Piotr i Kazimiera z Archimowiczów Klimeccy byli w Łukowie końcówki XIX wieku postaciami znakomicie rozpoznawalnymi. On był kompetentnym felczerem, gotowym nieść pomoc nawet bez pobierania opłat, leczącym zarówno Żydów jak i chrześcijan. Przyczynił się do powołania czteroklasowej szkoły z polskim językiem nauczania. Zmarł przedwcześnie, zaraziwszy się od jednego z pacjentów. Pogrzeb zebrał nieprzeliczone tłumy wdzięcznych mieszkańców rozmaitych stanów. Jego żona również była społeczniczką, założycielką i donatorką Biblioteki Publicznej w Łukowie.
Z Łukowa do Genewy
W dyplomatycznej służbie Rzeczypospolitej
Po odzyskaniu niepodległości przyjmuje pracę w dyplomacji. Pierwszym przydziałem jest Biuro Propagandy Zagranicznej, instytucja zajmująca się komunikacją, działającą obok Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Współpracuje tam m.in. z Daszyńskim, byłym premierem Dębskim, Kucharzewskim, Hermanem Diamandem, wybitnym historykiem Oskarem Haleckim czy Zofią Nałkowską.Po rozwiązaniu Biura w 1921 roku Klimecki przechodzi do MSZ, gdzie odpowiada za kontakty z mediami i agencjami prasowymi. Jest kompetentny, otwarty, rozumiejący potrzeby dziennikarzy, więc szybko zdobywa sobie w tym środowisku wielu przyjaciół. Biograf Klimeckiego, Ryszard Orłowski, przytacza wielce znaczący szczegół: przy organizacji Balu Prasy w 1924 roku jego nazwisko znalazło się w komitecie honorowym obok premiera, marszałków izb, Juliana Fałata, Juliusza Kadena-Bandrowskiego, Władysława Reymonta i Władysława Sikorskiego! W kierowanym przez siebie Wydziale Prasowym MSZ zatrudnia m.in. Tadeusza Brezę i Jarosława Iwaszkiewicza.
W lipcu 1928 roku zostaje mianowanym pierwszym sekretarzem ambasady Rzeczypospolitej w Sofii. Wielu obserwatorów życia publicznego uznawało to za wstęp do wielkiej kariery w służbie zagranicznej Rzeczypospolitej.
Kolegując się z przyszłym papieżem
Jednym z dyplomatów, z którymi Klimecki nad Morzem Czarnym nawiązał bliższe więzi, był nuncjusz apostolski (ambasador) Angelo Roncalli. Przyszły papież Jan XXIII był jedną z wiodących postaci korpusu, szybko zdobył sobie w trudnym terenie wysoką pozycję, także wśród miejscowych prawosławnych, Żydów i muzułmanów. Przy jego stole często jednocześnie gościli przedstawiciele stron i środowisk, którzy zwykle omijali się szerokim łukiem. Inteligentny, oczytany, otwarty na świat sekretarz polskiej ambasady świetnie do tego towarzystwa pasował. W kwietniu 1932 roku został jednak odwołany. Minister płk Józef Beck dokonywał w tym czasie wielu przesunięć w służbie dyplomatycznej, nie jest wielką przesadą mówienie o czystce. Klimeckiego ściągnięto do kraju, początkowo obiecując mu nominację na inną placówkę. Znalazł się w trudnej sytuacji. Do nabycia uprawnień emerytalnych brakowało mu kilku miesięcy (świadczenie przysługiwało za 15 lat pracy w dyplomacji), podjęcie innego zatrudnienia eliminowało go z listy możliwych do mianowania pracowników. Udzielał się więc w rozmaitych organizacjach społecznych, dorabiał sobie publicystyką (ponieważ nigdy nie był lizusem, niektóre teksty nie zjednywały mu sympatii decydentów...).
Powrót do Łukowa
Od 1935 mieszkał w Łukowie, w budynku pod adresem Piłsudskiego 4. De facto pozostawał na utrzymaniu rodziny, zwłaszcza zaś młodszej siostry, cenionej dentystki Janiny Kiernorzyckiej. Zajmował się publicystyką, w której krytykował linię polityczną, reprezentowaną przez władających krajem po śmierci Marszałka, "pułkowników". Z publicystycznym pazurem pisał, że Konstytucja kwietniowa przypomina ubranie, które szyte było na Piłsudskiego, a nosić je musiał Mościcki. Zasadniczo uważał, że należy odstąpić od zasad zarządzania państwem możliwych do realizacji w oparciu o silny autorytet lidera, a powrócić do rozwiązań bardziej demokratycznych.Wszelkie nadzieje na wyrwanie się z prowincji i powrót do bardziej czynnego żywota przerwał wybuch wojny. Rodzina Klimeckiego stała się jedną z jej pierwszych ofiar w Łukowie. Siódmego września zbombardowana została należąca do nich kamienica, w prowizorycznym schronie zginęło około pięćdziesięciu osób w tym mąż Kiernorzyckiej, która ocalała jako jedyna. Wśród ofiar było też kilkoro pracowników ambasad angielskiej i francuskiej, którzy odłączyli się od przeciągającego przez Łuków taboru i schronili się u znajomka z dawnych czasów... Klimecki od tego czasu pomieszkiwał "na komornym", wynajmując pokój na Podwalnej 2. Nic nie wiadomo o jego związkach z konspiracją, za to z pewnością zaangażował się, wraz z siostrą, w pomoc prześladowanym Żydom, za co otrzymał po wojnie stosowne podziękowania.
Starszy pan o ogromnej wiedzy
Po zakończeniu wojny zwrócił się do nowych władz o możliwość powrotu do służby dyplomatycznej, ale nie został przyjęty. Co gorsza, dalej nie miał prawa do emerytury, bo w międzyczasie przepisy zmieniły się po raz kolejny. Dorabiał więc jako redaktor "Gazety Łukowskiej" w której pisał m.in. o zbrodniach niemieckich w powiecie łukowskim, zaangażował się w upamiętnienie setnej rocznicy urodzin Sienkiewicza, wygłaszał odczyty. W dobrej wierze angażował się w różne przedsięwzięcia typu, organizowany przez komunistów, Kongres Obrońców Pokoju. Mimo, że nie pełnił żadnej funkcji w administracji, często proszony był przez władze i stowarzyszenia o konsultacje, rady, okolicznościowe wystąpienia. Nie ulega jednak wątpliwości, że jego potencjał nie został już nigdy należycie wykorzystany. Starszy pan, który kolegował się z ówczesnym papieżem, najwybitniejszymi luminarzami polskiej nauki i kultury, spacerował, coraz bardziej przygarbiony, ulicami Łukowa. Do końca życia mieszkał w niewielkim, wynajętym, zawalonym książkami lokalu. Zmarł w 1968 roku. Jego imieniem nazwane jest jedno z osiedli mieszkaniowych w rodzinnym mieście.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.