Obecny sezon PlusLigi stoi pod znakiem niezwykle wyrównanej walki o najwyższe cele. Dość powiedzieć, że lider z Zawiercia nad dziewiątą, czyli ostatnią ekipą niepremiowaną awansem, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle po osiemnastu niepełnych seriach gier miał zaledwie dziesięć "oczek" przewagi. Niedzielne popołudnie w Rzeszowie stało pod znakiem starcia gigantów. Resovia podejmowała będący w równie wysokiej formie lubelski LUK i zapowiadało nam się fantastyczne granie.
Już pierwszy set pokazał, że będziemy mieli do czynienia z siatkówką na najwyżsym poziomie. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie 5:2, korzystając ze świetnej zagrywki. Od tego momentu rzadko zdarzało się, by którakolwiek z ekip zdobyła więcej niż dwa punkty z rzędu. Dopiero przy stanie 16:13 dla miejscowych nastąpiło przełamanie u "żółto-czarnych", które pozwoliło doprowadzić do remisu. Przebudził się niewidoczny od początku Wilfredo Leon, który "co miał to kończył", a lublinianie wyszli na prowadzenie w meczu wygrywając do 20.
Druga odsłona to już zdecydowanie lepsza i bardziej konsekwentna gra gospodarzy. Resovia szybko odskoczyła na rezultat 10:6, który błyskawicznie przerodził się w w 14:9, a potem nawet 19:14. Gości byli co prawda w stanie dojść na rezultat 19:16, ale w końcówce koncertowo rozgrywał Marcin Janusz i po dwóch setach wiedzieliśmy już, że nie będzie to szybka trzysetówka. Czwarta partia długo była niezwykle wyrównana, w pewnym momencie podopieczni Stephane Antigi prowadzili nawet 11:13 po serii czterech "oczek" z rzędu.
Tę inicjatywę niezwykle szybko oddali w rzeszowskie ręce. Proste błędy nie pozwalały mistrzom Polski odskoczyć na bezpieczną przewagę. W końcówce przy stanie 22:21 wydawało się, że sprawa prowadzenia po trzech wciąż jest otwarta. Trener Massimo Botti wziął czas, który wyraźnie rozproszył lublinian. Najpierw Artur Szalpuk sprawił, że zrobiło się 23:21, a później w aut zaatakował Leon. Chwilę później gwiazdor LUK-u znowu się pomylił i gospodarze prowadzili 2:1.
Lubelscy kibice, ale także ci tego dnia postronni bez dwóch zdań mieli chrapkę na tie-break podsumowujący to fantastyczne widowisko. Zawodnicy Antigi postanowili im to zapewnić. Wzorem wcześniejszych setów początek był wyrównany. Dopiero przy stanie 10:9 inicjatywę przejął panujący mistrz i szybko wyszedł na prowadzenie 10:13, a potem 11:15. Resovia próbowała się zbliżać, było nawet 15:16, ale potem to goście dali pokaz siły i triumfowali 22:25, czym przypieczętowali pięcio setówkę.
Tak jak całe danie w postaci czterech setów było niezwykle smakowite, tak deser udał się tylko jednej ekipie. Pod siatką rządziła tylko i wyłącznie jedna ze stron i była to zdecydowanie drużyna z Rzeszowa. Wszystko zespuło się przy stanie 6:6. Od wtedy Bogdankę LUK było stać tylko na dwa punkty przy dziewięciu rywala i tie-break padł łupek rzeszowian, którzy triumfowali w nim 15:8.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.