Podczas rozgrzewki oraz na ławce rezerwowych koszykarze z Lublina nosili koszulki z napisem "pozostań silny, JP", czym wesprzeć chcieli JP Tokoto, który z powodu choroby nie zagra już w sezonie 2025/26. Bez Amerykanina przystąpili do sobotniej rywalizacji z faworyzowanym Śląskiem Wrocław.
Już na samym początku spotkania kontuzji odniósł kapitan "Startowców" Filip Put, a niedługo później z boiska z urazem musiał zejść również Conner Frankamp. Przetrzebieni czerwono-czarni radzili sobie jednak zaskakująco dobrze i po pierwszej kwarcie prowadzili 25:19. Najlepiej na parkiecie spisywali się Liam O'Reilly i Jordan Wright, dzięki czemu przewagę udało się utrzymać również w drugiej odsłonie. W niej Śląsk grał wyraźnie lepiej, ale Start nie spuścił z tonu i kwarta zakończyła się remisem, a połowa prowadzeniem gości 46:40.
Wiadomo było, że Śląsk w drugiej połowie rzuci się do odrabiania strat i przed własną publicznością zrobi wszystko, by pokonać Lublinian. Wrocławianie zdobyli pierwsze punkty, a "Startowcy" odpowiedzieli im trzema kolejnymi wsadami. Dalej gra była bardzo dynamiczna, ale niestety więcej punktów zdobywali gospodarze i wyszli na prowadzenie. Na szczęście w chaosie końcówki kwarty lepiej odnaleźli się zawodnicy Startu i prowadzili 63:62.
W czwartej kwarcie podopieczni trenera Kamińskiego zaczęli znakomicie i prowadzili nawet siedmioma punktami, ale po pięciu minutach rywale zbliżyli się na "oczko". Minutę później objęli prowadzenie, ale Start był w stanie się odgryźć i oglądaliśmy bardzo wyrównaną końcówkę. W niej cudowny wsad zaliczył Wright, ale w ważnym momencie dołożył do tego stratę i rywale prowadzili dwoma punktami na minutę do końca. W kolejnej akcji za dwa trafił Courtney Ramey i był remis 82:82, który utrzymał się do końca. Potrzebna była więc dogrywka.
W niej zaczęło się od punktów Quincy'ego Forda i gry punkt za punkt, ale Start zmarnował dwie kolejne akcje i pozwolił rywalom odskoczyć na trzy punkty. Lublinianie łapali rywali na faule i stawali na linii rzutów wolnych, ale marnowali je podobnie jak akcje z gry i tracili szansę na zwycięstwo. Śląsk odskoczył na pięć "oczek" i właściwie załatwił sobie zwycięstwo. Prowadzenie efektownych wsadem zwiększył jeszcze Jakub Urbaniak, dla Startu punkty zdobył jeszcze O'Reilly, ale wyniku nie dało się już uratować. Finalnie gospodarze wygrali 98:91.
Śląsk Wrocław - PGE Start Lublin 98:91 (19:25, 21:21, 21:17, 20:19, 16:9)
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.