System kaucyjny w Polsce
Od października 2025 roku w Polsce obowiązuje system kaucyjny. Do ceny napoju w opakowaniach objętych systemem doliczana jest kaucja np. 50 groszy od butelki wody. Kaucję można odzyskać w postaci kuponu do danego sklepu, dzięki czemu można obniżyć cenę przy zakupach o wartość kaucji. Warunkiem jest oddanie niezniszczonej i niezgniecionej butelki w specjalnym butelkomacie w sklepie. W przypadku wyrzuceniu takich oapkowań do śmieci, kaucja przepada.
"System kaucyjny to dzieło POPiSu"
Do systemu odniosła się lubelska Konfederacja w trakcie czwartkowej (9 kwietnia) konferencji prasowej pod biurem lubelskiej eurposłanki Koalicji Obywatelskiej - Marty Wcisło i posła Michała Krawczyka. Biuro mieści się przy ul. Krakowskie Przedmieście 10 w centrum miasta.
- Dzisiaj chcemy przede wszystkim pokazać, jak wiele absurdów dotyczy Polaków. Między innymi absurd, który związany jest z tą szaleńczą polityką klimatyczną Unii Europejskiej, a więc wprowadzenie tak zwanego systemu kaucyjnego - mówił lubelski poseł Konfederacji, Bartłomiej Pejo.
Polityk przypomniał, że za system jest odpowiedzialny rząd poprzedniego premiera - Mateusza Morawieckiego (Prawo i Sprawiedliwość), bo w lipcu 2023 roku ustawa o systemie została podjęta przez sejm. Dodał, że w 2026 roku obecny rząd w skład, którego wchodzi KO (partia funkcjonowała jako Platforma Obywatelska, zmieniła nazwę w 2025 r.) i pod przewodnictwem premiera Donalda Tuska - wprowadza system w życie.
- To system, który doprowadza do tego, że z Polaków robi się śmieciarzy. Dzisiaj w ramach happeningu, z workami z pustymi butelkami kierujemy się do biur KO i PiS (Wcisło i Krawczyka z KO oraz Jana Kanthaka związanego z PiS - przyp. red.) Bo system kaucyjny to dzieło POPiSu - Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości - argumentował Pejo, dodając, że to system, do którego Polacy zostali "zmuszeni przez Unię Europejską".
Uzupełnił, że w tej chwili ok. 60% butelek jest oddawanych do sklepów. Podkreślił jednocześnie, że Polacy muszą gromadzić butelki w workach i jeździć po sklepach wielkopowierzchniowych, bo w mniejszych sklepach "nawet nie ma obowiązku przyjmowania tychże butelek". Dodał, że często to są osoby mniej zamożne albo mniej skomunikowane i poruszające się autobusami. Zauważył też, że nie można oddać butelki zgniecionej i butelki, która nie ma kodu kreskowego. - Tam absurd goni absurd - mówił parlamentarzysta, zaznaczając że "Konfederacja sprzeciwia się takim absurdom klimatycznym Unii Europejskiej i takim wymaganiom naszego rządu".
Dodał, że takie protesty odbywają się w całej Polsce właśnie przy KO i PiS. Uszczegółowił, że chodzi o co najmniej kilkadziesiąt miejscowości. Partia apeluje o to, aby wycofać się z systemu kaucyjnego.
Stres, dyskomfort i koszty
Rafał Mekler - lider Klubu Konfederacji Lublin i pełnomocnik Ruchu Narodowego powiedział, że posiada w domu cztery kosze. Wyjaśnił, że zgodnie z koncepcją systemu koalicyjnego powinny być kolejne dwa.
- Mieszkałem w bloku, wyobrażam sobie sytuację, kiedy na tej małej przestrzeni trzeba gdzieś te wszystkie butelki, te wszystkie segregowanie śmieci pomieścić. Nawet sięgając kilku dekad wstecz nigdy z Polaków nie robiono śmieciarzy, którzy muszą we własnym domu, w tych małych mieszkaniach trzymać te wszystkie posegregowane śmieci ustawione w różnych workach, różnych kolorach - mówił Rafał Mekler.
Jego zdaniem generuje to potężny stres, dyskomfort, problemy z higieną. Tłumaczył, że, aby w domu trzymać śmieci to często należy umyć, a cena śmieci jest uzależniona od ilości zużytej wody.
"Nie ma na to naszej zgody, żebyśmy płacili jakiekolwiek characze"
Przypomniał też, że od 1 kwietnia zostały podniesione opłaty za śmieci. Dodał, że wszystkie gminy, wszystkie samorządy sygnalizują. że ma to związek tylko i wyłącznie z systemem kaucyjnym. Tłumaczył, że z systemu recyklingu został usunięty plastik i szkło, czyli surowce, na których dotychczas "firmy recyklingowe zarabiały, skutkiem czego mogły obniżać cenę konsumentom, czyli tym, którzy zostawiali u nich śmieci". - I to jest kolejna rzecz, to jest ten kolejny koszt. Szacuje się także, że w ciągu najbliższej dekady sam koszt obsługi tego systemu to będzie 40 miliardów. Dlaczego my to sobie robimy? - zastanawiał się Mekler.
Jednocześnie podkreślił jeszcze jedną kwestię
- Unia żąda od nas, żebyśmy zapłacili za plastik, który jest niezrecyklingowany, czyli wypuszczamy np. 100% plastiku, wraca 80% plastiku w systemie recyklingu, za 20% musimy zapłacić karę do UE, karę, która jest podatkiem, z jakiego Unia się utrzymuje. Zrobione jest to na patencie takim, że każdy ma świadomość, że nigdy 100% tych butelek nie wróci. W związku z czym Unia ma finansowe, które nigdy się nie skończy, dopóki my nie powiemy veto. Więc Unia finansuje się z tego, płacimy 800 euro za każdą tonę nieprzetworzonego plastiku - wyliczał Mekler.
Jak jeszcze powiedział - w ostatnich latach Polska zapłaciła ok. 2 miliardy złotych rocznie do Unii Europejskiej z tytułu nieprzetworzonego plastiku. Dodał, że system kaucyjny jest po to stworzony, "żebyśmy mogli płacić tyle, ile rzeczywiście tego plastiku nie zrecyklingowaliśmy". Stwierdził, że wcześniej płacono prognozowane opłaty do Unii Europejskiej.
- W związku z czym my, jako Konfederacja, wielokrotnie mówiliśmy o tym, że Unia Europejska wchodzi z butami w bardzo wiele zakresów naszego życia. W bardzo wielu zakresach tracimy suwerenność. Nie ma na to naszej zgody, żeby z Polaków robić śmieciarzy. Nie ma na to naszej zgody, żebyśmy płacili jakiekolwiek characze, czy za powietrze, czy za plastik do Unii Europejskiej - podkreślał Mekler.
Do systemu, a nie do recyklingu
Z kolei Rafał Kulicki, wiceprezes Okręgu Lublin partii Nowa Nadzieja (partia tworząca Konfederację) uważa, że system kaucyjny działa źle. Stwierdził, że automaty często nie działają, a ponad połowa ankietowanych mieszkańców Polski w badaniach źle ocenia system.
- Dodatkowo, nie spełnia swojej podstawowej funkcji, ponieważ ten plastik i tak dzięki nowoczesnym sortowniom śmieci, jakie operują w Polsce, trafia do recyklingu. To zresztą mówią same firmy, które zajmują się wywozem odpadów, że teraz nie trafia, ponieważ idzie do systemu kaucyjnego, a nie do recyklingu, tak jak wcześniej - argumentował Rafał Kulicki.
W związku z tym działacze sprzeciwiają się systemowi, ponieważ - jak twierdzą - jest uciążliwy, kosztowny i narzucony z zewnątrz. Ich zdaniem nie spełnia żadnej funkcji poza wysyłaniem "Polaków workami butelek od sklepu do sklepu, od jednego niedziałającego butelkomatu do drugiego, a operatorzy tego systemu, zarabiają właśnie na tych nieoddanych butelkach". - Im gorzej działa system, tym więcej jego właściciele zarobią i tym więcej we musimy się nachodzić z butelkami, żeby odzyskać zresztą własne pieniądze, zebrane nam bez sensu - podsumowali.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.