Lubelskie sokoły są od lat obserwowane na kamerze internetowej przez tysiące osób. Wrotka mieszka tam najdłużej ze wszystkich obecnych. Niestety w obliczu nieszczęśliwych zdarzeń jej poprzedni adoratorzy Łupek i Czart zostali otruci przez gołębiarzy. Ptaków nie udało się uratować. Teraz Wrotka zaakceptowała swojego nowego partnera Czajnika i razem zamieszkali w apartamencie na kominie.
Nadzieja umiera ostatnia…
Rok temu na świat przyszły trzy sokoły – Chmielowa, Shani i Borowy. Ostatecznie Shani nie przeżyła. Chmielowa, nazywana również "krzykaczką", bo zawsze, gdy się pojawia robi dużo hałasu, podróżuje często w okolice ZUS i szpitala przy ul. Abramowickiej. Trzeci sokół, Borowy, również nie miał tyle szczęścia co jego siostry. Został odnaleziony martwy. Przyczyna upatrywana jest w tym, że uderzył w ścianę, gdy uczył się latać.
Nowy adorator
Po otruciu Czarta, do Wrotki zaczął zalecać się nowy sokół. Czajnik, bo tak ma na imię, zamieszkał już z naszą rezydentką w jednej budce. Często na kamerze możemy obserwować, jak sprząta budkę. Przerzuca kamyczki i piórka tak, aby był porządek. Potem ogląda Lublin przesiadując na zewnątrz "apartamentu". Początkowo był jednak nieśmiały. Długo czaił się obserwując z daleka Wrotkę i maluchy. Gdy zaczął polować i przynosić jedzenie dla młodych sokołów, zdobył jej zaufanie.
Grasujący truciciele
Sokole Oko stale informuje w swoich mediach społecznościowych, że Wrotkowscy są w niebezpieczeństwie. Rok temu, w okolicy ulic Wielkiej i Dworskiej w dzielnicy Ponikwoda w Lublinie znaleziony został jastrząb.
- Sprawa była o tyle nagła, że ludzie, którzy to zgłaszali, mówili że ptak strasznie krzyczy, ciągnie za sobą skrzydło. Na miejsce pojechały nasze dziewczyny, ale ptaku milkł i więcej się nie odezwał. Ludzie, którzy alarmowali, dzwonili wszędzie, również do Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego. Niestety, nie zgłosili sprawy do Straży Miejskiej, która ma narzędzia do odłowu takiego ptaka. Nie udało się go odnaleźć. Ale przy okazji, dowiedziałam się, że dzień wcześniej, dokładnie w tych samych okolicach, odłowiono innego ptaka. Stan tego z poniedziałku i zachowanie tego z wczoraj jasno wskazuje, że oba ptaki zostały otrute – czytamy w komunikacie Sokolego Oka.
Na Ponikwodzie mieszka wielu hodowców gołębiarzy. - Kupują oni "gorsze" gołębie na przykład na targu, wyrywają im piórka przy szyi i przyklejają niebieskie granulki trutki. Jest to karbofuran. Jego posiadanie nie jest zabronione w Unii Europejskiej, ale używanie już tak. Można więc go mieć i nic nie można z tym zrobić – przyznaje Katarzyna z Sokolego Oka.
Karbofuran to substancja, którą od 2019 roku otruto już sześć sokołów. Wrotka żyje, ale już dwukrotnie została podtruta. - Pięć lat temu była w agonalnym stanie. Już myśleliśmy, że to koniec. Jednak przeżyła. Teraz, gdy zaginęła na trzy dni jesteśmy przekonani, że także się podtruła. Na szczęście wróciła – dodaje obserwatorka gniazda.
Zaginięcie Wrotki
Wrotka zaginęła 9 maja. - Nie było żadnych wątpliwości. Dorosła samica, rezydentka gniazda na Wrotkowie od prawie 10 lat (od 2015 roku), w trakcie lęgu, jedno młode już wyklute, broniła gniazda do końca – mówi Katarzyna z Sokolego Oka. O względy Czajniczka zabiegała również Ziuta, która ostatecznie wygrała tę walkę z Wrotką.
Ziutka
Teraz zaginęła również Ziuta. - To młoda samica, która wywalczyła sobie to gniazdo, ale już w 2025 nie przystąpiła do lęgu. W tym roku rozpoczęła formalne toki z Czajnikiem, które były dopiero w fazie początkowej. Walka z nową samicą mogła zakończyć się na dwa sposoby - albo Ziuta zginęła, albo uciekła przed silniejszą samicą. Obie opcje są prawdopodobne. W przypadku opcji – uciekła, niestety istnieje możliwość, że wróci i zechce odbić gniazdo – mówi opiekunka apartamentu na kominie.
Kolejna Samica
Niestety, bo to zwiększyłoby prawdopodobieństwo jej śmierci, a dodatkowo, mogłoby spowodować kolejny rok bez młodych sokołów. - Pokochaliśmy Ziutę, ale jeśli przeżyła, lepiej dla niej i dla przyszłych pokoleń Wrotkowskich sokołów byłoby, gdyby jednak nie wracała. Nowa samica wydaje się pewna siebie, zdecydowana na lęg. Nie odpuści, kiedy już tak daleko zaszła. Nie znamy przeszłości nowej samicy, jednak to, że tak dojrzała (prawie 8 lat) samica pojawiła się nagle w gnieździe, to sytuacja dość niecodzienna. Zwykle wędrują młode sokoły, od roku do 3 lat. Wiek Nowej sugeruje, że mogła już mieć swoje gniazdo. Nie wiemy, na razie, co się mogło się wydarzyć, że już go nie ma. Czajniczek codziennie jest widziany w gnieździe – dodaje.
Walka do końca
Ziuta do gniazda przyleciała 10 lutego. Była mocno poturbowana. Widoczna była kulawizna prawego skoku na tyle bolesna, że z trudem utrzymywała równowagę. - Wtedy prawdopodobnie doszło do pierwszego poważnego starcia Ziuty i Nowej, o czym nie wiedzieliśmy. Na drugi dzień Ziuta wyglądała i poruszała się zdecydowanie lepiej. Próbowaliśmy zgadnąć, co się mogło stać - stawiając na niefortunne polowanie. Ale tego samego dnia, tuż przed 15 w gnieździe niespodziewanie pojawił się intruz, obca samica. I w zasadzie wszystko stało się jasne. Musiało dojść do walki, czego rezultatem była kontuzja Ziuty. Ziutę widzieliśmy jeszcze raz, w środę (11 lutego) około 17 i potem żadna z pań więcej się nie pojawiła – mówi Katarzyna.
Nowa
Czy obca samica ma gdzieś w pobliżu swoje gniazdo? Tego obecnie nie wiadomo. Wiadomo jednak, że to bardzo dojrzały sokół. 8-letni, już niewędrujący, prowadzący osiadły tryb życia, mający swój rewir i kilka lęgów za sobą.
- Na posterunku pozostał Czajnik. I myślę, że wiedział więcej, niż my, bo od czwartku (12 lutego) praktycznie non stop pilnował (lub wyczekiwał). Jedną noc nawet spędził w gnieździe, co jest dość nietypowe. Samce rzadko spędzają noce w gniazdach, a jeśli się czasem zdarzy, to raczej tylko w czasie lęgów. Była para w Głogowie, która sypiała razem, w gnieździe, niezależnie od pory lęgów, ale to wyjątek. W niedzielę coś się zmieniło. Czajnik wydawał się ożywiony, wylatywał i wracał do budki, głośno gadał. Wszystko wskazywało na obecność drugiego sokoła. I nie była to Ziuta, bo by od razu przyleciała do budki – opowiada obserwatorka.
Zagadka się wyjaśniła w poniedziałek, tuż po godzinie 11:00. Do budki zawitała nowa samica. Ta, która stoczyła bój z Ziutą. Widać było ze już się poznali z czajnikiem i od razu przystąpili do przerwanych toków. Teraz oglądamy toki nowej pary. - Zachowanie Czajnika wskazuje na to, że zanim zaprosił pannę do gniazda, zapoznał się z nią wcześniej, gdzieś poza kominem. Para bardzo często odbywa spotkania w gnieździe, gdzie omawiają warunki współpracy. związek został już skonsumowany, co niektórym udało się podejrzeć. Czekamy na dalszy rozwój wypadku – tłumaczy Katarzyna.
Kolejnym etapem powinny być porządki w budce, poprawianie dołka, prezenty od Czajnika no i finalnie jajka. Sezon lęgowy już się rozpoczyna. Pary w gniazdach odnawiają relacje, tokują i przygotowują się na nowe pokolenie. - Czajnik z nieśmiałego chłopczyka wyrósł nam na zdecydowanego samca – dodaje.
Mrozy zbierają żniwa
Zima to ciężki okres dla ptaków drapieżnych. A tegoroczna szczególnie dała się we znaki przez spore mrozy i śnieg. Polowanie w takich warunkach jest bardzo utrudnione, dlatego w tym roku dość często oglądamy np. myszołowy, kradnące słoninę dla sikorek z przydomowych karmników. Wiele z tych ptaków niestety przegrywa walkę o przetrwanie.
- Niektóre z drapoli odlatują na zimowiska w cieplejsze strony (np. rybołowy, orliki, kanie, czy błotniaki, jednak większość gatunków pozostaje na miejscu, radząc sobie z pogodą) Nasze sokoły mają się na razie całkiem dobrze. Pełne wola dowodzą, że ptaki nie głodują, a z mrozem radzą sobie z pomocą gęstego, zdrowego upierzenia. jednak nie wszystkim sokołom, znanym nam z podgladów uda się przetrwać zimę. Kilka dni temu, w Warszawie odeszła jedna z bardziej znanych samic - Giga z gniazda na PKIN. Z wielu innych gniazd również zniknęli rezydenci, w niektórych już powoli pojawiają się nowi. Dziki świat jest surowy, a życie trudne. Ale nie ma nic piękniejszego jak obserwowanie jak ono się rodzi, dojrzewa, czasem umiera, po to, by znów pojawiło się nowe – stwierdza.
Apel Sokolego Oka
Obserwatorzy gniazda mają również apel do PGE Elektrociepłowni Lublin, na której kominie znajduje się gniazdo drapoli. - To gniazdo i podglądy są wizytówką Lublina, Torunia, Gdyni. W obecnej formie uniemożliwiają niemal całkowicie obserwacje tych gniazd. Prosimy, poprawcie streaming – prosi w imieniu wszystkich obserwatorów Katarzyna.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.