Pojechali na izbę przyjęć. Nie uzyskali pomocy
Silny ból w klatce piersiowej, duszności oraz drętwienie rąk i szczęki - takich objawów doświadczył 41-letni mężczyzna w nocy z 15 na 16 sierpnia. Wraz z żoną myśleli, że najszybciej pomoc uzyskają w pobliskim szpitalu przy ul. Herberta (to część Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie), do którego sami dojadą samochodem.
Okazało się jednak, że izba przyjęć była zamknięta. Według informacji zamieszczonej przy drzwiach, w takim przypadku należało użyć dzwonka. Nikt na takie dzwonienie jednak nie odpowiadał.
Pacjent wraz z żoną zadzwonili po karetkę. Ta przyjechała na sygnale, jej załoga wstępnie przebadała pacjenta i zabrała 41-latka do szpitala MSWiA przy ul. Grenadierów. Jak później relacjonował w mediach sam zainteresowany, mężczyzna od razu trafił na stół operacyjny z rozpoznaniem ostrego zawału serca, a kardiolodzy później przekazali mu, że gdyby nie natychmiastowa interwencja, nie dożyłby rana.
W rozmowie z Radiem Zet, które nagłośniło sprawę, dyrektor szpitala przy ul. Herberta, Piotr Matej, potwierdził, że doszło do sytuacji z udziałem wskazanego pacjenta. Przyznał, że w izbie przyjęć feralnej nocy powinny czuwać dwie pielęgniarki oraz lekarz dyżurny, a zachowanie personelu było niewłaściwe.
NFZ ukarał szpital
Sprawę badał lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia. Na placówkę została nałożona kara - grzywna w wysokości 30 tys. zł za nieudzielenie pomocy pacjentowi na izbie przyjęć w szpitalu w ul. Herberta.
Prokurator przesłuchał dyrektora
Zdarzenie jest także pod lupą śledczych. Zawiadomienie do prokuratury złożył sam dyrektor szpitala. Został on już przesłuchany przez śledczych w ubiegłym tygodniu, w ramach czynności śledczy przesłuchają także m.in. pacjenta, sprawdzą monitoring i dokumentację.
Zgromadzimy dokumentację medyczną, żeby ustalić w jakim stanie znajdował się w tym dniu pacjent, czy faktycznie był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Zabezpieczymy dokumentację dotyczącą procedur w danej placówce, celem ustalenia wzoru postępowania i stwierdzenia, czy w tym stanie faktycznym to postępowanie personelu było zgodne z tym wzorem, czy nie, a jeśli nie, to kto i jakich nieprawidłowości się dopuścił
- poinformował prokurator Marcin Kozak.
Śledztwo jest prowadzone w kierunku narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, przy ciążącym obowiązku opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo. Czyn taki jest zagrożony karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Dwie dyscyplinarki
To nie wszystko, bo szpital wyciągnął konsekwencje wobec pracowników. Dyrektor WSS w Lublinie zadecydował o zwolnieniu dyscyplinarnie dwóch osób, według ustaleń szpitala, odpowiedzialnych za sytuację z nocy z 15 na 16 sierpnia. Chodzi o pielęgniarza i pielęgniarkę.
41-letni pacjent dochodzi do zdrowia. Mężczyzna przeszedł ostry zawał.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.