Jak co tydzień w meczu koszykarzy z Lublina to rywale byli faworytami. Tym razem jednak "Startowcy" zaczęli w hali przeciwników naprawdę fantastycznie i w pierwszej kwarcie zaskoczyli wszystkich.
Zaliczyli fantastyczną serię punktową, która pozwoliła im prowadzić aż 26:12. Ta świetna odsłona ustawiła mecz na kolejne kwarty.Te były bardziej wyrównane, a w drugiej Trefl grał wyraźnie lepiej. Na szczęście podopieczni Wojciecha Kamińskiego zbytnio od nich nie odstawali i chociaż przegrali pięcioma punktami, to przed długą przerwą prowadzili 47:38.
Dla odmiany trzecia odsłona była remisowa - oba zespoły zdobyły po 19 punktów, co pozwoliło przyjezdny utrzymać dzwiewięciopunktowe prowadzenie. Wszystko rozstrzygnąć się miało w kwarcie czwartej. Niestety Sopocianie weszli w nią ze sporym animuszem i ekspresowo zaczęli odrabiać straty. Po zaledwie dwóch minutach przegrywali dwoma punktami. Na parkiet wrócił Liam O'Reilly i trafioną "trójką" znów dał przewagę dwóch posiadań, ale chwilę później faulował i rywale wykorzystali akcję 2+1. Po "Startowcach" widać było spore zmęczenie, co skutkowało błędami w ataku i gorszymi momentami w grze obronnej. Już na sześć minut do końca było 71:71, a kilka sekund później gospodarze prowadzili dwoma "oczkami".
Lublinianie pudłowali na potęgę i mieli problem z faulami, ale starali się trzymać blisko rywali. Trafiali Conner Frankamp i Michał Krasuski, ale goście cały czas musieli gonić. Na dokładnie 141 sekund do końca tracili jeden punkt, a trener Kamiński miał szansę skorygować defensywę po czasie na żądanie rywali. Tuż po nim Trefl zdobył jeden punkt z rzutu wolnego, a za trzy spudłował Krasuski. Następnie na nieudaną akcję Trefla odpowiedział Wright i wyrównał, a Sopocianie znów nie dali rady w ataku. Na 47 sekund do końca piłkę mieli "Startowcy" ale tym razem Wrigth zaliczył stratę i ostatnia akcja należała do gospodarzy. Na szczęście Paul Scruggs nie trafił ostatniego rzutu i potrzebna była dogrywka.
Ta zaczęła się od wyniku 84:84, a pierwsze prowadzenie objął Start po "trójce" Krasuskiego, który grał najlepszy mecz w tym sezonie. Rywale odpowiedzieli trafionym rzutem wolnym, a także zbiórką i rzutem zza łuku tuż po niej. Rzutem wolnym wyrównał O'Reilly, a w następnej akcji prowadzenie Lublinianom dał Frankamp. Ten sam zawodnik spudłował w ważnej kontrze, ale w szeregi obu zespołów wdała się spora nerwówka i nietrafionych rzutów było mnóstwo. Niestety czerwono-czarni popełnili głupi błąd w obronie i oddali rywalom piłkę, a później strata i faul O'Reilly'ego zakończyły jego występ w tym meczu, a Treflowi dały prowadzenie 96:93. Chwilę później "trójka" miejscowych właściwie zamknęła spotkanie. Start jeszcze próbował powalczyć za sprawą Wrighta, ale to się nie udało. Finalnie gospodarze wygrali spotkanie 103:97.
Trefl Sopot - PGE Start Lublin 103:97 (12:26, 26:21, 19;19, 27:18, 19:13)
Sopot: Scruggs 23, Witliński 20, Suurorg 17, Kacinas 14, Addae-Wusi 11, Goins 8, Sherfield 5, Zapała 4
Lublin: Wright 25, O'Reilly 24, Ford 16, Krasuski 14, Griffin 10, Frankap 6, Ramey 2, Kępka, Turewicz, Mazek.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.