Filip i Mateusz nie przeżyli
Na ul. Ogrodowej w Chełmie w nocy z 29 na 30 marca ub.r. toyota avensis wypadła z drogi, wjechała na chodnik, uderzyła w latarnię, a później w betonowe ogrodzenie. Rajd skończyła dachując. Samochodem podróżowało dziesięciu młodych mężczyzn, za kierownicą siedział 19-letni wówczas Szymon C., mając ponad dwa promile alkoholu w organizmie. W momencie wypadku pojazd pędził z prędkością około 130 km/h.
Wypadku nie przeżyli dwaj 18-latkowie: Filip i Mateusz, którzy jechali w bagażniku. Obaj, uderzając w metalowe ogrodzenie, doznali śmiertelnych obrażeń przede wszystkim głowy.
Sprawa w Sądzie Okręgowym w Lublinie
Proces Szymona C., oskarżonego o umyślne sprowadzenie katastrofy w komunikacji, zagrażającej życiu i zdrowiu dziewięciu osób oraz ucieczkę z miejsca wypadku, ruszył przed Sądem Okręgowym w Lublinie w styczniu br.
W czwartek, 5 lutego, sąd słuchał wyjaśnień wszystkich siedmiu młodych mężczyzn (obecnie w wieku od 17 do 20 lat), którzy razem z Szymonem C. i dwoma ofiarami podróżowali feralnej nocy toyotą. W procesie występują jako pokrzywdzeni. Co ciekawe, dwóch z nich nie ma jeszcze skończonych 18 lat, więc w sali rozpraw musiały towarzyszyć im matki.
Nie czuje się winny
Uczestnicy zdarzenia 29 marca ub.r. bawili się na zakrapianej imprezie urodzinowej jednego z nich, który kończył 17 lat. Po opuszczeniu mieszkania solenizanta zdecydowali, że wszyscy naraz wyruszą w drogę należącą do matki Szymona C. toyotą avensis. Do mającego homologację na przewożenie maksymalnie pięciu osób auta wsiadła dziesiątka młodych mężczyzn.
Jeden z nich był trzeźwy, chwilę wcześniej nawet jeździł tym samochodem. Odmówił prowadzenia.
"Pier..., nie jadę" - miał powiedzieć, jak wynika z zebranych dowodów. Swoją decyzję miał motywować obawą o ewentualną utratę prawa jazdy.
Dlaczego, jako jedyny trzeźwy, pozwolił na to, żeby za kierownicą usiadł pijany kolega? I dlaczego, na dodatek, sam usiadł na miejscu pasażera? - dopytywał sędzia.
- Ułatwił pan popełnienie przestępstwa. Niech pan to teraz wytłumaczy, przed publicznością, mediami - stwierdził sędzia Marek Woliński.
- Nie miałem prawa do odmowy, nie był to mój samochód - odpowiedział młody mężczyzna. On siedział na przednim siedzeniu pasażera. Na jego kolanach siedział kolejny nastolatek. - Nie pamiętam, co wtedy myślałem - dodał. Później powiedział jeszcze, że nie ma wyrzutów sumienia z powodu tego, iż pozwolił prowadzić pijanemu Szymonowi C.
- Nie czuję się winny ich śmierci (Filipa i Mateusza - przyp. red.) - zastrzegł.
Dlaczego wsiedli do bagażnika?
Gdy Szymon C. siadł za kółkiem, na początku w samochodzie było wesoło - tak zeznawali w czwartek kolejni świadkowie.
- Śmialiśmy się. Nikomu to nie przeszkadzało (że prowadzi nietrzeźwy kolega - przyp. red.). Później zrobiło się niebezpiecznie - mówił przy sądowej mównicy kolejny z uczestników wypadku.
"Daj kur... miodu!" oraz "Ogień!" - krzyczał, jak się jednak później okazało, ten sam młody mężczyzna do Szymona C. podczas szaleńczego rajdu ulicami Chełma. Podczas rozprawy był wielokrotnie pytany o to, co miały znaczyć te jego słowa. Długo kluczył. W końcu przyznał, że chodziło o to, by kierowca przyspieszył.
Był też pytany przez obrońcę oskarżonego o to, czy czuje moralną współodpowiedzialność za to, że nie powstrzymano Szymona C. od prowadzenia auta.
- Nie chciałbym udzielać odpowiedzi na to pytanie - odparł nastolatek.
Jak wynika z kolejnych wyjaśnień uczestników wypadku, w pewnym momencie miała się wśród nich pojawić panika.
"Wszyscy zginiemy" - miał powiedzieć jeden z pasażerów, gdy w końcu zorientował się, że za kierownicą siedzi pijany Szymon C., a auto gwałtownie przyspiesza.
Dlaczego solenizant oraz Filip i Mateusz wsiedli do bagażnika toyoty?
- Bo nie było miejsca w aucie - przyznał sam zainteresowany.
To on, poza dwoma ofiarami, doznał najcięższych obrażeń, m.in. w postaci złamań i urazu śledziony. Niemniej może mówić o wielkim szczęściu.
"Ej, szczerze mam wyj... w to prawko!"
Już po złożeniu wyjaśnień przez wszystkich uczestników wypadku, sąd odtworzył w sali rozpraw nagrania zarejestrowane przez nich telefonami w aucie na niedługo przed tragedią. I rzeczywiście - jest wesoło. Mężczyźni krzyczą, dopingują kierowcę, żartują. Są wyraźnie rozentuzjazmowani.
"Ej, szczerze mam wyj... w to prawko!" - słychać donośny głos, który w sali rozpraw przypisano Szymonowi C. "Mamy pakę, kur..." - to też miały być jego słowa, oznaczające, że auto osiągnęło prędkość 100 km/h.
"Jego mama się nie dowie, kur... Małolat nie dygaj!" - to kolejne ze stwierdzeń, które pada w nagraniu.
"I rura, kur...! Daj kur... miodu!" - krzyczano w aucie.
"Naje... Szymon C. prowadzi samochód!" - słyszymy, a za chwilę: "Trzeźwy, jak ch... To pomówienia".
Sędzia zatrzymywał nagranie i kolejno wypytywał uczestników - "kto to powiedział?", a mężczyźni kolejno się przyznawali.
Podczas rozprawy ujawniano też niektóre korespondencje mężczyzn, które wymieniali już po zdarzeniu. Mieli nawet grupę na komunikatorze o nazwie "Elegancka dyrekcja". Z korespondencji wynikało m.in. to, że już nieraz dokonywali oni brawurowych rajdów po Chełmie.
"Wiedziałem, że kiedyś ktoś tak skończy z nas, ale nie wiedziałem, że tak szybko" - odczytał fragment wiadomości sędzia. I kolejnej: "Wiecie, jak nasza jazda wygląda. To było pewne. Prędzej czy później. Nie spodziewałem się, że to będzie tak szybko".
"Nie gadajcie rzeczy, typu "nasza wina". Nawet na grupie. Bo ktoś to potem przeczyta i odbierze, jakbyśmy mu kazali czy coś" - zacytowała prokurator.
"Filmiki, tik-toki, instagramki..."
Nawet sędzia nie krył emocji. Jak wynika z ustaleń śledczych oraz wyjaśnień samych uczestników wypadku, żaden z młodych mężczyzn nie zaprotestował, gdy za prowadzenie auta zabierał się Szymon C.
- Byliście tam i pozwoliliście na to - powiedział do uczestników wypadku, którzy w procesie występują jako pokrzywdzeni, sędzia Marek Woliński (Fot. Dominik Smagała).
- Po niektórych nie widać, że w ogóle coś się stało... - wytykał sędzia Marek Woliński. - Byliście tam i pozwoliliście na to. Może nie pod względem prawnym, ale moralnie ponosicie za to odpowiedzialność. To nie jest sąd tylko nad Szymonem C. To jest sąd nad waszym pokoleniem! Choć nie twierdzę, że całe pokolenie jest takie. Filmiki, tik-toki, instagramki... Najważniejsze to nagrać filmik, wylansować się! - grzmiał na młodych mężczyzn.
Kolejna rozprawa w połowie marca.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.