Podpalili nieprzytomnych ludzi
Pobitych do nieprzytomności 66-letniego Henryka K. i 42-letniego Sylwestra G. oprawcy ułożyli na środku pokoju. Starszego z mężczyzn - twarzą do góry - na niego zsunęli meble i inne materiały tekstylne zebrane w mieszkaniu, a na górę - twarzą w dół - rzucili Sylwestra G. Za chwilę cały ten stos podpalili i uciekli.
Strażacy wezwani na miejsce - do jednego z mieszkań w kamienicy przy ul. Narutowicza w Chełmie - dokonali makabrycznego odkrycia. Młodsza z ofiar miała niemal całe zwęglone ciało. Starszy z pokrzywdzonych trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami, jednak wkrótce także zmarł w wyniku wstrząsu oparzeniowego.
Za tę zbrodnię, której dokonano 24 marca ub.r. przed Sądem Okręgowym w Lublinie odpowiadają teraz bracia: 39-letni Tomasz B. i 35-letni Krzysztof B. oraz ich kolega - 37-letni Piotr B.
Żaden z nich się nie przyznaje
Cała trójka usłyszała zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Wszyscy oskarżeni mają różne wyroki na koncie. Recydywiści nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im przestępstwa i odmówili składania wyjaśnień.
Ich proces ruszył w październiku ub.r. Częściowo została wyłączona jego jawność, m.in. w kwestii odtworzenia monitoringu i zdjęć z miejsca zbrodni ze względu na drastyczny charakter zdarzenia.
Detektyw przebada nagrania
Fragmenty cierpień Henryka K. i Sylwestra G. zarejestrował telefonem jeden z oskarżonych. Na jednym nagraniu widać pobitego Henryka K., a w tle słychać śmiechy i słowa "nagraj go". Na drugim nagraniu widać już Henryka K. bezwładnie opuszczającego rękę, który nie jest w stanie nawet się zasłaniać przed zbliżającymi się do niego napastnikami.
Na wideo słychać różne głosy i to jest przedmiotem analizy powołanej przez sąd biegłej z zakresu fonoskopii (specjalista zajmujący się kryminalistyczną analizą nagrań dźwiękowych, głównie w celu identyfikacji mówców, poprawy jakości nagrań oraz weryfikacji ich autentyczności). Specjalistką jest detektyw z Lublina.
Próbki głosu oskarżonych o zabójstwo
W środę, 11 marca, Tomasz B., Krzysztof B. i Piotr B. zostali doprowadzeni do sądu z aresztu przez policjantów. Pilnowało ich sześciu mundurowych, oskarżeni mieli skute kajdankami ręce i nogi.
W celu pobrania próbek głosu oskarżeni byli kolejno, pojedynczo odprowadzani do oddzielnej sali sądowej, gdzie w obecności sądu nagrywano ich głos. Teraz detektyw ma przeanalizować nagrania z miejsca zbrodni, porównać je z pobranymi próbkami głosów i zidentyfikować, którzy konkretnie oskarżeni wypowiadali konkretne słowa. To może pomóc w ustaleniu poszczególnych ról, jakie w przebiegu tego zdarzenia pełnili oskarżeni.
Kolejna rozprawa w połowie kwietnia. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi od 15 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.