Publikujemy dziś artykuł, który ukazał się w lipcowym papierowym wydaniu Lublin24.pl. To jeden z wielu materiałów, które znalazły się na kilkudziesięciu stronach nowego na lubelskim rynku magazynu.
O co jest ten spór?
Obowiązek przyjęcia przez gminy planów ogólnych nałożyła na samorządy ustawa. Mają zastąpić studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Przeciwnicy projektu planu ogólnego dla Lublina uważają, że w wielu lokalizacjach otwiera furtki do dogęszczania zabudowy.
Przekonują, że opiera się na nierealistycznych założeniach przyjętych przez planistów, zgodnie z którymi w kolejnych latach ma nastąpić znaczący wzrost liczby mieszkańców Lublina. Wskazują konkretne miejsca w dzielnicach, gdzie miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (MPZP) dopuszcza niską zabudowę albo nie dopuszcza jej wcale. Tymczasem te same lokalizacje w planie ogólnym znajdują się w strefach pozwalających na zabudowę wielorodzinną, także wyższą niż w planie miejscowym.Wyciągają z tego wnioski, że plan zawiera liczne furtki dla deweloperów, które ci prędzej czy później wykorzystają.
Oczywiście same zapisy w planie ogólnym nie wystarczą. Konieczna jest jeszcze zmiana MPZP w danej lokalizacji i uzyskanie przez inwestora wszystkich wymaganych prawem uzgodnień i zgód.
- Co jak pokazują przykłady z przeszłości, także w naszej dzielnicy, jest do przeprowadzenia - mówi przewodniczący Rady Dzielnicy Rury Dariusz Michałowski. - Miastu zdecydowanie łatwiej ignorować pojedynczy protest mieszkańców dotyczący konkretnej lokalizacji czy inwestycji. Dlatego tak ważne jest, aby zablokować możliwość zmian w zarodku, jeszcze na etapie prac nad planem. Nasza rada dzielnicy złożyła do projektu planu liczne uwagi. Na późniejszym etapie konsultacji robili to mieszkańcy dzielnicy. Niestety, uwagi rady w zdecydowanej większości nie zostały uwzględnione przez ratuszowych planistów. Miejmy nadzieję, że inaczej będzie z uwagami mieszkańców naszej i innych dzielnic.
Co do uwag. Na zapoznanie się z projektem i złożenie uwag mieszkańcy Lublina mieli niecały miesiąc - 29 dni. W Gdańsku 44 dni, w Warszawie 88. W stolicy termin został wydłużony. Stało się to "w związku z licznymi głosami mieszkańców", czytamy na subdomenie oficjalnego portalu Urzędu m.st. Warszawy.
Lublinianie nie dostali takiej możliwości. Władze zgodziły się tylko na przesunięcie terminu głosowania przez radnych nad całością planu ogólnego. Mimo to mieszkańcy złożyli ostatecznie blisko 3,5 tys. wniosków. Czy uwag byłoby jeszcze więcej, gdyby mieli więcej czasu, procedury były prostsze a dostęp do danych łatwiejszy? Tak uważają krytycy projektu i harmonogramu prac nad nim.
Głosy sprzeciwu
Co zdaniem przeciwników projektu planu ogólnego oznacza dalsze dogęszczanie? W skrócie: mniej parkingów, zieleni, korytarzy przewietrzających, a nawet obiektów użyteczności publicznej (żłobki, przedszkola). Więcej samochodów, korków, problemów z parkowaniem, wysp ciepła i zanieczyszczonego powietrza. Czyli, mówiąc najprościej, pogorszenie jakości życia mieszkańców Lublina.
W ostatnich miesiącach na portalu Lublin24.pl informowaliśmy o protestach i deklaracjach dotyczących planu. Jakich?
Mieszkańcy dwunastu bloków z okolic ul. Szmaragdowej na Czubach w kilka dni zebrali ponad 500 podpisów pod protestem przeciw zapisom w projekcie planu.
- Jeśli zmiany wejdą w życie, w miejscu naszego parkingu będzie mógł powstać blok - mówiła w kwietniu portalowi Lublin24 Emilia Zamiejska, mieszkanka jednego z tych budynków.
Na facebookowym profilu "Nasza Ponikwoda" czytamy: "Projekt planu ogólnego Miasta Lublin w części dotyczącej Ponikwody budzi poważne zaniepokojenie mieszkańców oraz Rady Dzielnicy Ponikwoda. (...) proponowane rozwiązania mogą doprowadzić do nadmiernej intensyfikacji zabudowy, zwłaszcza poprzez zwiększenie udziału terenów przeznaczonych pod wysoką zabudowę wielorodzinną w bezpośrednim sąsiedztwie istniejących domów jednorodzinnych.
- Gdy rozważałem zakup nieruchomości, sprawdziłem w MPZP, co może powstać na niezabudowanych terenach po sąsiedzku. To budynki nie wyższe niż 11 metrów. Plan ogólny przewiduje na tym samym terenie zabudowę wielorodzinną nawet do 18 metrów - mówi jeden z mieszkańców Ponikwody, który czuje się przez urzędników oszukany. Prosi o zachowanie anonimowości.
W liście, który do prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka skierowała Rada Bloku Jana Sawy 5, mieszkańcy napisali, że ich osiedle nie zostało zaplanowane tak, aby bez pogorszenia jakości życia radzić sobie ze skutkami kolejnych inwestycji. - Zabudowa działek (...) zlokalizowanych w bezpośrednim otoczeniu ul. Jana Sawy doprowadzi do dalszego zwiększenia natężenia ruchu i pogłębi istniejące problemy - czytamy.
Rada Dzielnicy Rury, opiniując projekt planu ogólnego, zgłosiła krytyczne uwagi dotyczące kilkudziesięciu miejsc w dzielnicy. Wskazała m.in. na zagrożone parkingi i tereny zielone.
Z kolei Rada Nadzorcza SM "Czuby" w przyjętym stanowisku napisała m.in.: "Rada Nadzorcza SM "Czuby" w Lublinie, reprezentując około 40 tys. mieszkańców, zgłasza stanowczy sprzeciw dotyczący wprowadzenia stref wielofunkcyjnych z zabudową mieszkaniową i usługową w miejscach obecnie istniejących parkingów, stref zielonych, ciągów pieszych, itp. (...)
Nie zgadza się również na dogęszczenie zabudowy zarówno wielorodzinnej, jak i usługowej na terenach naszych osiedli oraz na działkach z nimi sąsiadujących.
– Nasze stanowisko to wyraz odpowiedzialności i troski o rozwój miasta. Chcemy wspólnie zadbać, aby był on zrównoważony i racjonalny, zgodny z zasadami nowoczesnego planowania urbanistycznego - mówiła w kwietniu Magdalena Boguta, zastępczyni przewodniczącego Rady Nadzorczej SM "Czuby". - Zagęszczanie zabudowy stoi z tym wszystkim w sprzeczności. Dlatego nie zgadzamy się na to, co miasto nam szykuje.
Czas na wnioski i presję
Magdalena Kędzierska, przewodnicząca Zarządu Dzielnicy Czechów Południowy przyznała w czerwcu, że rada ma zastrzeżenia do projektu planu. Pytana o to, co budzi szczególne obawy, mówiła o terenach zielonych. Tu sztandarowym przykładem są Górki Czechowskie.
- Ten teren nie powinien być zabudowywany - podkreślała. - Z uwagi na kwestie historyczne, a przede wszystkim przyrodnicze, to są płuca Lublina. To najbardziej znane miejsce, ale są i inne. Np. teren przy ul. Północnej w okolicy połączenia z ul. Lipińskiego.
Andrzej Filipowicz z Lubelskiego Alarmu Antysmogowego i Rady Dzielnicy Czechów Południowy zwraca uwagę na ten etap procedury, o którym obecnie już się nie mówi. Jest jego zdaniem symptomatyczny dla całego procesu:
- Jeszcze na wczesnym etapie procedowania planu, czyli po zebraniu wniosków składanych przed rozpoczęciem etapu projektowego nie upubliczniono ich treści. W przypadku innych znanych mi samorządów było możliwe zapoznanie się z nimi. W Lublinie upubliczniono jedynie interpretację wniosków dokonaną przez urzędników i wynik ich rozpatrzenia.
Stwierdza także:
- Zmiana terminu głosowania nad planem to szansa dla mieszkańców na zapoznanie się z tym, na co plan w ich okolicy pozwala. Na wyciągnięcie wniosków i wywieranie presji. Metod jest wiele. Można napisać list, zaprotestować podczas pikiety. No i wziąć udział w referendum o odwołanie Rady Miasta. O ile do takiego referendum dojdzie.
Także zarząd "SM" Czechów ma zastrzeżenia: "Oczekujemy, że głos mieszkańców oraz organizacji reprezentujących lokalne społeczności zostanie potraktowany w sposób rzeczywisty - czytamy w liście zarządu spółdzielni do prezydenta Żuka.
- Otrzymujemy sygnały od mieszkańców dotyczące rozwoju budownictwa, głównie wielorodzinnego, na Czechowie i w jego okolicach. Nowe inwestycje sprawiają, że infrastruktura komunikacyjna staje się niewydolna. Wyjazd z ulic podporządkowanych w godzinach szczytu, np. z ul. Żywnego, graniczy z cudem, dochodzi do stłuczek - mówił w czerwcu prezes SM "Czechów" Sławomir Osiński.
Miasto: Nic się nie zmienia
Co na to władze Lublina? Obowiązuje narracja o niezrozumieniu przepisów przez mieszkańców, wprowadzaniu ich w błąd przez sygnalistów wskazujących na "furtki" w planie. Wreszcie o tym, że "nic się nie zmienia".
Przykłady? "Takie obawy wynikają z błędnej interpretacji nowych przepisów. (...) powstający dokument nie zmienia automatycznie obecnego zagospodarowania i nie wymusza zmiany obowiązującego planu miejscowego, który nadal przewiduje w tym miejscu zieleń, drogi, parkingi i garaże – pisała Joanna Stryczewska z biura prasowego ratusza w odpowiedzi na pytania dotyczące protestu mieszkańców Szmaragdowej.
Podczas majowej sesji Rady Miasta zastępca prezydenta Lublina Tomasz Fulara mówił m.in.:
- Prosiłbym, aby nie wprowadzać mieszkańców Lublina w błąd. Główną zasadą planu ogólnego jest to, że wszystkie zapisy planu miejscowego wchodzą do niego. Zapisy planu ogólnego, jak sama nazwa wskazuje, są dosyć ogólne i nie uwzględniają wszystkich kierunków, które są w planie miejscowym. Należałoby więc zajrzeć do niego. Wtedy można by zobaczyć, że wszystkie skwery, ulice, parkingi zostaną w planach miejscowych. Nic się nie zmienia.
Prezydent Żuk po artykułach w Lublin24 strofował publicznie podczas sesji Rady Miasta Dariusza Michałowskiego.
- (...) plan ogólny nie jest w pełnej szczegółowości prezentowany tak, jak miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Jeśli państwo spoglądacie na plan ogólny i czegoś nie widzicie, to nie dlatego, że akurat będzie likwidowany żłobek, przedszkole bądź coś innego. Trzeba spojrzeć w MPZP, w którym te obiekty są. Mówię tu o niepotrzebnych emocjach w dzielnicy Rury, gdzie przewodniczącemu zarządu pomyliły się plan ogólny z MPZP. Niepotrzebnie te informacje przedstawia w formule likwidacji ważnych i potrzebnych mieszkańcom instytucji. MPZP, jeśli państwo ich nie zmieniacie, nie uchylacie, obowiązują, i to one przesądzają o tych wszystkich funkcjach, które państwo macie w przestrzeni wpisane. One wchodzą do planu ogólnego - mówił w kwietniu prezydent Żuk.
Przewodniczący Rady Dzielnicy Rury (to właściwa nazwa pełnionej przez niego funkcji) polemizował z prezydentem na naszych łamach:
- Uchwalenie planu ogólnego w tej postaci to, w mojej ocenie, pierwszy krok do likwidacji Żłobka nr 1. I nie tylko tej placówki. Następnie będzie konieczne przegłosowanie przez Radę Miasta Lublin zmiany MPZP, co z racji na lokalne oddziaływanie będzie znacznie prostsze. W kolejnym kroku zapewne zostanie przekazana informacja, że z uwagi na małą liczbę dzieci trzeba zamknąć daną placówkę, a budynek wraz z przynależnymi działkami wystawić na sprzedaż, bo miasto jakoś musi zasypać wielką dziurę budżetową. Reasumując, po uchwaleniu planu ogólnego, wszystkie MPZP będą musiały być z nim zgodne. I jeśli na danym terenie będzie zaplanowana w planie ogólnym zabudowa wielorodzinna czy usługowa, to będzie ona mogła powstać po zmianie planu miejscowego.
Dogęszczanie? Nic podobnego
Komisja Rozwoju Miasta, Urbanistyki i Ochrony Środowiska Rady Miasta spotkała się w maju podczas specjalnego posiedzenia dotyczącego planu.
- Dlaczego mimo istnienia MPZP z konkretnymi parametrami wysokościowymi zdecydowaliście państwo o zwiększeniu tych parametrów w planie ogólnym w wielu miejscach? Zapisy MPZP nie zostały przeniesione w tych przypadkach jeden do jednego do planu, tak jak deklarujecie. Skąd zwiększone parametry wysokościowe? - pytał radny Tomasz Gontarz z opozycyjnego PiS.
- To jest zazwyczaj odniesienie do stanu istniejącego na tym terenie – odpowiadała Beata Malicka-Ząbek, zastępczyni dyrektora Wydziału Planowania ds. Gospodarki Przestrzennej – generalna projektantka planu ogólnego. – Po to, żeby można było działać z zabudową istniejącą na tym terenie, np. nadbudować budynek albo zainstalować windę. Zazwyczaj, jeśli w planie miejscowym jest jakaś wysokość, a w stanie istniejącym jest wyższa, to przyjmowaliśmy wyższą.
Mówiła także:
– Poza tym inne parametry też są istotne, np. intensywność zabudowy.
Przekonywała, że dopiero uwzględnione ich wszystkich daje pełny obraz intencji planistów. Odnosząc się do zarzutów dogęszczania, zaprzeczała im, twierdząc, że jej zespołowi przyświecały odwrotne cele.
– Ustaliliśmy w wielu miejscach, np. wąwozach, zerowe parametry intensywności i wysokości zabudowy. Po to, żeby obecną strukturę chronić.
Radni będą głosować nad planem najprawdopodobniej pod koniec sierpnia. Ratusz zdecydował o zmianie terminu po tym, gdy weszła w życie umożliwiająca to nowelizacja ustawy. Ale czas na zgłaszanie uwag przez mieszkańców nie został wydłużony. Dlaczego?
Tylko dwa miesiące
"Wydłużenie ustawowego terminu uchwalenia planów ogólnych, jedynie o dodatkowe dwa miesiące w okresie wakacyjnym, traktujemy przede wszystkim jako dodatkowy czas na analizę blisko 3,5 tys. uwag zgłoszonych przez mieszkańców w trakcie niedawno zakończonych konsultacji społecznych i przygotowanie dokumentu w jak najlepszym kształcie - napisała w odpowiedzi w czerwcu Joanna Stryczewska. "Na obecnym etapie kluczowe jest rzetelne rozpatrzenie wszystkich zgłoszonych postulatów. Jednocześnie dla wszystkich zainteresowanych zostaną zorganizowane dodatkowe spotkania informacyjne poświęcone planowi ogólnemu, a miejscy planiści będą odpowiadali na pytania mieszkańców i wyjaśniali jego założenia."
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.