Oficjalne delegacje i rodziny „wyklętych”
Rajd rozpoczął się mszą o godzinie 11.00. w kościele w Pliszczynie. Po nabożeństwie licznie zgromadzeni uczestnicy przeszli na lokalny cmentarz parafialny.
Tam wszyscy spotkali się przy symbolicznym grobie Czesława Jabłońskiego „Bąka”, który był podkomendnym „Strzały”. Delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze przy mogile żołnierza zabitego przez komunistów. Jego ciało ubecy pochowali w nieznanym do dzisiaj miejscu. Obecni byli członkowie jego rodziny, przedstawiciele władz gminy, organizacji patriotycznych, a także syn ostatniego żołnierza podziemia - Józefa Franczaka, Marek Franczak z żoną.
Kilka kilometrów przez urokliwe tereny
Sprzed cmentarza wyruszył rajd pieszy, którego trasa przebiegała przez Pliszczyn i sąsiedni Łysaków. Uczestnicy szli przez wieś, las, polne drogi, kończąc na głębokim wąwozie porośniętym drzewami. Całość trasy liczyła ok. 7 kilometrów. W trakcie marszu urządzano postoje w ważnych miejscach dla losów „Strzały”. Złożono kwiaty w miejscu jego śmierci, tam gdzie niegdyś stało gospodarstwo rolne, w którym znalazł schronienie, a gdzie obecnie rośnie las.
Jak powiedział przedstawiciel organizatorów, Przemysław Bara, w obławie przeciwko „Strzale” w 1949 roku udział brało ponad 200 żołnierzy i funkcjonariuszy UB. Czyli ponad 200 osób na jednego człowieka. Dodał także, że po zabiciu partyzanta komuniści aresztowali kilkadziesiąt osób z Pliszczyna i okolic podejrzewanych o pomaganie Waśkowiczowi.
Kolejny postój nastąpił przy wysokiej skarpie wąwozu, gdzie nieugięty żołnierz i jego podkomendni mieli swój bunkier. Tutaj ksiądz proboszcz pobłogosławił kapliczkę, która upamiętniać ma miejsce schronienia. Po poświęceniu kapliczki wszyscy udali się pod kościół i dom zakonny księży Sercanów w centrum Pliszczyna.
Gorący posiłek i zachęta ze strony
Na rozległym terenie zielonym obok domu zakonnego przygotowany był posiłek dla zmęczonych wędrowców. Na uczestników rajdu czekała wojskowa grochówka, gorące kiełbaski oraz słodkości przygotowanie przez Koło Gospodyń Wiejskich.
Swoje stoiska rozłożyli także żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy zachęcali do wstępowania w szeregi tej formacji. Można było zobaczyć broń, przeszkolić się w wojskowej pierwszej pomocy czy przymierzyć się do karabinu wyborowego. Mimo zmęczenia po marszu wydarzenie trwało jeszcze kilka godzin.
Frekwencja robi wrażenie
Widać było wiele rodzin z dziećmi, a także harcerze i członkowie organizacji pozarządowych zajmujących się upowszechnianiem patriotyzmu. Ciepła, niemal letnia pogoda i weekendowa pora z pewnością zwiększyły frekwencję.
Obecnych było kilkaset osób, co zadowoliło organizatorów z GRH im. 1. Pułku Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ. Już teraz mówią o kolejnej edycji rajdu za rok.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.