Kierując miejskim autobusem wjechała w słup w centrum Lublina. Dostała karę więzienia w zawieszeniu

- Nie znamy przyczyny, z której doszło do uderzenia w słup - przyznała sędzia Agnieszka Kołodziej | foto DSM

wiadomosci Rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata - to wyrok w sprawie Katarzyny W., która w kwietniu 2018 roku w centrum Lublina wjechała autobusem miejskim w słup trakcji. Pojazd został rozbity, a ponad dwudziestu pasażerów doznało obrażeń.

dsm

Opublikowano: 31 lipca 2020 11:21 | Aktualizacja: 31 lipca 2020 12:04

Nie może siadać za kółko

 

Wyrok w tej sprawie w piątek, 31 lipca, wydał Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Katarzyna W. została uznana winną nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym. Wyrok: jeden rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywna w wysokości 2 tys. zł, a także 3,4 tys. zł zwrotu kosztów sądowych. Oprócz tego na kobietę nałożono zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na trzy lata, choć na poczet tej kary zaliczono jej okres zatrzymania prawa jazdy od kwietnia 2018 roku.

 

Przyczyny sąd nie ustalił

 

Okoliczności tej sprawy nie budzą wątpliwości. Katarzyna W. przyznała się do dokonania zarzucanego jej czynu.

 

- Nie znamy przyczyny, z której doszło do uderzenia w słup. Wiązało się to z brakiem zachowania uwagi i ostrożności podczas kierowania pojazdem. Natomiast, co było przyczyną braku uwagi, w toku postępowania nie ustalono. Niemniej, na zdarzenie nie wpłynęły zewnętrzne czynniki, jak np. wymuszenie pierwszeństwa przejazdu na kierującej autobusem czy stan techniczny pojazdu. Była to nieumyślna wina kierującej - uzasadniała wyrok sędzia Agnieszka Kołodziej. - Katarzyna W. była trzeźwa, nie była też pod wpływem żadnych środków odurzających. To był czysty przypadek, nieuwaga. Może wpływ na to zdarzenie miał fakt, że jest tam nietypowy przebieg pasa, bowiem żeby wyjechać na wprost, należy lekko skręcić w prawo, a później lekko skręcić w lewo. Może było to dla kierującej zaskoczenie, bo wiadomo, że kierowcy autobusów jeżdżą na różnych liniach - dodała sędzia.

 

Wyrok nie jest prawomocny.

 

Jelcz na słupie

 

Do wypadku doszło 9 kwietnia 2018 roku. Kobieta kierowała autobusem MPK marki jelcz. Po włączeniu się do ruchu z zatoki autobusowej przy ul. Narutowicza (na wysokości apteki) wjechała na pas do jazdy na wprost w kierunku ul. Nadbystrzyckiej, a chwilę potem najechała na wysepkę na skrzyżowaniu Narutowicza z ulicami: Głęboką, Muzyczną i Nadbystrzycką. Pojazd prawym przednim narożem uderzył w słup trakcji. W efekcie uderzenia ucierpiało ponad 20. pasażerów autobusu.

 

- Ich obrażenia były różne. U niektórych skończyło się na siniakach i otarciach, u niektórych jednak obrażenia były poważniejsze, jak np. złamania kości żeber czy nogi - przyznała sędzia. 

 

Katarzyna W. ma też zapłacić na rzecz jednej z poszkodowanych pasażerek nawiązkę w wysokości 8 tys. zł.

 

- Ta kobieta jako jedyna spośród pasażerów wystąpiła z wnioskiem o zasądzenie na jej rzecz nawiązki. Poszkodowana w następstwie wypadku doznała złamania czterech żeber - przyznała sędzia.



Okazała skruchę, przejęła się

 

Sędzia przy wymierzaniu kary dla kierowcy autobusu, wzięła pod uwagę postawę kobiety w sali rozpraw.

 

- Okazała skruchę. Szczerze przepraszała w sali sądowej poszkodowanych, przejęła się tym. Było jej przykro. Sąd podzielił wnioski prokuratora w zakresie kary, są adekwatne - podkreśliła sędzia Agnieszka Kołodziej. - Biorąc jednak, że było to sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym i narażenie szeregu osób na poważne konsekwencje zdrowotne, sąd uznał, że konieczne jest orzeczenie zakazu prowadzenia pojazdów - dodała sędzia.

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.