reklama

"Można deklarować wszystko (...), a później wypiąć się na wyborczynie”. Gorzkie rozliczenie rządu i wspomnienia z lubelskich Strajków Kobiet

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

"Można deklarować wszystko (...), a później wypiąć się na wyborczynie”. Gorzkie rozliczenie rządu i wspomnienia z lubelskich Strajków Kobiet - Zdjęcie główne
Autor: DSM | Opis: Strajk Kobiet w Lublinie - październik 2020 r.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z Lublina"Czerwona kartka za aborcję” i gorzkie podsumowanie ostatnich 6 lat. Od wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku minęły lata, ale w sprawach praw kobiet wciąż wrze. Lubelscy aktywiści podsumowują niedawną manifestacją i oceniają rząd Donalda Tuska.
reklama

Początki i rocznica wyroku TK

22 października 2020 roku zdominowany przez wówczas rządzącą partię Prawo i Sprawiedliwość, Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja z powodu ciężkiego upośledzenia płodu jest niezgodna z polską Konstytucją. W całym kraju zaczęły się od razu manifestacje, protesty i różne akcje społeczne, w tym również w Lublinie. W styczniu 2021 r. opublikowano pisemne uzasadnienie wyroku TK. 

Niedawno w Lublinie - 22 października odbył się protest w 6. rocznicę wyroku TK. Demonstracja "Czerwona kartka za aborcję" zaczęła się na Starym Mieście, po czym uczestnicy skierowali się na Plac Wolności. Wśród ich postulatów znalazły się żądania zalegalizowania aborcji do 12-tygodnia, całkowitej dekryminalizacji przerywania ciąży czy dostęp do tabletki dzień po bez recepty. Akcje współorganizowali lubelscy aktywiści i aktywistki m.in. z Fundacji widzialne, Akcji Socjalistycznej.

reklama

- Osoby protestujące wzywały do podjęcia realnych działań legislacyjnych ze strony Koalicji Obywatelskiej, która w obietnicach wyborczych zadeklarowała zmianę przepisów - realcjonowali współorganizatorzy.

"Każde wyjście na ulicę było w pewnym sensie aktem odwagi"

Protest odbył się w rocznicę masowych wystąpień, które zapoczątkowały Strajk Kobiet. Zapytaliśmy więc współorganizatorów o kilka kwestii.

Karolina Dudek wspomina, że protesty z 2020 roku miały ogromny zasięg i moc. Jednocześnie przyznaje, że coraz to kolejne manifestacje i nasilająca się wówczas presja ze strony policji sprawiły, że towarzyszył jej coraz większy lęk i jest pewna, że nie tylko jej.

reklama

- Każde wyjście na ulicę było w pewnym sensie aktem odwagi. Do funkcjonariuszy krzyczałyśmy: „Zdejmij mundur, przeproś matkę”. Powstała społeczność, w której dziewczyny wzajemnie informowały się o prawach związanych z dostępem do aborcji, ale również o darmowym wsparciu prawniczym przy postępowaniach policyjnych. Ostatni protest, w którym brałam wtedy udział, miał miejsce 8 listopada. Policja postawiła blokadę przy ulicy Lubartowskiej i organizatorki postanowiły rozwiązać protest, protestujące w mniejszych grupach zaczęły się rozchodzić, a policja wyłapywała osoby i spisywała - wspomina Karolina Dudek. 

Według niej protesty były wyrazem sprzeciwu, były zrywem, a akcje tego typu mają krótki termin ważności.

reklama

- Nie miałyśmy wsparcia instytucji, polityków, był środek pandemii, media prowadziły wrogom nam narrację. Nie miałyśmy strategii długofalowej. Niektóre kobiety dołączyły do partii, powstały organizacje wspierające prawo do aborcji, ale siła ustawodawcza leży w rękach rządzących, a tutaj nie miałyśmy reprezentacji. Choć wartość protestów to utrwalanie świadomości, że nie idziemy same, że społeczeństwo popiera nasze postulaty. Przede wszystkim mamy umiejętność jednoczenia się w tak istotnej sprawie jak prawa człowieka - mówi Karolina Dudek. 

Przed wyborami padło wiele deklaracji ze strony obecnej koalicji rządzącej dotyczących liberalizacji prawa aborcyjnego i praw kobiet. Zapytaliśmy jak dzisiaj ocenia tempo oraz konkretne efekty realizacji tych obietnic przez rząd?

reklama

- Nie możemy mówić o efektach, bo są zbyt znikome. Udało się wywalczyć dostęp do tabletki „dzień po” w formie pilotażu w niektórych aptekach bez recepty. Ale jest to niewystarczające i nie każdą osobę stać, aby w sytuacji awaryjnej wydać około stu złotych. Kobiety żądały i nadal żądają realnej zmiany w kierunku legalizacji i dostępu do aborcji. Koalicja Obywatelska złożyło obietnice, a my przekonałyśmy się kolejny raz, że w kampanii można deklarować wszystko, aby tylko dojść do władzy, a później wypiąć się na wyborczynie i temat zamieść pod dywan. Rzeczywistość mocno weryfikuje interesowność polityków. Kobiety w stanie krytycznego zagrożenia, nie mogą nawet liczyć na aborcję ratującą życie. Straciłyśmy Izabelę, Dorotę, Martę, Agnieszkę, Annę, Justynę i Agatę - wymienia Dudek.

W jej opinii można było temu zapobiec, "dać im prawo do decydowania o swoim ciele". I podkreśla, że tymczasem kolejne porodówki są zamykane, a "rząd nie interesuje się dobrostanem kobiet, ochrona zdrowia jest niewydolna, bo nie jest wystarczająco dofinansowana ze strony państwa".

Zapytana o to kto z polityków w tym temacie najbardziej zawiódł i dlaczego, odpowiada, że nie czuje się zawiedziona. Wyjaśnia, że nie wierzy, by zawodowi politycy z latami stażu są w stanie działać w imieniu społeczeństwa. 

- Obecny premier Donald Tusk stał się memem, politycy i ludzie utożsamiają go ze wszystkim, co nie działa w Polsce, w dużej mierze zasłużenie. Jedyne rozczarowanie wiąże się z posłankami, które w imię sprawczości postanowiły dołączyć do koalicji rządzącej. Zostały wchłonięte przez PSL. Poszły na kompromis, na który Partia Razem się nie zgodziła, może zabrakło im odwagi, może wspomniana sprawczość dawała im nadzieję na wpływ. My kobiety czujemy się oszukane przez KO i Nową Lewicę - zaznacza Dudek. 

Twarzą Strajków Kobiet była Marta Lempart. W ocenie Karoliny Dudek - jako działaczka i osoba na froncie ruchu musiała zmierzyć się "z dużym rozczarowaniem, nie tylko ze względu na brak efektów po stronie polityków, ale przede wszystkim kobiet, które liczyły na zmianę". - Znalazła się w położeniu trudnym i nie dziwi mnie utrata wiary w sprawę. Jednocześnie nie potrafię zrozumieć rozgoryczenia skierowanego w Partię Razem i uderzania na oślep. Aktywizm jest ciężkim kawałkiem chleba i wypalenie jest zrozumiałe, jednak tu potrzebna jest refleksja i wyciągnięcie wniosków na przyszłość - wskazuje Dudek. 

Oprócz tego zapytaliśmy jak z perspektywy działaczy i organizacji w Lublinie wygląda dzisiejsza codzienność kobiet szukających pomocy lub opieki medycznej? Czy od czasu zmian na scenie politycznej zauważyli jakąkolwiek realną zmianę w praktyce szpitalnej lub postawach lekarzy? W odpowiedzi Dudek zacytowała działaczkę Partii Razem - Joannę Sulimę:

- W powiecie łęczyńskim żyje - jak na Lubelszczyznę - dużo młodych osób - w szpitalu zarządzanym przez posła KO Krzysztofa Bojarskiego nie ma oddziału położniczego, a rodzące kobiety muszą jechać zatłoczoną i ciasną drogą krajową do Lublina, zaś w samym Lublinie zamknięto niedawno porodówkę w szpitalu Jana Bożego.Wydaje mi się, że nie mogę dodać nic więcej. Mamy liczne problemy, z którymi się mierzymy. Jeśli podchodzimy do zdrowia kobiet całościowo tutaj też można dostrzec kolejne nieprawidłowości. Lekarze specjaliści przy konsultacjach w kierunku PMOS, czy endometriozy najczęściej machają ręką: Pani jest młoda, wyniki są w normie. Po czym diagnostyka się kończy, a pacjentka zastanawia się, czy brak miesiączki lub bardzo bolesne krwawienia to jedynie wymysł jej wyobraźni. Na grupkach na Facebooku dziewczyny przekazują sobie informacje o ginekologach, endokrynologach, gdzie mogą poczuć się faktycznie zaopiekowane - odpowiada. 

Poza tym oczekiwania aktywistów się nie zmieniły. Czekają na prawo do aborcji na żądanie do 12. tygodnia, dostępnej taniej antykoncepcji i opieki porodowej w każdym powiecie. - Nadal czekamy Panie Premierze na realizację tych działań zawartych w pańskich  stu konkretach - zaznacza  Dudek.

Zarówno przed laty, jak i w tym roku przy okazji manifestacji pojawiły się kontrmanifestacje działaczy pro-life. - O kontrmanifestacji nie warto wspominać. Osoby te wierzą w swoją ideologię i wolą odgradzać się od reszty świata. Dla nich to walka dobra ze złem. Nie chcemy, aby ktoś swój własny świat wartości narzucał innym, ograniczał ich prawa - uważa Karolina Dudek.

Zwraca się także do premiera i lubelskich parlamentarzystów w słowach: "Wyjdźcie do ludzi, tak jak wychodzicie w trakcie kampanii. Poczujcie to rozgoryczenie na własnej skórze i zacznijcie działać, łatwo decyduje się o losie wielomilionowego kraju w momencie, kiedy nie ma się kontaktu z wyborcami. A parlamentarzystom życzę powodzenia w nadchodzących wyborach w 2027 r., bo jesteście wielkim rozczarowaniem dla mieszkańców Lubelszczyzny".

Na chwilę obecną Dudek nie ma informacji o podjęciu dalszych działań. Aktywiści czekają "w gotowości".

"Szło nas tysiące"

W tych kwestiach wypowiada się też Arek Solecki - współorganizator reprezentujący Akcję Socjalistyczną. Przyznaje, że w 2020 roku miał 13 lat, więc bezpośrednio nie angażował się w Strajk Kobiet. Choć pamięta, że protest przeszedł jego rodzinnym Kraśniku i śledził te wydarzenia.

- W Strajkach Kobiet szło nas tysiące, na ostatniej - tegorocznej manifestacji w Lublinie było około 150 osób. 2020 rok był dla wielu kobiet pierwszym zetknięciem z aktywizmem i protestami, takim chrzestem bojowym, bo pamiętamy jak brutalnie nas pacyfikowano. Pamiętam, jak wiele kobiet miało ustawioną czerwoną błyskawicę na zdjęciach profilowych w mediach społecznościowych. Teraz się tego niestety nie widuje. Więc moje emocje to rozczarowanie, bo niestety i rząd i większość kobiet, które w 2020 roku wyszły na ulicę zapomniały, jak ważna wtedy była dla nich aborcja - stwierdza Arek Solecki. - Strajk Kobiet zamiast stać się stabilnym ruchem na scenie politycznej, został wchłonięty przez Platformę Obywatelską i liberałów, którzy obecnie są u władzy. To co byśmy potraktowali jako sukces, czyli legalizację aborcji na życzenie do 12 tygodnia się nie spełniło. Niestety, rząd nic z tym nie robi mimo świętowania trzech lat władzy. 

Zaś zapytany o tempo oraz konkretne efekty realizacji tych obietnic przez rząd, odparł, że ocenia je jako "Żenująco powolne". - To nie jest wina PSL-u czy Polski 2050, tylko realna decyzja Tuska, którego po prostu nie obchodzą kobiety. Uważa, że może nas oszukiwać i tego nie zauważymy. Mam nadzieję, że wielu osobom to otworzy oczy. Protestowałyśmy bo chcemy legalnej, bezpiecznej i darmowej aborcji do 12 tygodnia ciąży, żadne “kompromisy” nas nie usatysfakcjonują - mówi Solecki.

W jego ocenie najbardziej zawiódł premier Donald Tusk, marszałek sejmu i przewodniczący Nowej Lewicy - Włodzimierz Czarzasty i "spadochroniarki z Nowej Lewicy". Nawiązuje też do Magdaleny Biejat - kandydatki NL na prezydenta RP.

- Magdalena Biejat weszła w nasz protest udając, że nie wie, że jest wymierzony właśnie w nią. Borą to na sztandary jako kolejny, wielki sukces Lewicy, a przypomnijmy, że jedynie udało się przegłosować ten projekt częściowej dekryminalizacji i powrót do “kompromisu” z 1993 roku - przypomina Solecki.

Jego również zapytaliśmy o Martę Lempart. Jego zdaniem potrzeba głośnych, medialnych feministek. Nie przeszkadza mu to, że czasami jest wulgarna.

- Prywatnie jest bardzo miłą osobą, dobrze mi się z nią współpracowało przy organizacji tego protestu. Bałem się, że “złoży broń” po wyborach w 2023 i trochę się naczekałem zanim podjęła w imieniu Strajku kroki do kolejnego protestu. Ostatecznie jestem trochę zawiedziony, że te protesty rozpoczęły się tak późno, ale ostatecznie wyszły dość spektakularnie. Jedyne zarzuty, jakie do niej mam to dziwne dawanie ultimatum partii Razem w 2021 roku i bezrefleksyjną wiarę w to, że gdy PiS przegra, to nagle jej wszystkie postulaty będą spełnione - uważa.

Obecnie nie planuje się organizować niczego lokalnie, ale jak zdradza Solecki - Strajk Kobiet chce zrobić manifestację pod Pałacem Prezydenckim, gdy ustawa aborcyjna trafi na jego biurko. Zapowiada, że będzie tam z lubelską delegacją Akcji Socjalistycznej. Dodatkowo Akcja Socjalistyczna planuje zorganizować Dzień Pamięci Osób Transpłciowych 20 listopada.

Przy okazji dodaje, że niedawno pod biurem Platformy Obywatelskiej w Lublinie zostawili wielką czerwoną kartkę z podpisami mieszkańców, którzy przyszli na tegoroczny protest.

Jak Strajki Kobiet sprzed lat wspominają uczestnicy?

O m.in. wrażenia i wspomnienia ze Strajków Kobiet w 2020 roku zapytaliśmy uczestników. 

- Minęło 6 lat od momentu wybuchu protestów. Pamiętam dokładnie te momenty, ten wyrok "trybunału" na polityczne zamówienie PiS i Konferencji. Pamiętam nasze słuszne oburzenie. Byłyśmy wtedy wszystkie razem, babcie, mamy, córki ale też nasi ojcowie, mężowie, partnerzy. Krzyczeliśmy wtedy "nigdy nie będziesz szła sama". Nie chcieliśmy aborcji na zamówienie, chcieliśmy mieć pewność że idąc do lekarza w ciąży, jeśli dowiemy się że ciąża i poród zagrozi naszemu życiu będziemy mogły zostać poddane procedurom medycznym jak w każdym cywilizowanym kraju, jak w naszym kraju do roku 2020 - mówi Pani Agata.

I podkreśla, że brała udział w protestach, ponieważ uważa że o jej zdrowiu oraz innych dziewczyn "powinnyśmy decydować my same z lekarzem a nie starsi panowie i panie z "trybunału", PiS i Konfederacji, co ich już dawno te sprawy nie dotyczą".

- Dziś po latach wiemy że miałyśmy rację, nie mówię tego z satysfakcją tylko ze łzą w oku, wspominając Izabelę z Pszczyny, Dorotę z Bochni, Agnieszkę z Częstochowy, ich już nie ma z nami. Umarły w nowoczesnym i dobrze wyposażonym szpitalu przez urojenia polityków i strach lekarzy. Zostawiły swoje dzieci i mężów - dodaja z kolei Pani Barbara.

Natomiast według pana Karola - dziś po 6 latach - protesty dalej są słuszne i koniecznie. - Cieszę się że kobiety pamiętają, wspieram je, ale martwię się że protesty odbyły się w złym miejscu. Sejm w którym większość ma "Koalicja 15 października" po 3 latach wypracował ustawy częściowo dekryminalizujące aborcję oraz dopuszczającą aborcję że względu na ciężkie wady płodu. Trwało to długo, ale w końcu ustawy są. Czy można było to zrobić szybciej? Pewnie tak, ale pamiętajmy że rządzi koalicja złożona z 4 partii - zauważa Pan Karol.

Cała trójka zaznacza, że Sejm już swoje zrobił, teraz decyzja należy do prezydenta który już zapowiada weto. - I właśnie dlatego protest powinien się odbywać pod pałacem prezydenckim - podsumowują.

W październiku br. Sejm uchwalił dwie ustawy dotyczące przepisów aborcyjnych w Polsce. Jedna zakłada możliwość legalnej aborcji w przypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu (odwrócenie wyroku TK z 2020 r.). Druga z kolei zakłada częściową dekryminalizację aborcji i pomocy w jej przeprowadzeniu. To zmiana przepisów dotyczących odpowiedzialności karnej za przerwanie ciąży za zgodą kobiety z naruszeniem obowiązujących regulacji, ale również za pomoc w przeprowadzeniu aborcji albo nakłanianie do niej. Nowe przepisy trafiły do Senatu i będą wymagały podpisu Prezydenta RP, aby wejść w życie. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo