Zaczęło się w latach 90. od studiów filozoficznych, fascynacji Witoldem Gombrowiczem i wina musującego produkowanego pod Biłgorajem. To ostatnie okazało się strzałem w dziesiątkę.
Firmy Ambra i Polmos Lublin sprawiły, że stał się milionerem. Szło znakomicie, więc zamieszkujący wówczas w kamienicy na Starym Mieście w Lublinie biznesmen trafił do wielkiej polityki. Polityki, jak się szybko okazało, okraszonej skandalizującymi wypowiedziami i występami.
Wielu w pamięć zapadł Janusz Palikot występujący na konferencji prasowej z silikonowym penisem w prawej i pistoletem w lewej dłoni. Z PO było mu coraz bardziej nie po drodze. Opuścił partię w 2010 roku. I... odniósł kolejny sukces, tworząc partię Ruch Palikota. Poparcia wystarczyło na jedną kadencję.
Niecodzienny sposób na biznes
Palikot wrócił więc do tego, co w przyszłości przyniosło mu największe powodzenie czyli do alkoholu. Zaangażował się Manufakturę Piwa Wódki i Wina. Ta działalność zaprowadziła go ostatecznie do aresztu.
Kontrowersyjne metody zdobywania pieniędzy na finansowanie działalności zakończyły się utratą płynności finansowej i gigantycznym długiem szacowanym na 70 mln zł. Do tego na Palikocie ciąży osiem postawionych przez prokuratora zarzutów, w tym siedem dotyczących oszustw. Prokuratura szacuje, że poszkodowanych zostało ponad 5 tysięcy osób. Śledztwo wciąż trwa.
Nic więc dziwnego, że przepadł wielki dom na Starym Mieście przy pl. Po Farze w Lublinie i inne nieruchomości. Skończyły się pieniądze.
Janusz Palikot jest już jednak od ponad roku na wolności. Wyszedł za kaucją w wysokości 2 mln zł. Jest na wolności i – jak informuje – Życie Warszawy, nie próżnuje. Najwyraźniej książka „Dziennik z więzienia” nie przyniosła autorowi kokosów, bo były polityk realizuje już nowy pomysł na siebie.
Żeby nowy biznes się kręcił, potrzebna jest promocja
Gazeta w swoim wydaniu internetowym podaje, że Palikot promuje w Warszawie… ekskluzywne kolacje.
„Choć jeszcze niedawno kreował się na bankruta, dziś oferuje spotkania premium, nagrywa dziwne filmy w trumnie i kusi networkingiem w luksusowych apartamentach” – pisze stołeczna gazeta.
Podczas tych wystawnych kolacji dzieli się swoją receptą na sukces i podniesienie się po porażce. Żeby znaleźć chętnych, trzeba o sobie przypomnieć. Im efektowniej tym lepiej.
„Palikot nagrywa filmy z tarasów luksusowych apartamentowców w centrum Warszawy. Z okien widać Pałac Kultury i Nauki. Największe kontrowersje wzbudziło jednak nagranie, na którym biznesmen leży w trumnie pod krzyżem. Po chwili gwałtownie się z niej podnosi i zapowiada, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To symboliczne „zmartwychwstanie” ma zachęcać do kupna biletów na jego najnowsze przedsięwzięcie – opisuje Życie Warszawy.
Ile taka kolacyjka może kosztować?
Oficjalnie 1500 zł za osobę. Ale w mediach społecznościowych można kupić wejściówkę w cenie 600-700 zł.
Podczas sześciogodzinnego spotrkania przewidziano konsumpcję dań, które Palikot obiecuje osobiście przyrządzać i wykłady gospodarza. Opowiada o tym, jak stracił 180 mln zł i jak radzi sobie z presją.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.