"Urzędniczy absurd"
Partia polityczna Nowa Nadzieja (wcześniej działająca jako KORWiN) wywodzi się z ugrupowania założonego w 2015 roku. Pod obecną nazwą partia funkcjonuje od 2022. Wśród jej członków jest m.in. działający w lubelskim oddziale partii – Wojciech Padyasek, wielbiciel motocykli, który zwraca uwagę na zakazy nakładane w Lublinie. A jest nim zakaz wjazdu dla motocykli na ulicy Kapucyńskiej, który obowiązuje od 18 sierpnia.
– Odcinamy się jasno od nocnego, bezmyślnego hałasowania i celowego piłowania silników pod oknami mieszkańców. Dla mnie motocykl to od lat podstawowy, codzienny środek transportu, a nie weekendowa zabawka. Znam te ulice od podszewki i widzę ten urzędniczy absurd każdego dnia. Wprowadzanie zakazów dla wszystkich to stosowanie nieuczciwej odpowiedzialności zbiorowej. Jeśli w bloku jeden sąsiad włączy muzykę na cały regulator o trzeciej w nocy, to spółdzielnia nie wprowadza zakazu posiadania głośników dla całego budynku – wzywa się policję i wyciąga konsekwencje wobec sprawcy – wyjaśnia Wojciech Padyasek, Członek Oddziału Lublin Nowej Nadziei.
- W Lublinie urzędnicy zdają się tego nie rozumieć. Jeżeli miasto zamiast wspierać jednoślady będzie rzucać im kłody pod nogi, ludzie przesiądą się do aut i ten paraliż tylko się pogłębi. Promowanie motocykli to jeden z najtańszych i najefektywniejszych sposób na odkorkowanie miasta. Nie jesteśmy, przeciwnikami samochodów, ani autobusów, jesteśmy zwolennikami tego, żeby po Lublinie można się było łatwo poruszać, szybko i bezpiecznie – przyznaje z kolei Jacek Chrześcijanek.
Kontaktujemy się w tej sprawie z Urzędem Miasta Lublin. Czego się dowiadujemy?
"Czasowa zmiana organizacji ruchu na ul. Kapucyńskiej została wprowadzona 18 sierpnia i będzie obowiązywała do 31 października 2026 r. Uniemożliwienie wjazdu motocyklom na wskazaną ulicę ma związek z uchwałą Rady Dzielnicy Śródmieście z dnia 30 czerwca 2026 r. Zaproponowane zmiany zostały pozytywnie zaopiniowane przez Komendę Miejską Policji i zarządcę drogi. Aktualnie nie mamy sygnałów o konieczności wprowadzenia analogicznych zmian w organizacji ruchu na innych ulicach miasta".
Było palenie gumy przy starym „Pedecie”
Dzwonimy tym razem do przewodniczącej rady dzielnicy Śródmieście. Bo to na wniosek tej rady dzielnicy, pojawił się owy znak B-4 mówiący o zakazie wjazdu dla motocykli.
- Zacznijmy od tego, że rada dzielnicy działa na prośbę mieszkańców. Dostaliśmy sygnały od mieszkańców ulicy Narutowicza i Kapucyńskiej, że jest tzw. palenie gumy i jest prostu za głośno – mówi Magdalena Chojnacka, przewodnicząca Rady Dzielnicy Śródmieście.
I dodaje:
- Mieszkańcy poprosili nas o możliwość jakiegokolwiek dialogu w tej sprawie. Nikt nie mówił o zakazie poruszania się motocykli na ulicy Kapucyńskiej. Było spotkanie z udziałem Dyrektora Wydziału Mobilności Ruchem i mieszkańcami, był także telefon od komendanta komisariatu nr I, że na prośbę mieszkańców jest organizowane takie spotkanie.
Jak przyznaje przewodnicząca, o spotkaniu były informowane wszystkie strony.
- Przyszli mieszkańcy, ale motocyklistów nie było. Motocykliści zaczęli rozmowę z nami w internecie. Otrzymaliśmy wtedy informację, to była sugestia od Wydziału Mobilności Ruchem, żeby próbnie wyłączyć ulicę Kapucyńską, tak jak jest teraz - przyznaje Magdalena Chojnacka.
Po decyzji miasta, która uchwaliła decyzję mieszkańców, zaczęły się podziękowania od mieszkańców.
- Wiem, że motocykliści mogą mieć do nas żal. Ale, gdyby przyszli na spotkanie i zasugerowali nam, co mamy zrobić może znaleźlibyśmy inne rozwiązanie? Ja kocham motocykle, kocham ich dźwięk. Ale stoję w imieniu mieszkańców. Każdy w piątek lub sobotę chce położyć się spokojnie spać – wyjaśnia przewodnicząca rady dzielnicy.
I dodaje:
- Może warto im znaleźć jakąś przestrzeń? Niech spokojnie się spotykają i doceniają. Mieszkańcom chodzi o spokój i to nie może być na ich barkach.
„Mówiłem o tym prezydentowi Żukowi. Oni wyjadą na ulice”
O komentarz prosimy eksperta, byłego policjanta ruchu drogowego, aktualnie trenera i menadżera w Motocyklowym Klubie Sportowym Moto-Sekcja (instruktora techniki jazdy, instruktora sportów motocyklowych i instruktora nauki jazdy).
- Jak istniał Tor Lublin jako policjanci ruchu drogowego ściągaliśmy tam wszystkich zmotoryzowanych kierowców samochodów i motocykli, którzy chcieli podnosić swoje umiejętności, bezpieczeństwo i technikę jazdy, robić pamięć mięśniową oraz dynamicznie jeździć. Uświadamialiśmy, że ulica to nie tor. Tor Lublin był miejscem idealnie przeznaczonym do tego typu rzeczy. Dodatkowo było to miejsce spotkań fanów wszelkiej motoryzacji (wszystko to się udało). Jak miasto doprowadziło swoimi decyzjami do zamknięcia Toru Lublin, to ostrzegałem Prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka, że Ci ludzie z toru wyjada na ulicę i tam będą próbowali robić to, co powinni robić na torze. Wiadomo, że zawsze trafi się jakaś czarna owca, która będzie chciała się popisywać i łamać przepisy. Większość jednak tych ludzi jest „ogarnięta” i wie jak się zachować na drodze. Niestety dzisiaj brakuje odpowiedniego miejsca do tego typu spotkań, treningów i poprawiania bezpieczeństwa i są tego tego efekty na drogach. Szczególnie widzimy i słyszymy to wszyscy w godzinach wieczornych i nocnych. To co się dzieje od kilkunastu lat na naszych drogach jest pokłosiem zamknięcia Toru Lublin. - przyznaje Artur Lis.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.