reklama

Górnik stracił nogę w wypadku w Bogdance. Dramat pod ziemią i spór o to, co było potem

Opublikowano:
Autor:

Górnik stracił nogę w wypadku w Bogdance. Dramat pod ziemią i spór o to, co było potem - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWypadek, do którego doszło w kopalni LW "Bogdanka", wstrząsnął górniczą społecznością i odbił się szerokim echem w regionie. 22 listopada 2025 r. podczas pracy przy obsłudze przenośnika ścianowego poszkodowany został górnik - trafił do szpitala, a w konsekwencji obrażeń doszło do amputacji lewej nogi. O zdarzeniu szeroko informowały media, a niemal natychmiast ruszyły apele o oddawanie krwi i akcje krwiodawstwa.
reklama

Kilka miesięcy po wypadku temat wraca w nowym kontekście. Poszkodowany, Marcin Ciostek, w opublikowanej w necie rozmowie z Jarosławem Niemcem - przewodniczącym Związku Zawodowego "Przeróbka" w Bogdance (nagranie video) - mówi nie tylko o przebiegu zdarzenia, ale też o tym, jak, w jego ocenie, wyglądało wsparcie po wypadku i działania zakładu pracy.

Kopalnia odpowiada w oficjalnym stanowisku, odpierając część zarzutów i przedstawiając własną wersję, w tym kwestie protokołu powypadkowego, opieki psychologicznej oraz pomocy finansowej i świadczeń.

Noc 22 listopada - co wiadomo o zdarzeniu

Do zdarzenia doszło w rejonie jednej ze ścian wydobywczych. Poszkodowany pracował przy obsłudze przenośnika ścianowego. Na miejscu udzielono mu pomocy, a następnie przewieziono do szpitala. Obrażenia były na tyle ciężkie, iż konieczna była amputacja nogi.

reklama

"Zgrzebło złapało mi nogę" – relacja Marcina Ciostka

W rozmowie Marcina Ciostka ze związkowcem Jarosławem Niemcem poszkodowany mówi, że tego dnia był przydzielony do brygady ścianowej, a jego zadaniem była obsługa przenośnika.

- Moim zadaniem była obsługa przenośnika ścianowego zgrzebłowego, dużo było tam nieprawidłowości, przenośnik był wciągnięty do ściany, co rusz robiły się zatory. Taka jazda, bym powiedział, na chama - relacjonuje.

W dalszej części opowiada, że po pewnym czasie zauważył, iż "coś jest w przesypie". Podszedł bliżej, aby ocenić sytuację i wszedł na obudowę kablową. Jak mówi, uznał, że zator "samoczynnie się nie usunie"

Podjąłem decyzję, że zejdę z przenośnika, zatrzymam go ręcznie i usunę ten zator. Podczas schodzenia z przenośnika lewa noga pośliznęła mi się na zalegającym urobku, wpadając w przesyp i tam zgrzebło przenośnika złapało mi nogę i przerzuciło mnie na drugą stronę przenośnika – mówi.

reklama

Poszkodowany podkreśla też, że w krytycznym momencie uratował go chwyt obudowy.

Złapałem się obudowy łukowej dwiema rękami, co uratowało moje życie, bo jakbym się nie złapał, mogłoby mnie wciągnąć całego.

"Była presja na jazdę"

Jednym z kluczowych wątków rozmowy jest kwestia organizacji pracy i tego, czy istniała presja, by nie zatrzymywać urządzeń. Jarosław Niemiec pyta wprost, dlaczego przenośnik nie został zablokowany wcześniej.

Była presja na jazdę. Z początku dniówki było powiedziane, żeby nie blokować i jechać na tzw. wydrę – odpowiada Marcin Ciostek.

Dopytywany o usuwanie zatorów "w czasie jazdy" poszkodowany przyznaje, że formalnie jest to niedopuszczalne. 

- W czasie jazdy nie wolno – odpowiada Ciosek. 

reklama

No ale wiemy, jak czasami się to dzieje - dodaje Jarosław Niemiec.

Bogdanka w swoim oświadczeniu nie zgadza się z interpretacją o "jeździe na wynik kosztem bezpieczeństwa". W oświadczeniu spółki czytamy: Wbrew pojawiającym się tezom, w listopadzie 2025 r. spółka nie prowadziła "jazdy na wynik" kosztem bezpieczeństwa – był to jeden z najlepszych miesięcy wydobywczych w roku 2025, a realizacja planu nie wymagała nadzwyczajnych działań. W dniu zdarzenia, pomimo samego wypadku, na koniec zmiany poziom zapełnienia zbiorników retencyjnych pod ziemią wynosił ok. 80 proc. ich maksymalnych pojemności, co oznacza, że nie istniała jakakolwiek presja powiązana z zatrzymaniem wydobycia w rejonie ściany z powodu braku urobku. Ponadto twierdzenia o rzekomych poleceniach usuwania zatorów "w czasie jazdy" nie znalazły potwierdzenia w zeznaniach świadków i zostały jednoznacznie odrzucone przez zespół powypadkowy.

reklama

 "Zostaliśmy porzuceni" – najcięższy zarzut o to, co było po wypadku

W rozmowie związkowej wyraźnie wybrzmiewa nie tylko opis wypadku, ale też poczucie rozgoryczenia poszkodowanego tym, jak, według niego, wyglądało wsparcie po zdarzeniu. Jarosław Niemiec pyta, czy ktoś ze strony kopalni zgłosił się z pomocą i czy zapewniono opiekę.

- Zostaliśmy porzuceni i zostawieni samym sobie. Nikt nawet nie przyszedł, nawet nie objął nas opieką psychologa - mówi Marcin Ciostek.

 Gdy związkowiec dopytuje, czy jest pod opieką psychologiczną, poszkodowany odpowiada, że tak, ale nie dzięki inicjatywie pracodawcy. 

- Tak, leczymy się. Ja, żona, syn także przeszedł traumę, a kopalnia nawet nie wyszła z inicjatywą, żeby podać nam rękę. Zapytać, czy potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy, to strasznie, że w takiej trudnej sytuacji trzeba jeździć i załatwiać różne sprawy, a my zostaliśmy bez żadnej opieki. Nawet nikt nie zadzwonił, jak się czujemy, jak ta noga wygląda.

W rozmowie padają też słowa o konsekwencjach dla rodziny i dziecka. 

Dziecko cały czas budzi się do tej pory, woła "tata...".

Spółka przedstawia odmienny obraz sytuacji. W oświadczeniu wskazuje, że poszkodowanemu zapewniono możliwość skorzystania z pomocy psychologicznej, a dane kontaktowe do psychologa miały zostać przekazane rodzinie. Spółka dodaje również, że pozostali pracownicy uczestniczący w zdarzeniu odbyli spotkania z psychologiem jeszcze w dniu wypadku.

Dwa miesiące bez wypłaty – konflikt o świadczenia i protokół powypadkowy

Jarosław Niemiec mówi o dwóch miesiącach bez wypłaty, a Marcin Ciostek potwierdza, że rodzina znalazła się w kryzysie. – Dwa miesiące bez wypłaty, a ja w szpitalu. Nie mogłem nic pomóc, bo leżałem, miałem robione przeszczepy, miałem dużo martwicy.

Jarosław Niemiec wskazuje na kwestię protokołu powypadkowego i terminów. - Dostałeś go dopiero po dwóch miesiącach, gdy przepis mówi, że po miesiącu... - 14 dni jest na sporządzenie protokołu - odpowiada poszkodowany, a w wyjątkowych sytuacjach miesiąc.

W rozmowie pojawia się też wątek kontaktów z dyrektorem ds. personalnych i prośby o wystąpienie do ZUS, co, zdaniem Marcina Ciostka, mogłoby ułatwić sytuację.

- Dzwoniłem do dyrektora od spraw personalnych, prosiłem go, żeby napisał takie pismo. (...) Dyrektor powiedział, że zakład pracy nie ma podstaw prawnych do wystosowania takiego pisma. Ten sam dyrektor mojej żonie powiedział "przecież Pani mąż jest na urlopie", a ja leżałem w szpitalu. Tak powinna wyglądać odpowiedź od zakładu pracy? – pyta retorycznie pan Marcin.

Sama Bogdanka wskazuje, że kwestia świadczeń wynika z decyzji ZUS i przepisów dotyczących przerwy w zwolnieniach lekarskich. Jednocześnie podaje, że zwróciła się do ZUS z wnioskiem o indywidualne rozpatrzenie sytuacji poszkodowanego. Według spółki protokół powypadkowy oraz ustalenia w sprawie nie zostały zakwestionowane przez właściwe instytucje kontrolne.

Rola związków zawodowych wsparcie, zbiórki i "nagłośnienie sprawy"

W całej historii silnie zaznacza się rola Związku Zawodowego "Przeróbka" oraz jego przewodniczącego Jarosława Niemca. Związkowiec nie tylko prowadzi rozmowę z poszkodowanym, ale też formułuje krytyczne uwagi wobec zarządu kopalni i zapowiada działania formalne. Marcin Ciostek mówi, że bez wsparcia rodziny, znajomych i środowiska pracy sytuacja byłaby dramatyczna.

Pomogła nam rodzina, znajomi, związki zawodowe, które wystąpiły o zbiórkę (...), za co Wam dziękujemy, bez Was byśmy nie mogli przetrwać w tym dla nas trudnym czasie.

Jarosław Niemiec komentuje to ostro, wskazując, że pomoc, w jego ocenie, miała przede wszystkim charakter społeczny - Związki zawodowe robią Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy na kopalni, bo instytucjonalnie nikt się sprawą nie zajął.

Związkowiec zapowiada też, że związki staną po stronie poszkodowanego. - Związki zawodowe na pewno będą Cię wspierać, a jeśli trzeba będzie, przystąpimy do sprawy po Twojej stronie.

Kopalnia o formach pomocy i wsparcia finansowego

W oświadczeniu spółka szczegółowo wymienia formy pomocy, które, według niej, zostały uruchomione. Wskazuje m.in. na świadczenia wypłacone z ubezpieczenia grupowego finansowanego przez pracodawcę, zapomogę z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, możliwość dobrowolnej zbiórki wśród pracowników oraz wsparcie z fundacji związanej z górniczym środowiskiem. Spółka podkreśla, że część decyzji finansowych zależy od instytucji zewnętrznych (ZUS, ubezpieczyciel), a jej działania miały na celu zarówno pomoc doraźną, jak i uporządkowanie procedur.

Plotki i emocje "nie założę sprawy ludziom, którzy uratowali mi życie"

W rozmowie pojawia się także wątek plotek krążących w środowisku. Jarosław Niemiec wspomina o pogłoskach, że poszkodowany chce "robić problemy" kolegom. Marcin Ciostek stanowczo temu zaprzecza.

Jakbym mógł założyć sprawę ludziom, którzy tak naprawdę uratowali mi życie, którzy byli na miejscu i opatrywali mi nogę. Ja wszystko pamiętam i pamiętam, kto i jak mi pomagał. Jak mógłbym tym osobom założyć sprawę, to byłoby nieludzkie.

To fragment, który pokazuje, że wokół wypadku narosły nie tylko kwestie formalne, lecz także napięcia społeczne i emocje w załodze.

Co dalej: pełnomocnik, możliwe postępowania i życie "po wypadku"

Marcin Ciostek mówi w rozmowie, że ma pełnomocnika prawnego i że zamierza dochodzić swoich praw. - Mam pełnomocnika (...) na pewno będziemy wyciągać dalsze wątki tego wypadku - zapowiada. Było dobrze, jak byłem potrzebny i chodziłem do pracy, a jak teraz się wydarzył wypadek w zakładzie pracy, za co ponosi odpowiedzialność pracodawca, bo było dużo zaniedbań, to o mnie zapomnieli. Będziemy to jeszcze wyjaśniać - dodaje pan Marcin.

W rozmowie pada również informacja, że poszkodowany i jego pełnomocnik chcieli spotkania z prezesem, aby poznać stanowisko pracodawcy, jednak, według relacji górnika, do spotkania nie doszło w oczekiwanej formule na spotkanie przy pełnomocniku, bo sprawa jest w toku.

"W górnictwie solidarność to podstawa"

Jarosław Niemiec w końcówce rozmowy mówi o dużej reorganizacji życia, jaka czeka poszkodowanego i deklaruje wsparcie strony związkowej. - Będziemy tę sprawę dalej nagłaśniać - mówi związkowiec.

Sam poszkodowany przyznaje, że obecnie nie ma protezy, ma też inne obrażenia.

- Całe życie się zmieniło. Jestem kaleką i mam jeszcze bark zerwany. Na razie chcę się zająć powrotem do zdrowia.

Marcin Ciostek podziękował na koniec Jarosławowi Niemcowi i wsparcie i wspólną walkę, a ten odpowiedział "W górnictwie solidarność to podstawa"

Apel o debatę opartą na faktach

Bogdanka w swoim oświadczeniu napisała także, że wbrew sugestiom, że górnik po wypadku staje się w Bogdance "kosztem do optymalizacji", praktyka spółki w przypadkach najcięższych wypadków związanych z utratą kończyny, utratą oka czy wypadków śmiertelnych, jest jednoznaczna: o ile jest to możliwe, po zakończeniu leczenia poszkodowanym proponowane jest dalsze zatrudnienie na dostosowanych stanowiskach pracy, a w razie śmierci pracownika, w przypadku zapotrzebowania kadrowego, praca oferowana jest preferencyjnie członkom najbliższej rodziny. 

- To stały sposób postępowania w spółce w przypadku takich zdarzeń. Na dowód powyższych twierdzeń w ostatnich 10 latach, zatrudnienie w Spółce znalazło 27 osób najbliższych osobom poszkodowanym, jak i samych poszkodowanych. Ponadto Spółka w tym okresie przeznaczyła na tzw. renty wyrównawcze 2,4 mln zł - czytamy w dokumencie.

Sprawa trafiła do parlamentu

12 lutego w sejmie poseł Paulina Matysiak z mównicy sejmowej powiedziała: 

- Dramatyczne historie, o których informują mnie pracownicy kopalni Bogdanka w Lubelskiem, pokazują brutalną prawdę, że górnik dobry jest tylko wtedy, gdy jest zdrowy. Dopóki pracuje ponad siły, na zmiany, w święta i niedziele, to jest potrzebny. Gdy traci zdrowie, staje się kosztem do optymalizacji. Co się dzieje w Bogdance? Otóż pracownicy po wypadkach i długich zwolnieniach lekarskich dostają wypowiedzenia. Jeden z nich, pan Marcin, wrócił do pracy zbyt wcześnie ze strachu przed zwolnieniem. Uległ wypadkowi, stracił nogę i dziś przez luki systemu został bez świadczeń i bez odszkodowania. Odpowiedzialność państwa, ZUS-u i pracodawcy w jego sprawie nagle się rozmyła. Ten górnik walczy o powrót do normalnego funkcjonowania. Potrzebne jest długie leczenie, rehabilitacja, proteza, a także pomoc psychologiczna po traumie, jaką przeżył. Pomagają mu koledzy i związki zawodowe – charytatywnie.  Ale to nie powinno tak wyglądać. Apeluję o pilną reakcję zarządu i instytucji państwa.  Pracownik, który stracił zdrowie w pracy, nie może drżeć ze strachu przed zwolnieniem i zostać samemu w potrzebie – skończyła posłanka.

Spółka LW Bogdanka odpowiada ostrym tonem

- Rozumiemy emocje związane z każdym ciężkim wypadkiem przy pracy i nie kwestionujemy prawa związków zawodowych czy przedstawicieli życia publicznego do zabierania głosu. Jednakże formułowanie publicznych oskarżeń o "pozostawienie pracownika samemu sobie", bez odniesienia do tych faktów i bez znajomości treści protokołu powypadkowego oraz decyzji organów nadzoru, uważamy za wprowadzanie opinii publicznej w błąd i cyniczne, a możliwe, że i bezduszne wykorzystywanie osobistej tragedii pracownika do budowania przekazu politycznego - pisze LW Bogdanka. - Naszym celem pozostaje maksymalne bezpieczeństwo pracy, wyciąganie wniosków z każdego wypadku oraz realne wsparcie osób, które doznały uszczerbku na zdrowiu bez wykorzystywania ich sytuacji w sporach natury politycznej czy związkowej.

Głos Marcina Ciostka

- Kopalnia niewłaściwie traktuje pracowników. Zależało mi, aby dzięki nagraniu prawda ujrzała światło dzienne – podkreśla w rozmowie ze "Wspólnotą" Marcin Ciostek. Mężczyzna, który został poszkodowany w wypadku, zapowiada, że wkrótce przedstawi nowe informacje w tej sprawie.

Słowo z kopalni

- Spółka podtrzymuje wszelkie kwestie zawarte w swoim oświadczeniu przesłanym do redakcji - mówi nam z kolei Marcin Kujawiak Kierownik Działu Komunikacji i Promocji Lubelskiego Węgla "Bogdanka". - Stanowczo sprzeciwiamy się nieprawdziwym twierdzeniom, jakoby Spółka pozostawiała poszkodowanych Pracowników samych sobie. - Przeczą temu fakty i dane liczbowe, zarząd LW Bogdanka SA nigdy nie pozostawia samych sobie pracowników po wypadkach oraz w trudnej sytuacji. To stały sposób postępowania w Spółce w przypadku takich zdarzeń - kontynuuje. 

Dodaje również, że kopalniana spółka nigdy nie ograniczała prawa związków zawodowych do krytyki czy dialogu. 

- Wezwania do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych skierowane do przewodniczącego ZZ Przeróbka dotyczą konkretnych, nieprawdziwych twierdzeń naruszających dobre imię Spółki, a nie uprawnionej krytyki. Różnica między krytyką a zniesławieniem polega na tym, że krytyka opiera się na faktach, podczas gdy zniesławienie – na nieprawdziwych zarzutach - wyjaśnia przedstawiciel LW Bogdanka.

Dwie wersje, jedna tragedia

W tej sprawie - obok bezspornego faktu ciężkiego wypadku i amputacji - wyraźnie widać spór o to, co było dalej: jak wyglądały procedury, jaka była realna pomoc, kto i kiedy reagował oraz w jakim stopniu sytuacja finansowa poszkodowanego wynikała z przepisów i decyzji instytucji, a w jakim z działań lub zaniechań pracodawcy.

Z jednej strony mamy relację górnika, w której padają słowa o "porzuceniu", "braku inicjatywy" i "dwóch miesiącach bez wypłaty". Z drugiej strony - oficjalne stanowisko spółki, która zapewnia o udzielonym wsparciu, wskazuje na konkretne działania i podkreśla, że część kwestii zależy od instytucji zewnętrznych oraz od formalnych przepisów.

W tle pozostaje jeszcze jeden obraz - ten z pierwszych dni po wypadku: mobilizacja, apele o krew i solidarność górniczej społeczności. Niezależnie od rozstrzygnięć dokumentów i dalszych kroków prawnych, dla poszkodowanego i jego rodziny wypadek z 22 listopada stał się punktem zwrotnym.

Życie - jak sam mówi - "zmieniło się całe", a droga do sprawności i stabilizacji dopiero się zaczyna.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo