Dlaczego urzędnicy protestują?
Główną przyczyną zorganizowania akcji protestacyjnej jest impas w trwających od dłuższego czasu negocjacjach płacowych. Reprezentujące pracowników Zakładowe Organizacje Związkowe (w tym m.in. NSZZ „Solidarność” oraz Związek Zawodowy Pracowników ZUS) domagają się systemowego wzrostu wynagrodzeń zasadniczych w wysokości 1200 zł brutto na etat. Związkowcy argumentują, że obecne pensje w ZUS nie odpowiadają gigantycznej odpowiedzialności, jaka spoczywa na urzędnikach, a rosnące koszty życia spychają wielu z nich na granicę możliwości normalnej egzystencji.
Dotychczasowe propozycje ze strony pracodawcy okazały się dla załogi rażąco niesatysfakcjonujące. Jak wynika z oficjalnej korespondencji związkowców, oferta zarządu ZUS zakładała podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego o zaledwie 220 zł brutto na etat, co w praktyce oznacza około 160 zł netto miesięcznie, oraz jednorazową nagrodę roczną. Strona społeczna uznała to za działanie pozorne i próbę zamiecenia problemu pod dywan, zwłaszcza w obliczu informacji, że w planie finansowym na 2026 rok zabezpieczono m.in. ponad 85 milionów złotych na fundusz dla lekarzy orzeczników, pomijając przy tym procedury uzgodnieniowe ze związkami.
List do premiera Donalda Tuska
Czarę goryczy przelał brak reakcji ze strony rządu na wcześniejsze monity. Przedstawiciele pracowników zdecydowali się na bezpośredni krok i skierowali oficjalne pismo do Prezesa Rady Ministrów, Donalda Tuska.
W treści manifestu sygnatariusze jednoznacznie podkreślili, że ich wcześniejsze wystąpienia do premiera, Ministra Finansów oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pozostały bez odpowiedzi. Przypomniano także, że głos ponad 43 tysięcy pracowników reprezentowanych m.in. podczas manifestacji w Warszawie z dnia 27 kwietnia br. pod Ministerstwem Finansów został całkowicie zignorowany. Związkowcy wprost zaalarmowali szefa rządu:
– Z całą stanowczością oświadczamy, że wyczerpane zostały wszelkie możliwości prowadzenia konstruktywnego dialogu na poziomie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wielomiesięczne rokowania, spotkanie w Radzie Dialogu Społecznego, mediacje oraz kolejne pisma kierowane do przedstawicieli Rządu nie przyniosły żadnych rezultatów. Problemy zgłaszane przez stronę społeczną są ignorowane, a sytuacja płacowa i kadrowa w ZUS stale się pogarsza.
Związkowcy zapowiedzieli w tym dokumencie, że z powodu lekceważenia ich postulatów jedyną drogą pozostają dalsze protesty, w tym dzisiejszy, dwugodzinny strajk ostrzegawczy.
Jak wyglądał strajk w Lublinie?
Dzisiejszy protest miał charakter dobrowolnego i czasowego powstrzymania się od wykonywania obowiązków służbowych. Choć akcja objęła placówki w całym kraju, wyjątkową mobilizacją wykazali się pracownicy w województwie lubelskim. W lubelskim oddziale ZUS, punktualnie o godzinie 8:00, setki urzędników przerwały obsługę interesantów.
Skalę zaangażowania i nastroje panujące wśród pracownikó podsumował obecny na miejscu Ireneusz Pszczoła, Przewodniczący Zarządu Regionu Środkowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność”:
– Z szacunkowych wyliczeń wiemy, że w akcji wzięło udział około 600 osób. To jest ogrom pracowników i to pokazuje ich wielką determinację. Wynagrodzenia są tak niskie, że żądane przez nas 1200 zł to absolutne minimum, które pozwoli tym ludziom normalnie egzystować. I to jest ten główny postulat, o który walczymy w ramach sporu zbiorowego.
Przewodniczący zwrócił również uwagę na konieczność zmiany postrzegania osób zatrudnionych w instytucji i uświadomienia opinii publicznej, jak odpowiedzialna i wymagająca jest to praca:
– Chcemy też zrobić wszystko, co możliwe, żeby odkłamać negatywny obraz pracownika ZUS-u. To są normalni urzędnicy, którzy pracują w takich warunkach, jakie stwarza im przede wszystkim pracodawca, ale też ustawodawca. Spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność związana z wydatkowaniem środków publicznych w postaci rent, emerytur czy zasiłków. Nie ma się więc co dziwić, że muszą oni swoją pracę wykonywać niezwykle skrupulatnie, aby nie ponosić odpowiedzialności zawodowej. Z tego też wynika prosta zależność: jeżeli procedury będą łatwiejsze, to i obsługa stanie się płynniejsza”.
Zdaniem związkowców kluczem do poprawy sytuacji petentów i komfortu urzędników jest odpowiednie zarządzenie procesami wewnątrz ZUS, co bezpośrednio przekłada się na nastroje przeciążonej załogi:
– Jeżeli więcej pracowników zostanie zaangażowanych w bezpośrednią obsługę klienta albo większy nacisk postawi się na promocję rozwiązań elektronicznych, to obsługa będzie sprawniejsza. Wszystko zależy od tego, jak te kwestie poukłada kierownictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Trudno oczekiwać, żeby ktoś, kto przychodzi do ZUS-u, widział na twarzy pracownika uśmiech. Przy takim obciążeniu pracą i tak niskim wynagrodzeniu ludziom naprawdę nie jest do śmiechu.
Przewodniczący zapewnił jednocześnie, że protestujący nie zostaną pozostawieni sami sobie, a ogólnokrajowe struktury związkowe gwarantują im pełne oparcie w dalszych działaniach:
– Mamy tutaj swoją organizację zakładową, więc jako zarząd regionu przybyliśmy na miejsce, aby wesprzeć pracowników. Zarówno w sposób techniczny, jak i po to, by pokazać, że za członkami 'Solidarności' w ZUS-ie stoi 20 tysięcy członków w naszym regionie oraz pół miliona w całym kraju. Zarząd Regionu stoi murem za wszystkimi członkami związku w ZUS-ie i dokładnie tak samo będziemy działać w każdym innym zakładzie pracy. Tam, gdzie pracownicy będą potrzebowali naszej pomocy, tam się pojawimy.
Pracownicy kontynuują swoje obowiązki
Zgodnie z planem, o godzinie 10:00 pracownicy powrócili do swoich stanowisk, a drzwi placówek ponownie otworzyły się na pełną obsługę. Choć systemy informatyczne oraz infolinia działały przez cały czas, w urzędach uformowały się spore kolejki, a czas oczekiwania na załatwienie spraw uległ wydłużeniu. Powrót do normalnego tempa pracy może trochę potrwać.
Referendum strajkowe w toku
Dzisiejsza akcja to dopiero preludium do znacznie ostrzejszych form protestu. Prawo pozwala na przeprowadzenie strajku ostrzegawczego tylko raz w toku sporu zbiorowego. Z tego powodu od wczoraj (16 czerwca) w ZUS trwa ogólnokrajowe referendum strajkowe.
Pracownicy mają czas do 6 lipca, aby opowiedzieć się za lub przeciwko przystąpieniu do pełnowymiarowego, bezterminowego strajku generalnego. Jeśli frekwencja przekroczy wymagany próg, a większość załogi poprze radykalne kroki, związki zawodowe nie wykluczają całkowitego paraliżu placówek ZUS w całej Polsce już w połowie lipca.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.