reklama

Oskarżony krzyczał do ratowników z balkonu. Jego zakrwawiony lokator leżał na klatce schodowej

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Oskarżony krzyczał do ratowników z balkonu. Jego zakrwawiony lokator leżał na klatce schodowej - Zdjęcie główne
Autor: Dominik Smagała/Archiwum | Opis: Samego zainteresowanego, czyli Krzysztofa N., nie doprowadzono na ostatnią rozprawę do sądu z aresztu. Nie było też pokrzywdzonego, u którego atak oskarżonego pozostawił bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaNietypowe zachowania Krzysztofa N. opisywali podczas ostatniej rozprawy świadkowie, którzy jako jedni z pierwszych stawili się w mieszkaniu przy ul. Melomanów w Lublinie, gdzie rozegrały się drastyczne sceny ataku na 19-latka. Oskarżony o usiłowanie zabójstwa 22-latek najpierw pokrzykiwał na ratowników medycznych, potem zachowywał się nietypowo na komisariacie przy policjantach.
reklama

Ten brutalny atak omal nie skończył się dla 19-letniego Mateusza C. śmiercią. 6 czerwca ub.r. został zaatakowany, jak dowodzą śledczy, przez 22-letniego obecnie Krzysztofa N., u którego od pewnego czasu nocował. Mężczyźni poznali się niedługo wcześniej.

Śledczy wskazują, że będący pod wpływem substancji psychotropowych Krzysztof N. chwycił za nóż motylkowy i rzucił się na Mateusza C. - zadał swojej ofierze kilkadziesiąt ciosów w głowę, klatkę piersiową, plecy, ręce. Poza ranami kłutymi ofiara miała m.in. połamaną szczękę i połamane żebra.

Służby ratunkowe wezwał sam Krzysztof N. Mateusz C. przeżył, ale tylko dzięki szybkiej pomocy medycznej. Nastolatka znaleziono na klatce schodowej, pod drzwiami mieszkania wynajmowanego przez oskarżonego. 

reklama

Krzysztof N. został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Nie przyznał się do popełnienia takiego czynu. Sprawę rozstrzyga Sąd Okręgowy w Lublinie. 

Ojciec odmówi składania zeznań

Jak wynika z zebranych dowodów, 6 czerwca ub.r. dla rodziców Krzysztofa N. nie był spokojnym dniem. Tuż przed dramatycznymi wydarzeniami, które rozegrały się w wynajmowanym przez Krzysztof N. mieszkaniu przy ul. Melomanów, mężczyzna rozpętał w mieszkaniu rodziców na lubelskim Czechowie karczemną awanturę - jak wynikało ze zgłoszenia jego matki na numer alarmowy, pobił ojca.

Co więcej, po awanturze w domu rodziców agresja i frustracja w Krzysztofie N. tylko narastała. Jak ustalili śledczy, 22-latek w przeciągu kilkunastu minut przesłał ojcu sześć wiadomości z szantażem: jeśli nie przeleje mu pieniędzy, to ten kogoś zabije. W końcu postanowił spełnić swoje groźby. 

reklama

Na sierpniową rozprawę w charakterze świadka stawił się właśnie ojciec oskarżonego. Sąd jednak nie miał szansy dowiedzieć się od mężczyzny nowych informacji w tej sprawie, ponieważ ten skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy składania zeznań, przysługującego najbliższym oskarżonego.

Samego zainteresowanego, czyli Krzysztofa N., nie doprowadzono na ostatnią rozprawę do sądu z aresztu. Nie było też pokrzywdzonego, u którego atak oskarżonego pozostawił bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu.

Gdyby nie wezwano służb, pokrzywdzony zapewne by się wykrwawił 

Zeznawało za to kilku świadków. M.in. lekarz anestezjolog, która pełniła dyżur tuż po przyjęciu na oddział pokrzywdzonego. Wspominała, że młody mężczyzna był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, miał liczne rany kłute klatki piersiowej, kończyn górnych, obrażenia szyi i twarzy. Wskazała, że u 19-latka dwukrotnie doszło do nagłego zatrzymania krążenia.

reklama

O zdarzeniu w sądzie opowiadała też ratowniczka medyczna z karetki, która pierwsza dotarła na miejsce zdarzenia. Ambulans nie mógł szybko podjechać pod blok, bo wjazd blokował szlaban. Medycy musieli więc przejść pewien dystans pieszo. Już z pewnej odległości z balkonu krzyczał do nich Krzysztof N.

„Ruszcie dupę, bo on się wykrwawi!”

- krzyczał oskarżony, rzucając przy tym wulgaryzmami, jak wspominała ratowniczka. Świadek pamięta, że Krzysztof N. był wyraźnie pobudzony, „telepał się”.

Gdyby nie wezwano służb, pokrzywdzony zapewne by się wykrwawił 

- stwierdziła ratownik medyczna w sądzie.

reklama

"Zachowywał się spokojnie. Ale wstał nagle, jakby go odcięło"

Kolejnym świadkiem była policjantka, która tego dnia została wezwana na Melomanów. Niedługo wcześniej wykonywała interwencję w domu rodziców Krzysztofa N., wezwana do domowej awantury, którą rozpętał tam oskarżony. Gdy mundurowi dotarli na miejsce, 22-latka tam nie było. Już na komisariacie była obecna podczas wykonywania czynności z zatrzymanym Krzysztofem N. po krwawej jatce przy ul. Melomanów. Wspominała jego dziwne zachowania.

Zachowywał się spokojnie, wykonywał polecenia. Ale wstał nagle, jakby go odcięło. Zaczął naśladować pokrzywdzonego. Powiedział: „O, tak robił frajer jeb...” i udawał drgawki. Powiedział też: „I co, zajeb... typa?!”

- opisywała policjantka.

Kolejna rozprawa pod koniec września. Krzysztofowi N. grozi od dziesięciu lat pozbawienia wolności do nawet dożywocia. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo