Między tradycją a miłością
18 i 19 kwietnia scena Chatki Żaka stała się tłem dla emocjonalnego starcia dwóch światów. „Wianki” to opowieść o Janku i Jance, których miłość musi zmierzyć się z bezlitosną oceną lokalnej społeczności. Historia nabrała szczególnego ciężaru, gdy twórcy ujawnili jej autentyczne korzenie.
– Wszyscy nie dowierzali, że ta historia wydarzyła się naprawdę. To bardzo otwiera oczy. Czujemy ciężar, ale i radość, że możemy przekazać tę historię dalej – mówi Joanna Kozieł, reżyserka i koordynatorka projektu.
Tytułowe „Wianki” nawiązują do ludowego charakteru sztuki, który był dla twórców naturalnym wyborem podczas prac nad scenariuszem.
– Historia dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym na wsi w moich rodzinnych stronach. To wątek romantyczny, nieco w stylu Romea i Julii. Są oczywiście pewne podobieństwa, natomiast uważam, że dużo większy nacisk jest położony na trudy życia w tamtym czasie, właśnie biedniejszej części społeczeństwa. Tych ludzi, którzy mieszkali wtedy na wsi [...] To też historia o ludziach, którzy przeżyli I wojnę światową – tłumaczy Filip Fabijański.
Duże ambicje, mało czasu
Droga do premiery „Wianków” była dla zespołu Teatru Fatum intensywnym wyścigiem z czasem. Prace nad musicalem ruszyły w styczniu, co oznaczało, że artyści mieli zaledwie 4 miesiące na przygotowanie całości. Sytuację komplikowała ambicja twórców, którzy zdecydowali się przygotować spektakl na dwie niemal zupełnie inne obsady.
Jak podkreślają reżyserzy, takie rozwiązanie było ogromnym wyzwaniem organizacyjnym i emocjonalnym.
– Był to logistyczny "Tetris". Również dla aktorów. Niektóre próby były dłuższe, niektóre krótsze. Ale bardzo wymagające. Postacie, które faktycznie trzeba zbudować. Które są z krwi i kości. Które stąpają twardo po ziemi i nie operują na łatwych emocjach – tłumaczy Joanna Kozieł.
Podział na dwie grupy sprawił, że mimo identycznego scenariusza, każde z przedstawień zyskało swój unikalny charakter, co zaskoczyło nawet samych twórców
– Wykreowanie postaci przez niektórych jest czymś całkiem innym. Także nawet dla nas to jest oglądanie i próbowanie trochę dwóch innych spektakli – opisuje Filip Fabijański.
Reżyserom szczególnie zależało na tym, aby mimo studenckiego charakteru grupy, zachować powagę i szacunek wobec trudnej tematyki opartej na faktach
– Musieliśmy uniknąć tego, że jeżeli chcemy podkreślić, że jakiś temat jest faktycznie ciężki, to żeby go nie obśmiać i nie zrobić z tego niecelowej komedii. To byłoby bardzo przykre. Tym bardziej, że działamy właśnie na realnej historii – dodaje Filip Fabijański.
Jak wyszło?
Widownia w Chatce Żaka podczas obu dni premierowych była wypełniona po brzegi, a po finałowych scenach w sali długo wybrzmiewały brawa. Największe wrażenie na odbiorcach zrobiła warstwa muzyczna oraz fakt, że historia, choć osadzona w przeszłości, została przedstawiona w sposób niezwykle poruszający i nowoczesny.
Dla wielu osób był to pierwszy kontakt z twórczością Teatru Fatum, który od razu zachęcił do dalszego śledzenia ich poczynań:
– Byliśmy pierwszy raz na spektaklu tej grupy i bardzo nam się podobało. Jestem fanką musicali i najbardziej urzekła mnie muzyka – mówi pani Wiktoria Tarczyńska.
Widzowie docenili również wysoki poziom techniczny i scenariuszowy:
– Większość wrażeń zawdzięczamy muzyce, która była tu na głównym planie, ale na uwagę zasługują także teksty. Cała fabuła i dialogi były naprawdę dobrze rozpisane – mówi Daniel Mirowski.
Emocje, jakie towarzyszyły tragicznej historii Janka i Janki, udzieliły się niemal każdemu na sali. Widzowie podkreślali, że spektakl, mimo swojego smutnego wydźwięku, był widowiskiem zrealizowanym z ogromną energią:
– Przefajny spektakl, wywołał we mnie mnóstwo emocji. Naprawdę się postarali. Nie było momentu nudy, mimo że to smutna opowieść. Działo się naprawdę dużo. Taniec przeplatany z pięknymi piosenkami pokazano z dużym przytupem – komentuje Jadwiga Ładziak-Tęcza.
– Urzekło mnie to pomieszanie dawnej tradycji z nowoczesnością. Cisza na widowni mówiła sama za siebie. Wszyscy w napięciu czekali na to, co wydarzy się dalej. To było po prostu przecudne – dodaje Zofia Wyrwas.
Dla stałych bywalców spektakli studenckiej grupy, „Wianki” okazały się być ich najdojrzalszym osiągnięciem:
– Był przepiękny i niezwykle wzruszający. Po prostu płakałem. Historia naprawdę łamie serce, szczególnie zakończenie. Byłem na wszystkich trzech spektaklach Teatru Fatum i wszystkie były fantastyczne, ale ten jest ponad wszelką skalę – podsumowuje Adam Jasieczek.
Co dalej w Teatrze Fatum?
Sukces „Wianków” to kolejny krok w rozwoju studenckiej grupy, która zaczynała od dwunastu osób, a dziś liczy już blisko trzydziestu artystów.
– Czujemy, że robimy coraz lepsze rzeczy i szybko się rozwijamy. Podoba nam się tworzenie własnych, autorskich scenariuszy i w tym kierunku chcemy dalej podążać – zapowiada Filip Fabijański.
Choć premiera musicalu za nami, Teatr Fatum już planuje kolejne kroki. Jeszcze w maju będzie można ich zobaczyć podczas Lubikonu (8 maja), a na początku czerwca pojawią się na lubelskiej Nocy Kultury. Sama historia Janka i Janki również może doczekać się kolejnych odsłon, być może nawet w scenerii plenerowej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.