- Nie wiem, czy za kilka lat będę jeszcze pracował w mojej szkole - mówi wieloletni pracownik* lubelskiej oświaty, zatrudniony w jednej ze szkół podstawowych na LSM. - Prawdę mówiąc nie jestem pewien, czy za pięć lat moja szkoła będzie jeszcze w ogóle istniała.
Demografia jest nieubłagana. Polki rodzą coraz mniej dzieci. Jeszcze w roku szkolnym 2022/23 w lubelskich przedszkolach było 435 oddziałów. W roku 2026/27 ma być ich 340 - informuje ratusz. Czyli niemal 100 mniej.
Statystyki dotyczące szkół podstawowych nie pokazują, jeszcze, trendu spadkowego. W roku szkolnym 2022/23 było w Lublinie 1108 oddziałów, w bieżącym zaplanowano 1137 (nie licząc oddziałów w szkołach specjalnych).
- Akurat w naszej szkole liczba klas w ostatnich latach się zmniejszyła - komentuje nauczyciel z innej lubelskiej szkoły podstawowej. - Co roku mamy o jedną mniej. Zjawisko będzie szybko nasilać, wraz z “przechodzeniem” niżu z przedszkoli do szkół. Cud nie nastąpi, w przyszłym roku będzie jeszcze gorzej, a co będzie za dwa lata, aż się boje myśleć.
Dwa w jednym, czyli zespoły szkolno-przedszkolne
Czy rzeczywiście miasto będzie zmuszone zamykać szkoły i przedszkola?
"Miasto Lublin nie planuje likwidacji samodzielnych przedszkoli (w przeciwieństwie do oddziałów przedszkolnych w szkołach, które są wygaszane w przypadku braku chętnych - red.) i szkół na terenie miasta Lublin. Nasza koncepcja polega na tworzeniu zespołów szkolno-przedszkolnych, dzięki czemu zwiększają się szanse na utrzymanie miejsc pracy dla pracowników pedagogicznych i niepedagogicznych zatrudnianych w szkołach oraz przedszkolach.
Naszym priorytetem jest zapewnienie zatrudnienia wszystkim nauczycielom oraz pracownikom administracyjnym i pomocniczym. W tym celu tworzone są zespoły szkolno-przedszkolne, które umożliwiają elastyczne przesunięcia kadrowe" - informuje Monika Głazik z Biura Prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.
Proces łączenie przedszkoli ze szkołami trwa od kilku lat, ale w tym roku szkolnym przyspiesza. Do tej pory połączono ze szkołami 8 placówek, od 1 września trwa proces łączenia z podstawówkami kolejnych 10 przedszkoli. Co na temat efektów połączenia sądzi pracowniczka przedszkola, które do szkoły już wcielono?
- Dla rodziców i pracowników problemem jest brak osoby w placówce, która tu i teraz może podjąć decyzję, szczególnie w sytuacjach nagłych - stwierdza. - Nie da się ukryć, że przedszkole w naszym zespole jest piątym kołem u wozu. Odczuwamy brak zainteresowania nowej dyrekcji placówką i organizacją pracy w niej. Nauczyciele sami ustalali grafiki oraz dyżury wakacyjne, a powinien zrobić to dyrektor placówki.
A co z dziećmi?
- Nie zauważyłam większych zmian, a jeśli już to na lepsze. Mają bezpłatny dostęp do szkolnego basenu i szkolnych warsztatów.
Moja rozmówczyni z innego połączonego już ze szkołą przedszkola wskazuje na mankamenty.
- Daje się odczuć, że przedszkole jest mało istotne. Przypominają sobie o nas wtedy, gdy trzeba zadbać, aby rodzice zapisali nasze dzieci właśnie do naszej szkoły podstawowej. A rodzice i tak wybierają sami. Obawiam się, że z czasem to wyraźne obniżenie rangi placówki przełoży się na jakość kształcenia. Najlepsze nauczycielki będą uciekać do szkół, do klas nauczania wczesnoszkolnego.
Piąte koło u wozu?
- Mam wrażenie, że pomysł z połączeniem przedszkoli i szkół jest głównie po to, żeby ściąć koszty i zapewnić bezpieczeństwo szkołom - ocenia moja rozmówczyni z kolejnego przedszkola. - Cięcie kosztów, bo przedszkole nie będzie mieć już swojej dyrektorki, sekretarki, być może jeszcze jakieś stanowiska administracyjne okażą się zbędne, no bo po np. co referent czy intendentka w każdej placówce? Nieoficjalnie słyszymy też, że nie będzie nocnych dozorców, tylko monitoring. A bezpieczeństwo szkół? Połączenie od września, a już w czerwcu “nasza” szkoła wyraźnie oczekiwała, że wychowankowie zostaną zapisani właśnie tam.
Są i pozytywne głosy. Dyrektorka przedszkola z Czechowa jest zdania, że koncepcja łączenia przedszkoli ze szkołami się broni. I że rzeczywiście pozwoli uratować maksymalną liczbę pracowników oświaty przed zwolnieniami.
- Bo nie mam wątpliwości, że w dłuższej perspektywie niektóre placówki zostaną wygaszone - uważa dyrektorka. - Liczba dzieci zmniejsza się tak radykalnie, że to nieuniknione.
W jej przedszkolu już trzeba było podejmować trudne decyzje personalne związane z redukcją zatrudnienia.
- A w moim trzy osoby straciły pracę w związku z malejącą liczbą dzieci - dodaje pracowniczka placówki z Czubów.
Ciągłe oszczędności
Nastrojów pracowników lubelskich nie poprawiają finanse.
- Szkoły są ewidentnie niedofinansowane - mówi nauczyciel z placówki na LSM. - Dyrektorzy muszą dokonywać finansowej ekwilibrystyki, żeby opłacić prąd czy ogrzewanie. Komunikat z ratusza, choć być może niewyrażony wprost, jest jasny: ma wam wystarczyć tyle, ile dostajecie. Radźcie sobie.
To nie jest odosobniony głos.
- To prawda - potwierdza pracowniczka przedszkola z innej części miasta. - Nasz plac zabaw błaga o remont od lat. Ale nie ma pieniędzy. Nie tylko zresztą na to. Rodzice sami muszą kupić i przynieść podstawowe produkty higieny osobistej.
Kolejny głos:
- Pewnie samorząd mógłby przeznaczyć więcej pieniędzy na swoje placówki, gdyby nie dopłacał do działalności prywatnych przedszkoli i szkół - dodaje jej koleżanka. Każda gmina w Polsce musi wypłacać dotacje placówkom prywatnym, pod warunkiem, że spełniają one podstawowe wymogi formalne. To rozwiązanie miało sens, gdy miejsc w gminnych przedszkolach było za mało dla wszystkich chętnych. W dzisiejszej sytuacji demograficznej dotowanie prywaciarzy to absurd.
A teraz algorytm
Wracamy do szkół.
- Od tego roku szkolnego o naszym być albo nie być decyduje algorytm - mówi nauczyciel ze szkoły na LSM. - To narzędzie kupione przez miasto, stworzone dla samorządów. Po jednej stronie wagi subwencja od państwa na jednego ucznia, a po drugiej koszty, czyli pensje nauczycieli, obsługi i koszty utrzymania. Samorządy dążą do tego, żeby wyszło zero.
To algorytm wie, jakie jest optymalne zatrudnienie i wyliczy, ile etatów będzie do likwidacji, żeby na to zero wyszło. Nauczyciele robią kolejne podyplomówki, mając nadzieję na nauczanie innych przedmiotów niż obecnie. Ale bez wygaszania i zwolnień się nie obędzie - ocenia.
*Pracownicy lubelskich szkół i przedszkoli zgodzili się ze mną porozmawiać wyłącznie pod warunkiem, że ich dane nie zostaną ujawnione
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.