEZPIECZEŃSTWO.
Sprawę komentowali m.in. Tomasz Fulara - zastępca prezydenta Miasta Lublin ds. inwestycji i rozwoju oraz lubelski poseł Koalicji Obywatelskiej - Michał Krawczyk.
Radny klubu PiS złożył interpelację
- Dowiadujemy się o tym przy okazji, z podcastu uczelnianego, a nie z oficjalnych danych przedstawionych radzie miasta czy mieszkańcom. To jest postawienie nas przed faktem dokonanym. Skoro pani dyrektor mówi o tym otwarcie, to znaczy, że taka jest polityka miasta — tylko dlaczego dowiadujemy się o niej ostatni? - pyta Tomasz Gontarz.
W interpelacji radny pyta o liczbę studentów zagranicznych w rozbiciu na każdą lubelską uczelnię, o kraje ich pochodzenia i o to, jak ta struktura zmieniała się przez ostatnie pięć lat. Osobny blok pytań dotyczy rodzin, które przyjeżdżają razem ze studentami. - Chcę wiedzieć, ilu ludzi realnie przyjeżdża i na jakiej zasadzie tu zostają całe rodziny. Czy miasto w ogóle to liczy, czy mówi o tym „na oko”? Jeśli urzędnicy pomagają wynajmować mieszkania rodzinom przyjezdnych, to ja chcę zobaczyć, ilu rodzinom, za czyje pieniądze i kosztem czego - mówi Gontarz.
Zwraca uwagę, że napływ nowych mieszkańców nie pozostaje bez wpływu na codzienne życie lublinian. Jego zdaniem wpływa na rynek wynajmu mieszkań, dostępność miejsc w żłobkach, przedszkolach i szkołach czy na usługi publiczne. Pyta, czy miasto prowadzi jakiekolwiek analizy skutków tej polityki.
- Mieszkaniec Lublina, który od pół roku nie może wynająć mieszkania w rozsądnej cenie albo szuka miejsca w żłobku dla własnego dziecka, ma prawo zapytać, jak to się ma do polityki ściągania kolejnych rodzin spoza UE. To nie są pytania zadane przeciwko komukolwiek. To pytanie o gospodarność i o kolejność — najpierw zadbajmy o mieszkańców, którzy tu są - podkreśla radny, akcentując "brak rozmowy z samymi lublinianami". - I tu jest sedno: nikt nigdy nie zapytał mieszkańców Lublina, czy zgadzają się na taki kierunek rozwoju miasta. Czy ktoś z państwa dostał ankietę, był na konsultacjach, mógł powiedzieć „tak” albo „nie”? Lublin to miasto jego mieszkańców, a nie projekt wymyślony w gabinetach odrealnionych urzędników. O rzeczach, które zmieniają miasto na pokolenia, trzeba pytać ludzi, a nie stawiać ich przed faktem dokonanym - mówi Tomasz Gontarz.
Interpelacja zawiera również pytania o pieniądze: o łączną wysokość środków publicznych wydanych na program „Study in Lublin” i działania związane z umiędzynarodowieniem w ostatnich latach, o źródła ich finansowania oraz o to, ilu urzędników zajmuje się obsługą studentów zagranicznych i ich rodzin. Radny pyta też, czy przyjeżdżający rzeczywiście studiują, czy status studenta jest formalnością.
- Umiędzynarodowienie uczelni samo w sobie nie jest niczym złym. Przeciwnie - student z zagranicy, który naprawdę przyjeżdża się uczyć, to dla miasta wartość. Ale to działa tylko wtedy, gdy studiowanie jest prawdziwe, a nie jest wyłącznie na papierze - mówi Gontarz. - Mam poważne obawy, że w części przypadków zapisanie się na uczelnię służy nie nauce, tylko temu, żeby legalnie wjechać do Polski, dostać tytuł pobytowy i pójść do pracy. Jeśli ktoś jest „studentem” tylko z nazwy, nie chodzi na zajęcia i nie zdaje egzaminów, to nie jest żadne umiędzynarodowienie - to obchodzenie przepisów migracyjnych pod szyldem uczelni. I chcę wiedzieć, czy miasto i uczelnie w ogóle to kontrolują.
Radny domaga się danych weryfikujących realność studiowania: ilu studentów zagranicznych faktycznie zalicza kolejne semestry, jaka jest zdawalność i odsetek rezygnacji, ilu z zapisanych w ogóle kończy studia oraz kto - miasto, uczelnie czy administracja rządowa - sprawdza, że status studenta nie jest fikcją wykorzystywaną do legalizacji pobytu i podjęcia pracy. Pyta przy tym w szczególności o osoby przyjeżdżające z tzw. kierunków podwyższonego ryzyka migracyjnego.
- Niech prezydent i uczelnie pokażą liczby, a nie slogany o „mieście otwartym”. Ilu z tych tysięcy ludzi realnie studiuje, a ilu figuruje tylko na liście studentów? Jeśli wszystko jest w porządku, to dane to potwierdzą i sprawa się zamknie. A jeśli nie — mieszkańcy mają prawo wiedzieć, że pod hasłem umiędzynarodowienia dzieje się coś zupełnie innego i złego dla Lublina - kończy Gontarz.
Zastępca prezydenta: "Kłamstwo, manipulacja i polityka strachu"
- Kłamstwo, manipulacja i polityka strachu nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Dlatego dziś, wspólnie z rektorami lubelskich uczelni oraz służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo w mieście, publicznie zdementowaliśmy fake newsy, którymi od dwóch dni politycy skrajnej prawicy i ich sympatycy zalewają internet. Nie pozwolimy, aby debata publiczna opierała się na strachu, manipulacji i dezinformacji. Podkreślam jasno: nie ma mowy o masowej migracji do Lublina. Mówimy o studentach, którzy przyjeżdżają do naszego miasta zdobywać wykształcenie na lubelskich uczelniach - czytamy na profilu Facebook zastępcy prezydenta.
- Nieprawdą jest również, jakoby osoby te przeprowadzały się do Lublina wraz z całymi rodzinami. Narracja rozpowszechniana przez skrajną prawicę jest kłamstwem o charakterze czysto politycznym, którego celem jest wywoływanie niepokoju i zastraszanie społeczeństwa. Dlatego wspólnym głosem mówimy dziś: nie ma naszej zgody na manipulowanie faktami i budowanie politycznego kapitału na strachu mieszkańców. Lublin zasługuje na uczciwą debatę opartą na faktach, a nie na fake newsach - podkresla Fulara.
Nowa Lewica komentuje
- Krzysiek, z Lubelakami jest wszystko dobrze, to Ciebie od środka trawi żółć. W Lublinie pracuje zarobkowo (coś co według doniesień nigdy nie było bliskie obecnemu wicemarszałkowi Sejmu) oraz studiuje (nie fikcyjnie jak miał studiować wicemarszałek) duża grupa obcokrajowców, w tym również z Afryki. Mają oni znacznie większe zasługi w rozwoju gospodarczym, społecznym i kulturowym Lublina, niż kiedykolwiek będzie miał Krzysztof Bosak - czytamy na profilu Nowa Lewica Lublin.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.