Rozmawiamy niedługo przed Twoim występem na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Kilka dni później zagrasz również w Opolu, ale Lubelskim. Można więc powiedzieć: od Opola do Opola. Ale już całkiem poważnie – który to będzie Twój występ na KFPP?
Trzynasty… a może czternasty. Sam już nie jestem pewien. Od mojego debiutu w 1999 roku trochę się tego uzbierało. Ale nawet gdyby był to mój trzydziesty występ w Opolu, i tak za każdym razem przeżywam go jak pierwszy. Bardzo poważnie traktuję tę scenę. To dla mnie jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze wydarzenie muzyczne w Polsce. Każde zaproszenie do Opola daje mi ogromną radość i satysfakcję, jest wielkim wyróżnieniem, ale
także ogromnym wyzwaniem.
Któryś z tych występów w Opolu zapamiętałeś szczególnie? Czy może za każdym razem towarzyszą Ci podobne emocje?
Emocje są porównywalne, ale kilka występów rzeczywiście zapisało się w mojej pamięci szczególnie mocno. Na pewno ten pierwszy, czyli Debiuty w 1999 roku. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się tą sceną na żywo i pierwszy raz zobaczyłem opolski amfiteatr od środka. I mówiąc szczerze, byłem trochę zaskoczony. Do tej pory znałem festiwal wyłącznie z telewizji, więc wydawało mi się, że ten amfiteatr jest ogromny, a scena wręcz monumentalna. Tymczasem przed remontem i przebudową to miejsce miało bardziej kameralny charakter. Scena nie była aż tak wielka, jak wyglądało to w telewizji. Bardzo ważny był dla mnie również rok 2008, kiedy razem z Eweliną Flintą otrzymaliśmy Superjedynkę za przebój „Nie kłam, że kochasz mnie”. To był dla mnie wyjątkowy moment. Dodatkowo byłem wtedy nominowany także za mój solowy utwór „Życie na czekanie”, więc tamten festiwal wspominam naprawdę szczególnie. No i oczywiście rok 2012, kiedy wygrałem koncert „Premiery” piosenką „Ja tu zostaję”. Ogromne wyróżnienie i wielka nagroda, która później zaowocowała nagraniem albumu „Symfonicznie”. Naprawdę wiele zawdzięczam Festiwalowi w Opolu.
Tak intuicyjnie czuję – choć w zasadzie biorę to za pewnik – że obecna edycja Festiwalu też zapisze się w Twojej pamięci szczególnie, a to dlatego, że jesteś częścią zupełnie wyjątkowego koncertu.
Już sam tytuł tego koncertu „Kiedy mnie już nie będzie” brzmi bardzo wzruszająco. To wyjątkowy hołd dla twórczości Agnieszki Osieckiej i Magdy Umer. Wielu artystów, którzy zgodzili się wystąpić w tym projekcie, od lat nie pojawiało się w Opolu, ale zrobili to właśnie ze względu na pamięć o tych artystkach. Jesteśmy przed pierwszymi próbami w amfiteatrze (rozmowa z Zagrobelnym miała miejsce przed Festiwalem w Opolu – red.), a Zygmunt Kukla i Grzegorz Urban napisali naprawdę przepiękne aranżacje. Ja zaśpiewam piosenkę „Nie jesteś sama”, który z tą orkiestrową aranżacją niesie się po prostu wspaniale. Jestem przeszczęśliwy, że akurat mi zaproponowano ten utwór, bo ma niezwykle mądry tekst i jest w nim mocne przesłanie. My naprawdę powinniśmy dziękować losowi za to, że mieliśmy Osiecką, która zostawiła nam tak wiele pięknych tekstów.Jedne bawią, inne skłaniają do refleksji, jeszcze inne mają w sobie smutek, ale wszystkie są ponadczasowe.
Pamiętam, koncert w Opolu w 1997 roku pt. „Zielono mi” poświęcony pamięci Agnieszki Osieckiej, która zmarła zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Tamten koncert, który prowadziła Magda Umer razem z Agatą Passent, szybko zyskał miano koncertu kultowego.
O tak! Koncert „Zielono mi” – możesz mi wierzyć, znam go na pamięć! Miałem go nagranego na kasecie VHS i dosłownie zdarłem taśmę do reszty. Potem nośniki się zmieniły, ale ten koncert jest do dziś w moim archiwum. Czasami do niego wracam. Tak jak wspomniałeś to było absolutnie kultowe wydarzenie, bardzo wzruszające i podniosłe. Wspaniali artyści i ponadczasowe piosenki Agnieszki Osieckiej. Mam nadzieję, że po niemal 30 latach od tamtego wydarzenia koncert „Kiedy mnie już nie będzie” także zapisze się na trwałe w pamięci publiczności.
W jakim miejscu drogi artystycznej stoi dziś Łukasz Zagrobelny?
Jestem cały czas w drodze. Nie zatrzymałem się na żadnym przystanku i nigdzie nie „przysnąłem”. Wciąż intensywnie koncertuję, a równolegle realizuję swoją drugą artystyczną pasję, czyli występy w musicalach. Oczywiście przychodzi czasem taki moment wygodnictwa – człowiek myśli sobie: jest dobrze, są przeboje, sukcesy, wydane płyty. Ale właśnie wtedy trzeba uważać, żeby nie osiąść na laurach. Trzeba cały czas szukać nowych pomysłów i próbować czymś zaskoczyć słuchaczy.W ubiegłym roku wydałem singiel „Tam gdzie cię nie ma”, a wcześniej utwór „Za nami błędy”, który był dla mnie pewnym eksperymentem i próbą pójścia w bardziej nowoczesne brzmienia. Z kolei „Tam gdzie cię nie ma” to bardzo osobista i wyjątkowa ballada, nagrana ku pamięci mojej mamy, która odeszła półtora roku temu.
W roku 2026 ma się zmaterializować Twoja kolejna płyta.
Będę robił wszystko, by tak się stało. Mam też wielkie marzenie, by wydać płytę świąteczną, na której zaprezentuje swoje interpretacje najpiękniejszych polskich kolęd, piosenek świątecznych i okołoświątecznych. I tak teraz dzielę czas trochę pomiędzy swoimi solowymi nagraniami, a płytą świąteczną, którą nagram w środku lata.
To to taka anomalia, że płyty świąteczne są nagrywane sporo wcześniej, czyli zazwyczaj latem, gdy na dworze jest upał. Dlatego artyści często próbują sami stworzyć w studiu odpowiedni bożonarodzeniowy klimat.
Oczywiście, że też tak zrobię, nie wyobrażam sobie inaczej! (śmiech) Na pewno przyniosę do studia choinkę – oczywiście sztuczną – ubiorę ją w bombki i lampki, bo ten klimat naprawdę ma znaczenie. Chodzi o to, żeby wszystko było jak najbardziej autentyczne i żeby w głosie było słychać atmosferę świąt. Bo właśnie to jest najważniejsze. Głos jest przecież zwierciadłem emocji, tego, co chcę wyśpiewać i przekazać ludziom.
Gdybyś miał wybór: zacząć karierę w czasach, w których ją faktycznie zacząłeś, czyli pod koniec lat 90., czy teraz?
Ale oczywiście, że wtedy. Dziś jest naprawdę bardzo wielu niezwykle zdolnych młodych ludzi i konkurencja jest ogromna. Mam poczucie, że kiedy ja zaczynałem, miałem dużo szczęścia – trafiłem na świetnych kompozytorów, dobrych managerów i po prostu na odpowiedni moment. Gdybym debiutował dzisiaj, potrzebowałbym tego szczęścia chyba sto razy więcej. Naprawdę mam wrażenie, że młodym artystom jest teraz dużo trudniej się przebić. A nawet jeśli już uda im się zaistnieć, to często tylko na chwilę, bo w kolejce czekają już następni. Jeśli ktoś dziś wygrywa The Voice of Poland to ma tylko pół roku, by to zwycięstwo na coś przekuć, bo niedługo potem program wygra ktoś inny i to on będzie miał swoje pięć minut. Dynamika jest zawrotna. Radiostacje już nie kreują przebojów, które zostają z ludźmi na długie lata. Teraz działa to zupełnie inaczej.Sam często nie potrafię przypomnieć sobie hitu sprzed dwóch lat, bo utworów i muzycznych nowości pojawia się tak dużo, że w tym natłoku trudno to zapamiętać. Kiedy ja zaczynałem, tych piosenek było może mniej, ale za to naprawdę stawały się przebojami – i co najważniejsze, wiele z nich przetrwało do dziś. Przecież moje utwory, takie jak „Życie na czekanie”, „Nie kłam, że kochasz mnie”, „Ja tu zostaję”, „U mnie maj” czy „Tylko z Tobą chcę być sobą”, zostały nagrane kilkanaście lat temu, a ludzie wciąż chcą ich słuchać i nadal je pamiętają. Jestem za to ogromnie wdzięczny publiczności, bo to właśnie dzięki słuchaczom te piosenki nadal żyją. To dla mnie wielkie wyróżnienie, ale też ogromne szczęście, że udało im się przetrwać próbę czasu.
Jakie miałbyś rady dla artysty, który może trochę utopijnie, ale jednak marzy, żeby podbić scenę muzyczną.
Ja może naiwnie, ale cały czas wierzę, że prawdziwy talent zawsze się obroni. Nawet jeśli trzeba długo czekać na swoją szansę, to naprawdę warto być cierpliwym i konsekwentnym. Najważniejsze jest to, żeby pozostać wiernym sobie i nie poddawać się tysiącom podpowiedzi ze strony ludzi dookoła. Jeśli ktoś czuje muzykę, którą tworzy i śpiewa, jeśli wierzy, że to właśnie jego droga, to powinien się tego trzymać. Prędzej czy później znajdzie swoich słuchaczy – ludzi, którzy pokochają taki sposób wyrażania emocji i opowiadania o świecie. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: własne utwory, nie covery. Tak naprawdę tylko program Must Be the Music daje uczestnikom przestrzeń do prezentowania własnych kompozycji. W większości pozostałych programów uczestnicy śpiewają znane wszystkim covery – czasem lepiej, czasem gorzej wykonane. A prawdziwy sprawdzian zaczyna się dopiero wtedy, gdy artysta wychodzi ze swoim repertuarem. Wtedy okazuje się, czy ma własną osobowość, własny styl i coś do powiedzenia. Dlatego uważam, że najważniejsze jest nie kopiować nikogo, tylko po prostu być sobą. Bo wcześniej czy później ludzie naprawdę zakochują się w autentyczności.
Byłem rok temu na spotkaniu z wokalistką jazzową Agą Zaryan, która powiedziała, że za swoją roczną wypłatę ze Spotify może sobie kupić kawę. Czy u Ciebie jest lepiej?
Szczerze mówiąc, przez te wszystkie lata chyba nawet specjalnie się tym nie interesowałem, bo wydaje mi się, że jeszcze nie dostałem żadnych pieniędzy ze Spotify. Jedno jest pewne – czasy bardzo się zmieniły. Dziś wydanie płyty na fizycznym nośniku to już spore ryzyko biznesowe. Mało kto kupuje CD, bo praktycznie wszyscy korzystają ze streamingu, zresztą ja również. Nawet w samochodzie nie mam już odtwarzacza CD, bo nowsze auta nie są już w nie wyposażone. Czasy się zmieniły i trzeba się do nich dostosować. Ja miałem to szczęście, że mogłem wydać swoje cztery solowe albumy jeszcze w czasach tradycyjnych nośników. Zdobyłem za nie Złote Płyty i to jest dla mnie ogromny sukces oraz piękna pamiątka. Mogę dziś powiedzieć, że żyłem w czasach płyt CD, ale pamiętam też erę winyli, bo właśnie na takiej muzyce się wychowywałem.
Żyjemy w dobie monopolu serwisów streamingowych, ale też coraz większej ekspansji sztucznej inteligencji. AI dla muzyki to bardziej szansa, czy zagrożenie?
Oczywiście, że zagrożenie.Gdzieś w internecie trafiłem nawet na wykonanie mojego utworu stworzone przez AI. Barwa głosu była trochę podobna do mojej, technicznie wszystko niby się zgadzało, ale jednocześnie… nie zgadzało się nic. Bo tam nie było duszy. I ja to od razu słyszę. Tam nie ma prawdziwego oddechu, emocji ani tej wrażliwości, która kryje się w ludzkim głosie. A to właśnie ona jest najważniejsza. To może być niebezpieczne, jeśli w pewnym momencie stanie się normą. Bo co wtedy? Czy prawdziwi artyści zaczną znikać? Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i że ludzie jednak będą potrafili wychwycić różnicę między czymś wygenerowanym sztucznie a prawdziwą emocją. Zresztą podobnie jest w każdej dziedzinie – trzeba zostawić miejsce dla człowieczeństwa i nie oddawać wszystkiego komputerom. Takie zabawy mogą się dla nas źle skończyć i jest to niestety realny scenariusz. Z drugiej strony, jeśli chodzi o koncerty, to przecież ktoś musi stanąć na scenie. Kto stanie? Hologramy? Ja jednak wierzę w inteligencję publiczności. Wierzę, że mimo ogromnego natłoku muzyki ludzie nadal potrafią znaleźć coś wartościowego, coś, co naprawdę porusza emocje i zostaje z nimi na dłużej. Cały czas mam też nadzieję, że wrócą czasy, w których piosenka z dobrym tekstem i prawdziwym przekazem będzie częściej obecna w mainstreamowych stacjach radiowych. Chciałbym jeszcze tego doczekać. Ale jednocześnie widzę, że istnieją rozgłośnie promujące ambitniejszą i bardziej alternatywną muzykę. One również mają swoich wiernych słuchaczy. Dlatego nie jestem aż takim pesymistą i wierzę, że muzyka oparta na emocjach i autentyczności zawsze znajdzie swoich odbiorców.
Rząd przyjął projekt ustawy wedle której artyści o niskich i nieregularnych dochodach dotrzymają dopłaty do ZUS. Wywołało to gorącą debatę, a stanowiska są mocno spolaryzowane.
No właśnie nie wiem, czy wiesz, ale rozmawiasz z „darmozjadem”.
Chciałbym poznać opinię „darmozjada” na ten temat…
Uważam, że każda grupa społeczna – nie tylko muzycy czy artyści – powinna mieć możliwość otrzymania wsparcia ze strony państwa, szczególnie wtedy, gdy znajduje się w trudnej sytuacji życiowej lub finansowej. Państwo powinno pełnić także funkcję opiekuńczą i troszczyć się o tych, którym jest po prostu ciężej. Dotyczy to artystów, ale również wielu innych zawodów i środowisk. Dlatego uważam, że takie inicjatywy są potrzebne i mają sens. Mam nadzieję, że ten projekt zostanie doprowadzony do końca i realnie pomoże ludziom, którzy tego wsparcia potrzebują.
Losy projektu są niepewne, ale na pewny jest Twój koncert w Opolu Lubelskim. Czego możemy się spodziewać?
Bardzo się cieszę na ten koncert. To w końcu Opole, a Opole jest mi bliskie (śmiech), Usłyszycie moje największe przeboje, pojawią się też covery. Mam kilka fajnych pomysłów i cały czas pracuję nad setlistą. Jednego jestem pewien: będzie dużo dobrej muzyki, dobrej energii i tego, co od lat jest wspólnym mianownikiem wszystkich moich koncertów, czyli wspólnego śpiewania i muzykowania do piosenek z tekstem!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.