REGION: Maja z Łęcznej cierpi od urodzenia. "Czasem mam wrażenie, że jedyne o czym marzy, to pozbycie się nóżek"

Zbiórka na stronie fundacji Siepomaga trwa do 30 sierpnia, ale operacja jest potrzebna jak najszybciej | foto Archiwum Magdaleny Drewniak

region Bez tej operacji skażę moją córeczkę na potworne cierpienie, a na spełnienie marzenia o sprawności, nigdy nie będzie szans. Proszę, pomocy! - apelują o wsparcie rodzice.

Magdalena Sych

Opublikowano: 25 lipca 2020 15:30 | Aktualizacja: 25 lipca 2020 15:05

Maja Giedz z Łęcznej (4,5 r.) bardzo chce stanąć na własnych nóżkach.

 

- Ciąża przebiegała prawidłowo, wręcz książkowo - zaczyna swoją historię Magdalena Drewniak (36 l.), mama Mai. - Do końca życia nie zapomnę dnia, w którym Maja przyszła na świat. Był 23 września 2015 roku.
 
 
Nie każde dziecko musi płakać...

 

"Najważniejsze, żeby była zdrowa" - myślałam, jak chyba każdy przyszły rodzic. - Maja ułożona była pośladkowo, byliśmy przygotowani na poród metodą cesarskiego cięcia - przyznaje.

 

- Zostałam znieczulona wewnątrzoponowo zastrzykiem w kręgosłup i po chwili Majeczka była już na świecie. Dlaczego nie płacze? - zapytałam lekarza. Usłyszałam tylko, że nie każde dziecko musi płakać. Wtedy już wiedziałam, czułam, że coś jest nie tak. Przewieziono mnie na salę, gdzie leżało sześć matek, szczęśliwych matek, które przytulały swoje dzieci. Mai ze mną nie było. Byłam sama. Przyszedł lekarz i powiedział, że trzeba dziecko ochrzcić, bo nie wiadomo, czy przeżyje... Byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa... - wspomina matka.

 

Na oddziale intensywnej terapii rozpoczęła się dramatyczna walka o życie dziecka.

 

- Ciężka sepsa, wstrząs septyczny, niewydolność wielonarządowa. Myśleliśmy, że stracimy naszą kruszynkę. Jej serduszko w pewnym momencie zupełnie przestało bić. Lekarze reanimowali ją przez nakłucia jamy opłucnej. 11 razy miała przetaczaną krew. Przez pięć miesięcy była podłączona do respiratora i nie oddychała samodzielnie. Wierzyłam w nią. Powtarzałam "córeczko, błagam, bądź silna" - mówi matka.

 

Maja wygrała walkę o życie, ale wciąż cierpi. Nie chodzi, nie siedzi samodzielnie, mówi tylko pojedyncze słowa. Jednak doskonale rozumie i odczuwa towarzyszący jej od zawsze ból.

 

Ból jest nie do zniesienia

 

Sepsa spowodowała uszkodzenia organizmu, które są nieodwracalne - epilepsję, niedoczynność tarczycy, wadę wzroku. Te choroby można leczyć farmakologicznie i nie powodują tak ogromnego cierpienia jak nieprawidłowe napięcie mięśniowe, które deformuje szkielet. Dzieci z porażeniem mózgowym są też szczególnie narażone na zwichnięcia w obrębie stawów biodrowych.

 

- Ciało Majeczki zaczyna się przekrzywiać, ból jest nie do zniesienia, czasem mam wrażenie, że jedyne o czym marzy to pozbycie się nóżek - mówi mama dziewczynki. - Zwichnięte biodra w końcu dają o sobie znać. Maja miała już takie incydenty. Ból był tak silny, że nie spała przez półtora dnia. Jak tylko leki przeciwbólowe przestały działać, to budziła się z płaczem. Nie potrafiłam znaleźć jej wygodnej pozycji do snu. Jedyną optymalną pozycją do snu były moje ręce - dodaje.

 

Marzenie: samodzielne kroki

 

Przed bólem i cierpieniem może uchronić dziecko jedynie operacja.

 

- Ratunek to osteotomia stawu biodrowego w Paley European Institute w Warszawie. Dlaczego tam? Bo żaden inny specjalista w kraju nie wykona jednocześnie operacji na oba biodra. W systemie podstawowej opieki zdrowotnej jedynym możliwym scenariuszem jest gips na co najmniej 12 tygodni, po sześć tygodni na każdą stronę. To przerwa w rehabilitacji, podwójne cierpienie i potworny regres! - twierdzą rodzice.
 
 

- Operacja spowoduje, że Majka będzie mogła być pionizowana, a to będzie miało zbawienny wpływ na cały organizm. W dłuższej perspektywie liczymy, że nasza córka będzie mogła stać przy balkoniku, co znacznie ułatwi chociażby czynności pielęgnacyjne. Będziemy mogli wyjść na spacer i może uda jej się samodzielnie zrobić kilka kroków. Naszym celem jest postawić Majkę na nogi. Dążymy do tego, co było przed rokiem, kiedy Maja stała i potrafiła przy naszej pomocy zrobić kilka kroków. Wierzymy, że się uda. Nie poddamy się, będziemy walczyć razem z nią! - zapewniają rodzice.

 

Piasek, Defis i Górnik Łęczna

 

Na facebook`u trwają licytacje dla Mai. Grupa "Licytacja dla Mai Giedz-Razem w walce o zdrowie" liczy 799 członków i jest dostępna dla wszystkich, którzy chcą pomóc. Internauci wystawiają na sprzedaż swoje przedmioty i usługi. Ostatnio trafił tu voucher na dowolny tatuaż. Dochód z aukcji w całości przeznaczony będzie na leczenie dziecka. Leczenie wspierają celebryci.

 

Andrzej Piaseczny przekazał dwie płyty z dedykacją i podziękowaniem dla osoby licytującej. Cegiełkę w postaci pięciu płyt z autografem dorzucił zespół Defis. Bartosz Śpiączka i klub Górnik Łęczna przekazał koszulkę z autografami zawodników. Prywatną pamiątkę przekazał na licytację Dariusz Śledź, żużlowiec z Lublina - zdjęcie drużyny z autografem Darka.

 

Do pomocy włączyli się rodzice Filipa Bulandy z Jawidza i ich licząca 38868 członków grupa "ARMIA FILIPKA Bulanda POMAGA".

 

Zbiórka na stronie fundacji Siepomaga trwa do 30 sierpnia, ale operacja jest potrzebna jak najszybciej. Obecnie leczenie wsparło 886 osób kwotą 47 tys. zł. Brakuje jeszcze nieco ponad 100 tys. zł.

 

LINK DO ZBIÓRKI ZNAJDZIESZ TUTAJ

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.