reklama

Światowy Dzień Walki z Rakiem. Psycholog z Lublina: Ta choroba to nie wyrok śmierci

Opublikowano:
Autor:

Światowy Dzień Walki z Rakiem. Psycholog z Lublina: Ta choroba to nie wyrok śmierci - Zdjęcie główne
Autor: Marlena Stradomska / Facebook

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z LublinaOnko-optymizm - czy rak stanie się chorobą przewlekłą jeszcze za naszego życia? Na to pytanie odpowiedziała dr hab. Marlena Stradomska, psycholog i suicydolog z Instytutu Psychologii UMCS. Z ekspertem porozmawialiśmy z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem.
reklama

Czym jest onko-optymizm?

To doskonałe pytanie, bo termin onko-optymizm może brzmieć jak marketingowe hasło, a w rzeczywistości ma głębokie osadzenie w nowoczesnej nauce i psychologii klinicznej. Onko-optymizm to zmiana paradygmatu – przejście od postrzegania raka jako „wyroku” do traktowania go jako wyzwania medycznego i biograficznego. To wiedza o tym, że medycyna w 2026 roku dysponuje narzędziami, które jeszcze dekadę temu były w sferze sci-fi. Nie leczymy już „raka płuc” czy „raka nerki”, ale konkretną mutację genetyczną u konkretnego pacjenta. Dodatkowo uczymy organizm, jak sam ma zwalczyć nowotwór. Dzięki nowym lekom, nawet wiele agresywnych nowotworów staje się chorobami, z którymi żyje się latami, zachowując sprawność zawodową i rodzinną.

reklama

Czy onko-optymizm jest antidotum na beznadzieję?

W suicydologii beznadzieja (ang. hopelessness) jest jednym z najsilniejszych predyktorów myśli samobójczych. Promując onko-optymizm, dajemy pacjentowi „punkty oparcia” – konkretne powody, dla których warto podjąć walkę i zostać w życiu. Badania pokazują, że pacjent, który wierzy w sens terapii i ma wsparcie psychologiczne, lepiej znosi skutki uboczne i rzadziej wpada w stany depresyjne, które mogłyby utrudniać leczenie biologiczne.

Kiedy słyszymy o onko-optymizmie, myślimy o nowych lekach. Czy optymizm w obliczu nowotworu to nie jest zbyt duże wymaganie wobec pacjenta?

Onko-optymizm to nie jest „zaklinanie rzeczywistości”, konieczność nakładania różowych okularów czy wymuszony uśmiech. To sytuacja trudna, ale nie beznadziejna. Z naukowej perspektywy to racjonalna nadzieja. Jako terapeuci wiemy, że zmiana definicji raka z „wyroku” na „chorobę przewlekłą” radykalnie zmienia stan psychiczny pacjenta. Lęk przed śmiercią, który jest naturalny, przestaje paraliżować, a zaczyna być zarządzalny. Onko-optymizm to przekonanie, że medycyna daje mi czas, a psychologia uczy, jak ten czas wypełnić jakością, a nie tylko przetrwaniem.

reklama

Jako suicydolog stykasz się z najtrudniejszymi kryzysami. Czy postęp w onkologii realnie wpływa na spadek ryzyka zachowań autodestrukcyjnych u pacjentów?

Zdecydowanie tak. Największym wrogiem człowieka nie jest tylko ból, ale poczucie beznadziei. W suicydologii mówimy o „tunelowym myśleniu”. Rak przez lata był kojarzony z ciemnym tunelem bez wyjścia. Dziś, dzięki medycynie personalizowanej, ten tunel ma wiele bocznych drzwi, piwnic i strychów – nowych terapii, badań klinicznych. Moim zadaniem jest pokazać pacjentowi, że diagnoza to punkt zwrotny, a nie kropka. Onko-optymizm to w tym kontekście potężne narzędzie prewencji kryzysu egzystencjalnego.

Jak zatem wspierać ten onko-optymizm, gdy przychodzi kryzys formy?

reklama

Poprzez akceptację wszystkich emocji. Pacjent ma prawo do złości i smutku. Onko-optymizm to fundament, na którym budujemy rezyliencję, czyli odporność psychiczną. Uczymy pacjentów, że nawet jeśli choroba staje się przewlekła – jak cukrzyca czy nadciśnienie – to oni wciąż są decydentami w swoim życiu. Nie są „przypadkiem medycznym”, są ludźmi, którzy mają przed sobą dekady życia, mimo że z pewnym ograniczeniem.

Co zatem doradziłbyś osobom, które dziś, 4 lutego, boją się nawet pomyśleć o badaniach profilaktycznych?

Strach przed badaniem to często lęk przed utratą kontroli. Ale spójrzmy na to naukowo, a mianowicie w dobie dzisiejszej wiedzy, wczesne wykrycie to powrót do pełnej kontroli. Onko-optymizm zaczyna się od morfologii i cytologii. To nie jest szukanie choroby na siłę, to inwestycja w spokój. Dzisiejsza medycyna naprawdę potrafi „naprawiać” życie – dajmy jej tylko szansę na wczesny start.

reklama

Co powiedziałabyś osobom, które nie są już na etapie profilaktyki, ale właśnie usłyszały diagnozę i czują, że ich świat się zawalił?

Powiedziałabym im przede wszystkim „Daj sobie prawo do rozsypania się na kawałki. To, co czujesz, jest normalną reakcją na nienormalną sytuację. Damy radę, nie jesteś z tym sam. Jest wiele osób, które mogą pomóc”. W mojej pracy często widzę, że pacjenci czują presję „pozytywnego myślenia”. To pułapka. Onko-optymizm, o którym rozmawiamy, to nie jest zakaz płaczu. Moim pacjentom mówię trzy kluczowe rzeczy. W pierwszej chwili mózg traktuje słowo „rak” jak komunikat o końcu. Ale nauka mówi co innego: to moment, w którym zaczynamy działać według precyzyjnego planu. Dziś mamy mapy (protokoły leczenia), których nie było jeszcze 5 lat temu. Życie się zmienia, ale się nie kończy. Po drugie, jako suicydolog wiem, że najniebezpieczniejsze jest tłumienie cierpienia w imię „bycia silnym dla rodziny”. Prawdziwa siła to przyznanie: „Boję się”. Dopiero gdy nazwiemy lęk, możemy go wspólnie oswoić i sprawić, by przestał zarządzać Twoimi decyzjami. Ostatni element to aspekt, że rak to pasażer na gapę, czasem bardzo uciążliwy, ale to Ty wciąż siedzisz za kierownicą. Możesz chorować, a jednocześnie wciąż być rodzicem, partnerem, pasjonatem, człowiekiem. Onko-optymizm to szukanie tych obszarów życia, których choroba nie ma prawa dotknąć.

Pojawiają się głosy pacjentów „łatwo się mówi, pani nie ma raka”? Co odpowiedzieć takim osobom?

A czy wiadomo, że takiego doświadczenia nie mam? Myślę, że warto zacząć od takiego wątku – skąd ta pewność. Jednakże jest to sytuacja profesjonalna i najważniejsza dla mnie jest edukacja i psychoedukacja. Onko-optymizm nie jest moją „opinią” – to wniosek z danych statystycznych, wyników badań nad rezyliencją i postępem medycznym. Liczą się fakty - ludzie zdiagnozowani dzisiaj mają obiektywnie większe szanse na życie niż ci sprzed 5 lat. Moją misją jest, by ten fakt stał się dla pacjenta wsparciem, a nie tylko suchą liczbą. To ważne, aby popatrzeć na to z innej perspektywy - nie muszę być pożarem, żeby wiedzieć, jak go gasić. Jako psycholog nie oferuję pacjentowi pustych słów, ale profesjonalną strategię przetrwania kryzysu, której on sam – będąc w szoku – nie może teraz skonstruować.

Co zatem może pocieszyć?

Współczesna onkologia walczy o ciało, ale my – psycholodzy – walczymy o tożsamość. Najważniejsze to nie zostać w tym lęku samemu. Proszę pamiętać: kryzys to stan przejściowy, a nie nowa definicja życia.

Onkofobia kontra onko-optymizm jaki jest mechanizm zmiany?

Onkofobia mówi: „Rak to czarna dziura”. Onko-optymizm mówi: „Nie, to konkretny proces biologiczny, który potrafimy coraz lepiej kontrolować”. Wiedza o postępie nauki działa jak światło w ciemnym pokoju – potwór okazuje się tylko cieniem na ścianie. Jako suicydolog widzę, że onkofobia bywa zabójcza. Ludzie umierają nie przez raka, ale przez lęk przed nim, który powstrzymał ich przed badaniem przez rok czy dwa. Onko-optymizm to nie jest różowe okulary – to zdrowy rozsądek. To przejście od lęku, który zamraża, do nadziei, która mobilizuje. Kiedy zmieniamy społeczne przekonanie z 'rak to koniec' na 'rak to etap, który można przejść', leczymy nie tylko jednostki, ale całe społeczeństwo z paraliżującego strachu.

Czyli onko-optymizm to sposób na oswojenie onkofobii?

Dokładnie tak. Onkofobia karmi się przeszłością – obrazami sprzed 30 lat, gdy onkologia była bezradna. Onko-optymizm to osadzenie się w tu i teraz, w roku 2026. To zrozumienie, że dzisiejsza nauka wyprzedziła nasze lęki. Moim zadaniem jako psychologa jest pomóc pacjentowi „zaktualizować system operacyjny” w jego głowie – wyrzucić stare lęki i wgrać nowe dane o szansach na życie. W onko-optymizmie stajesz się aktywnym zarządcą swojego zdrowia. Świadomość, że wczesne wykrycie daje niemal 100% uleczalności w wielu nowotworach, zmienia motywację: nie badam się, by „szukać śmierci”, ale by „potwierdzić życie”.

Gdybyś miała zostawić naszych czytelników z jedną myślą na ten Światowy Dzień Walki z Rakiem – czym tak naprawdę jest ten onko-optymizm w codziennym życiu, poza laboratorium i gabinetem?

Onko-optymizm to w rzeczywistości dojrzała relacja z własną śmiertelnością. Jako suicydolog widzę, że to właśnie ucieczka przed myśleniem o chorobie buduje najgorszy rodzaj lęku. Kiedy mówię o „naukowej podstawie spokoju”, mam na myśli trzy konkretne fundamenty, które każdy z nas może w sobie zbudować. To świadomość, że onkologia w 2026 roku to nie są już błądzący we mgle lekarze. To precyzyjne ścieżki (tzw. patient pathways), to szybka diagnostyka i interdyscyplinarne zespoły. Ten „spokój” bierze się z faktu, że nie jesteś sam – czeka na Ciebie cała armia specjalistów i technologii. Po drugie, dawniej rak był „czarną skrzynką”. Dziś rozumiemy jego biologię. Wiemy, że immunoterapia potrafi zmobilizować Twój własny organizm, a terapie celowane uderzają tylko w wroga, oszczędzając resztę Ciebie. To daje poczucie sprawstwa – mamy narzędzia, by przejść przez ten proces, zachowując godność i jakość życia. Ostatni punkt dotyczy tego, że pomagamy pacjentowi odnaleźć jego Logos – sens, o którym pisał Viktor Frankl. Onko-optymizm pozwala zrozumieć, że choroba może być częścią Twojego życia, ale nie musi być jego całością. Możesz planować wakacje, rozwój zawodowy czy ślub córki, będąc w procesie leczenia. To nie jest „magiczne myślenie”, że rak nas nie dotknie. To odwaga cywilna, by powiedzieć: „Nawet jeśli zachoruję, moje życie wciąż ma wartość, a współczesna nauka daje mi potężne argumenty, by o nie walczyć”. Jako terapeuta uczę moich pacjentów, że strach odbiera nam tlen tu i teraz, choć niebezpieczeństwo może być tylko teoretyczne. Onko-optymizm to ten głęboki oddech, który pozwala nam żyć pełnią życia, wiedząc, że w razie pożaru mamy najnowocześniejszy system zraszania, a nie tylko wiadro wody.

Wróćmy już na koniec do pytania z naszego początku. Onko-optymizm – czy rak stanie się chorobą przewlekłą jeszcze za naszego życia?

Moja odpowiedź brzmi: dla wielu z nas już nią jest. Definicja sukcesu w onkologii przesunęła się w ostatnich latach. Dawniej liczyliśmy tylko „całkowite wyleczenia”. Dziś, dzięki medycynie personalizowanej i immunoterapii, mamy tysiące pacjentów, którzy z nowotworem żyją 10, 15, 20 lat. Oni chodzą do pracy, wychowują dzieci, podróżują. Rak w ich przypadku stał się jak cukrzyca czy nadciśnienie – czymś, co trzeba monitorować i przyjmować na to leki, ale co nie zatrzymuje życia. Gdy rak staje się chorobą przewlekłą, zdejmujemy z pacjenta ciężar egzystencjalny. Mózg przestaje funkcjonować w trybie „ile mi zostało dni?”, a zaczyna w trybie „jak mam zaplanować przyszły rok?”. To drastycznie obniża ryzyko depresji i kryzysów suicydalnych. Zatem odpowiadając na pytanie - tak, za naszego życia rak dla ogromnej grupy pacjentów przestanie być traumatycznym końcem, a stanie się zarządzalnym elementem biografii. Onko-optymizm to świadomość, że medycyna daje nam czas, a psychologia uczy nas, jak ten czas wypełnić życiem, a nie tylko chorowaniem.

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo