W następnej części cyklu Kamila Dąbskiego „Nieznane historie Lublina” przypomnimy życiorys najmłodszego wiekiem generała II RP, którego wybuch wojny zastał w Lublinie, a następne miesiące zaprowadziły do tragicznej śmierci w Katyniu. Był nim Mieczysław Smorawiński, mający aleję swojego imienia w Lublinie, czy też ulicę w sąsiednim Świdniku. Kim był? W jaki sposób tak młodo został generałem i co robił w Lublinie? Poznacie jego losy.
Niespokojna młodość syna Wielkopolski
Mieczysław Makary Smorawiński urodził się 25 grudnia 1893 roku w Kaliszu, natomiast wychował się i najmocniej związał z miejscowością Turek w Wielkopolsce. Jego ojciec Jan był właścicielem zakładu garbarskiego, a Mieczysław miał aż szóstkę rodzeństwa. Dorastał w czasach zaborów, kiedy to Kalisz i Turek były fragmentem Wielkopolski należącym do carskiej Rosji, podczas gdy reszta tego regionu znajdowały się pod władzą pruską. Młody Smorawiński szybko związał się z działalnością niepodległościową przeciwko zaborcy, przez co w czasie matury w roku 1911 został aresztowany na 6 miesięcy za udział w bojkocie szkół rosyjskich. Po pobycie w więzieniu nie odzyskał wolności, lecz został zesłany do Jekaterynosławia, czyli dzisiejszego Dniepra na Ukrainie (zobacz zdjęcia). Na ziemie polskie powrócił jednak już w 1912 dzięki zwolnieniu z zesłania. We Lwowie zdał ostatecznie maturę i przystąpił do studiów, które przerwał wybuch I wojny światowej.
Walki z bolszewikami na Lubelszczyźnie
Po wybuchu wojny między zaborcami Smorawiński przedostał się do Krakowa, gdzie wstąpił do Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, walczących po stronie Niemiec i Austro – Węgier. Przeszedł z legionistami szlak bojowy od Bukowiny po Gruziatyn, jednocześnie łącząc się na dobre z Piłsudskim i jego środowiskiem. Później walczył jeszcze w szeregach Polskiego Korpusu Posiłkowego oraz Polskiej Siły Zbrojnej, a po odzyskaniu niepodległości przez ukochaną ojczyznę w 1918 roku Mieczysław na ochotnika wstąpił do odrodzonego Wojska Polskiego. Będąc już oficerem brał przez następne lata udział w walkach najpierw z Ukraińcami, a następnie z bolszewikami (zobacz zdjęcia). Właśnie wtedy po raz pierwszy bliżej zetknął się z Lubelszczyzną, gdyż brał udział w słynnej bitwie pod Komarowem w okolicach Zamościa, która to była kolejnym punktem przełomowym wojny po bitwa warszawskiej. W czasie walk na froncie został ciężko ranny, a za całość swoich zasług wojennych otrzymał najwyższe odznaczenie wojskowe, czyli krzyż Virtuti Militari.
Młody generał wierny marszałkowi
W okresie międzywojennym Mieczysław Smorawiński kontynuował karierę wojskową. W czasie przewrotu majowego w 1926 roku opowiedział się po stronie marszałka Piłsudskiego. Jednocześnie nie pozostał on biernym obserwatorem wydarzeń, lecz aktywnie się w nie włączył. W dniu 13 maja 1926 roku wyruszył z Kielc na czele dowodzonych przez niego oddziałów 2 Dywizji Piechoty Legionów, aby udzielić wsparcia siłom Piłsudskiego walczącym w Warszawie z siłami rządowymi. Smorawiński przybył jednak po zakończeniu walk, jednak jego lojalność wobec marszałka została doceniona. W 1927 roku objął dowództwo 6 Dywizji Piechoty, a dokładnie 1 stycznia 1928 roku prezydent Ignacy Mościcki awansował go na generała brygady. Tym samym Mieczysław Smorawiński stał się najmłodszym wiekiem generałem w ówczesnej Polsce (zobacz zdjęcia).
Mieszkanie przy Placu Litewskim
W październiku 1934 roku losy generała Smorawińskiego na lata połączyły się z Lublinem. Został on wówczas mianowany dowódcą Okręgu Korpusu Nr II w Lublinie. Terytorium Polski było wówczas podzielone na 10 takich okręgów korpusów, które były organami MSW pełniącymi funkcje administracyjno-gospodarcze, mobilizacyjne i garnizonowo-porządkowe. Smorawiński zamieszkał wówczas z rodziną w pałacu Lubomirskich przy Placu Litewskim. Do wojska należał również sąsiedni pałac Gubernialny. Pałac w centrum Lublina stał się domem nie tylko dla generała, ale również dla jego żony Heleny Marii z Danielewiczów oraz dwójki dzieci: Marii i Jerzego. Smorawińscy oprócz życia zawodowego prowadzili w Lublinie i okolicach bogate życie towarzyskie. Wiadomo na przykład, ze bywali w Struży pod Biskupicami Lubelskimi, w majątku Popławskich (zobacz zdjęcia). Spokojny pobyt w Lublinie zakończył się po 5 latach wybuchem II wojny światowej.
Tragiczne dni wrześniowe
Dnia 1 września 1939 roku generał Smorawiński był na swoim stanowisku w Lublinie. Wykonując zadania spoczywające na dowódcy okręgu korpusu, zajmował się organizowaniem mobilizacji oddziałów na podległym mu obszarze oraz baz zaopatrzenia dla wojsk frontowych. Wraz z rodziną przeżył w Lublinie wielkie bombardowanie Lublina 9 września 1939 roku pozostając na stanowisku w pałacu Lubomirskich. Wojska niemieckie szybko jednak zbliżały się do stolicy Lubelszczyzny, a już 13 września Niemcy przekroczyli linię Wisły na południe od Warszawy. Wobec tego 14 września regularne oddziały polskiego wojska otrzymały rozkaz opuszczenia Lublina. Rozkaz ten najpierw wypełnił generał Tadeusz Piskor, dowódca Armii Lublin, a następnie generał Smorawiński. Nie wiedział on wówczas, ze do Lublina nigdy już nie wróci (zobacz zdjęcia).
Niewola i śmierć
Po opuszczeniu Lublina generał znalazł się wraz ze swoimi oddziałami w Kowalu na Wołyniu. Wobec sowieckiej agresji 17 września podporządkował się rozkazowi marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego i polecił swoim wojskom nie podejmować walki z nowym najeźdźcą i doradzał przedostanie się do Węgier lub Rumunii. Sam podjął się rozmów z sowietami, którzy 20 września zatrzymali generała wraz z jego żołnierzami i wbrew prawu międzynarodowemu uznali za jeńców wojennych. Mieczysław Smorawiński stał się więźniem obozu NKWD w Kozielsku i podzielił los tysięcy swoich towarzyszy niedoli, kończąc życie w dołach śmierci w Katyniu (zobacz zdjęcia). Data jego śmierci do najprawdopodobniej 9 kwietnia 1940.
Lubelszczyzna pamięta
Postać generała Mieczysława Smorawińskiego nie została zapomniana. Jeśli chodzi o kinematografię, to na przykład postać generała grana przez Jana Englerta w filmie „Katyń” jest zapewne wzorowana na Smorawińskim, chociaż jego nazwisko nie pada. Również Lublin nie zapomniał o ostatnim mieszkańcu pałacu Lubomirskich, jak nazywany bywa generał. W mieście nad Bystrzycą znajduje się duża aleja jego imienia, a w kościele Matki Boskiej Zwycięskiej wisi poświęcona mu tablica. Także sąsiedni Świdnik posiada ulicę imienia Mieczysława Smorawińskiego (zobacz zdjęcia). Warto zaznaczyć, że żona i dzieci generała przeżyły wojnę, a w roku 2010 w tragedii smoleńskiej zginęła jego wnuczka Ewa Bąkowska, która zaledwie dzień przed śmiercią uczestniczyła w nadaniu imienia jej dziadka Technikum nr 2 w Kaliszu.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.