reklama

Najszczęśliwsza kolektura w województwie lubelskim? Dwie wygrane z rzędu pod jednym adresem

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Najszczęśliwsza kolektura w województwie lubelskim? Dwie wygrane z rzędu pod jednym adresem - Zdjęcie główne
Autor: Mikołaj Borowiec | Opis: Kolektura w galerii Felicity przy ul. Witosa 32

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaGdyby ktoś powiedział Wam, że w tym samym miejscu w ciągu zaledwie kilku miesięcy dwie różne osoby rozbiją bank w grach liczbowych, pewnie popukalibyście się w czoło. A jednak. Na mapie Lubelszczyzny pojawił się punkt, który zaczyna parzyć od nadmiaru gotówki. Czy to tylko ślepy traf, czy może lokalna anomalia farta? Ruszyliśmy na miejsce sprawdzić, co o tym myślą mieszkańcy Lublina.
reklama

Kumulacja farta przy Witosa 32

Wszystko zaczęło się w lutym. To wtedy w kolekturze Lotto mieszczącej się w galerii Felicity przy al. Wincentego Witosa 32 w Lublinie padła wysoka wygrana w Mini Lotto – szczęśliwiec zgarnął dokładnie 444 963,60 zł. Emocje jeszcze dobrze nie opadły, a minęło zaledwie kilka miesięcy i w piątek, 5 czerwca, pod tym samym adresem znowu wystrzeliły korki od szampana. Tym razem uśmiech losu był jednak znacznie, ale to znacznie większy. W Eurojackpot padła wygrana w wysokości 1 442 811,20 zł.

reklama

Sprawa jest o tyle elektryzująca, że w galerii Felicity działają dwie kolektury – jedna w pobliżu sklepu Cropp, druga przy Auchan. Oficjalny komunikat Lotto podawał jedynie adres budynku. Pracownicy na miejscu zasłaniali się procedurami, jednak po kontakcie z oddziałem Lotto w Lublinie udało nam się potwierdzić, że obie wielkie wygrane padły dokładnie w tym samym punkcie – w kolekturze przy sklepie Cropp. Dowiedzieliśmy się również, że oficjalny plakat potwierdzający wygraną powinien pojawić się na ściance szczęśliwego punktu w przeciągu najbliższego tygodnia.

 

reklama

Czy to czysty przypadek, a może... spisek?

– Sądzę, że to jest niemożliwe – śmieje się pan Jarosław. – Trzeba teraz sprawdzić, kto jak się nazywa, jakie ma nazwisko i czy jest powiązany z tym, który wygrał wtedy i teraz. I jak się nazywa człowiek, który tam wydawał kupony. To wszystko może być powiązane! - żartuje nasz pierwszy rozmówca.

Inne podejście ma pani Emilia, która uważa, że za sprawą stoją siły wyższe:

– Myślę, że chyba wszechświat po prostu dał temu człowiekowi te pieniądze. Może mu się należało?

Z kolei pan Adrian, stały gracz, podchodzi do tematu sceptycznie i zapewnia, że wieści o milionach nie zmienią jego nawyków:

reklama

– To by nie miało wpływu na moje odwiedziny. Ja gram tak sobie, z chęci losu. Swoje numery wysyłam cały czas. Mam je z takiej starej maszyny z wróżbami, do której wkładało się rękę w domu towarowym przy placu Litewskim ze 40 lat temu. Wyszła wtedy taka karta: „twoje szczęśliwe numery” i ja je pamiętam.

Wróżby sprzed 40 lat i klątwa amerykańskich kasyn. Kto jaką przybiera taktykę?

Wieści o milionach wywołały spore poruszenie wśród stałych i okazjonalnych graczy, choć jak się okazuje, każdy ma swój własny „system” i powody do skreślania cyfr.

Pan Adrian zapewnia, że wieści o milionach nie zmienią jego nawyków:

– To by nie miało wpływu na moje odwiedziny. Ja gram tak sobie, z chęci losu. Swoje numery wysyłam cały czas. Mam je z takiej starej maszyny z wróżbami, do której wkładało się rękę w domu towarowym przy placu Litewskim ze 40 lat temu. Wyszła wtedy taka karta: „twoje szczęśliwe numery” i ja je pamiętam.

reklama

Z kolei pani Marianna do gry podchodzi z dystansem, choć ma na swoim koncie małe sukcesy:

– Gram tak sporadycznie, od przypadku do przypadku. Ale kiedyś w Keno wygrałam 150 złotych, miałam ósemkę z dziesięciu. Przeżycie było bardzo fajne. Mój tatuś też grał w Totolotka i zawsze powtarzał: „O, było blisko!”, nawet jak brakowało jednej cyferki. Zawsze się z tego śmialiśmy i to sobie zapamiętałam.

Pani Marianna zauważa jednak drugą, mroczną stronę hazardu, której doświadczyła osobiście:

– Na większą grę się nie piszę, bo hazard jest okropny. Byłam w Stanach Zjednoczonych nie raz i tam w kasynie po prostu się bałam. To wszystko za szybko idzie, człowiek się łatwo uzależnia. Widziałam ludzi, którzy w ten sposób przegrywali całe majątki. Tam jest taka adrenalina, człowiek się tak nakręca, wszyscy piszczą, krzyczą... Raz poszłyśmy ze znajomymi i wyszłyśmy dopiero rano o siódmej, nawet nie wiedziałyśmy, która godzina. To jest okropne, dlatego wolę zagrać raz na jakiś czas za 2 złote i nie liczyć na łatwy dochód.

Nasdaq, podróże i... spłata kredytu. Co zrobilibyśmy z milionami?

Półtora miliona złotych na koncie to wizja, która potrafi rozpalić wyobraźnię. Zapytaliśmy mieszkańców Lublina, jak zagospodarowaliby taką kwotę. Plany okazały się niezwykle zróżnicowane – od twardej matematyki inwestycyjnej, przez marzenia o podróżach, aż po brutalną, polską rzeczywistość.

– Gdybym wygrał, cały milion bym odłożył – planuje pan Jarosław. – Podzieliłbym to mądrze: część wrzuciłbym w akcje, na pewno Nasdaq, S&P 500, coś w lokatę... A pozostałe 500 tysięcy po prostu bym przepuścił na imprezy. A, no i na jakieś kotki i pieski też bym coś wrzucił.

Dla pani Pauliny priorytetem byłoby ułożenie sobie życia i pomoc innym:

– Moje główne cele z taką sumą to po pierwsze własne mieszkanie, bo ich ceny są teraz dosyć wysokie. Po drugie jakiś fajny samochód, po trzecie wakacje z bliskimi. Żeby się jednak nie zatracić w tym szaleństwie, jakaś suma trafiłaby na cele charytatywne. Musiałabym tylko dokładnie sprawdzić fundację, czy na pewno pieniądze trafią do podopiecznych.

Zdecydowanie bardziej przyziemnie, ale jakże życiowo, podszedł do tematu pan Marcin:

 – Spłacam kredyt! Jak wszyscy pewnie. Chociaż teraz półtora miliona to jest tak naprawdę nic w porównaniu do tego, co było kiedyś.

Z kolei pani Emilia nie kryje, że taka wygrana budzi w niej sprzeczne emocje:

– Bałabym się trochę z tymi pieniędzmi. Ale jakbym już wygrała, kupiłabym jakiś fajny samochód. Nie jakiś super wypasiony, żeby każdy mnie poznawał na mieście, tylko taki okej. Chyba że wyjechałabym do Włoch, to tam kupiłabym sobie jakieś Ferrari. No i pojechałabym dookoła świata.

Pani Marianna również postawiłaby na rodzinę i zwiedzanie świata:

– Na pewno bym gdzieś pojechała, może kupiła jakiś dom, a dzieciom zrobiła prezenty. Przy dzisiejszych cenach pieniążki szybko się wydają, ale na pewno postawiłabym na dobry wyjazd i zwiedzanie, o ile zdrowie by pozwoliło. Kto wie, może przy takich pieniądzach i zdrowie by wróciło?

Rzucić pracę czy zostać dyrektorem?

Większość z nas po usłyszeniu o wielkiej wygranej ma ochotę natychmiast rzucić szefowi wypowiedzenie na biurko. Czy lublinianie też by tak zrobili?

– Oczywiście! Jakbym wygrał chociaż tysiąc złotych, to już by mi się zwróciło i bym rzucił! – żartuje pan Jarosław.

W kwestii tego, czy łatwiej jest wygrać w totka, czy znaleźć idealną pracę, odpowiada bez wahania:

– Znalezienie idealnej pracy jest bardziej możliwe. Jak słyszę, że ktoś wygrywa tyle kasy, to... chcę go spotkać i zabrać mu te pieniądze.

Zupełnie inaczej na kwestię kariery patrzy pani Paulina:

– Moja praca jest związana z moimi pasjami i sprawia mi dużo satysfakcji, więc raczej bym jej nie porzuciła. Zostałabym, tylko w mniejszym wymiarze godzin. Zapytana o prawdopodobieństwo wygranej dodaje: – Wydaje mi się, że prościej jest znaleźć fajną pracę, która dostarcza dobrych znajomości i wyzwań, niż trafić w takiego totka. Na pewno wielkie gratulacje dla wygranego, bo to wyczyn.

Pani Emilia ma już z kolei gotowy plan na awans społeczny:

– Ogólnie to nie pracowałabym już więcej. Skupiłabym się na hobby i podróżach. No, chyba że zajęłabym jakieś stanowisko dyrektorskie. Pani dyrektor – to tak! Żeby inni pracowali za mnie, to wtedy okej.

Z kolei pani Karolina uważa, że praca to fundament zdrowia psychicznego, niezależnie od stanu konta:

– Oczywiście, że dalej bym pracowała. Czymś jednak, mimo posiadania takiego majątku, warto zająć sobie czas, mieć jakiś cel w życiu i się realizować. A co jest bardziej prawdopodobne – totek czy idealna praca? Wygrana w totka! – odpowiada z uśmiechem.

„Nie powiedziałabym nic, ale byłyby znaki”

Wielkie pieniądze to także wielka odpowiedzialność i... zazdrość otoczenia. Komu nasi rozmówcy powiedzieliby o tym, że stali się milionerami? Tutaj zdania są mocno podzielone.

– Na pewno podzieliłabym się tą informacją z bliskimi i najbliższymi przyjaciółmi – deklaruje pani Paulina. – Wydaje mi się, że zawsze można w ten sposób wspólnie celebrować tę chwilę. Moi bliscy by zrozumieli, że to jest kwota na wspólne działania, a nie tylko na moje własne korzyści.

Pani Karolina woli jednak dmuchać na zimne:

– Powiedziałabym swoim najbliższym, ale znajomym już nic bym nie mówiła. To jednak trochę ryzykowne mieć taką sumę pieniędzy i o tym rozpowiadać.

Najbardziej tajemnicza okazała się pani Emilia, która zainspirowała się radami z rodzinnego domu:

– Nie wiem, czy bym powiedziała. Mój tata zawsze mówi, że gdyby wygrał, to by nikomu nie powiedział. Więc może to on wygrał, a ja o czymś nie wiem? Jak to się mówi w tych memach: nie powiedziałabym nic, ale byłyby znaki. I tak to spuentuję.

Czy pieniądze dają szczęście?

Na koniec padło odwieczne, filozoficzne pytanie, na które ludzkość szuka odpowiedzi od stuleci. Czy te wszystkie miliony, o których głośno w Lublinie, faktycznie dają szczęście? Lublinianie nie mieli oporów, by odpowiedzieć prosto z mostu.

– Zdecydowanie tak – twierdzi pan Jarosław. – Jak coś lubisz i da się to kupić, to mając pieniądze, po prostu to kupujesz i masz. Można sobie kupić to, czego w danym momencie potrzeba. Jeśli spełnisz te potrzeby, jesteś szczęśliwy.

– Pieniądze dają szczęście, ponieważ dają możliwości, a możliwości to szczęście – krótko kwituje pani Karolina.

Podobnego zdania jest pani Emilia, choć jej definicja szczęścia jest o wiele bardziej doraźna:

– No dają szczęście, mimo wszystko, bo... bailando! Na przykład teraz, dzięki temu, że mam 10 złotych w portfelu, mogę pójść sobie na kawusię, co zaraz uczynię.

Najbardziej wyważoną i głęboką refleksją podzieliła się pani Paulina, dla której gotówka to jedynie narzędzie:

– Pieniądze mogą otwierać furtki na różne rzeczy, to fakt. Jednak uważam, że są one tylko elementem pośrednim, dzięki któremu możemy zdobywać rzeczy o wiele cenniejsze: wspomnienia, możliwość spełniania pasji czy po prostu delektowanie się chwilą. Pieniądze są pośrednikiem w zdobywaniu szczęścia, ale szczęściem de facto nie są.

Co ciekawe, choć o milionowej wygranej w Felicity huczą oficjalne komunikaty, mijani przez nas na korytarzach galerii klienci i gracze... nie mieli o nich zielonego pojęcia. Wokół obu punktów Lotto życie toczy się całkowicie normalnie, bez kilometrowych kolejek czy nagłego oblężenia. Wieść o kumulacji niesamowitego farta przy al. Witosa dopiero zaczyna krążyć wśród mieszkańców.

Kto wie, być może gdy oficjalne plakaty w końcu zawisną na witrynie tej właściwej kolektury, lublinianie zaczną baczniej przyglądać się miejscu, w którym robią codzienne zakupy.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo