Historia kulinarnego symbolu Lublina sięga XIX wieku, a pierwsze wzmianki pojawiały się jeszcze 400 lat wcześniej. Wypiekanie cebularza, rozpoczęli lubelscy Żydzi, a z biegiem czasu, receptura dotarła także do innych miast regionu, jak np. Kazimierz Dolny. Tradycja kultywowana jest do dziś, a od 2007 roku, cebularz znajduje się na Liście Produktów Tradycyjnych. Cebularze można obecnie kupić w każdej piekarnii, jednak wiele z nich różni się od tradycyjnej wersji. Tak jak Poznań ma rogale świętomarcińskie, Lublin może chwalić się cebularzem. Ale czy na pewno? O cebularzu powstaje wiele memów, nie zawsze pochlebnych.
Co Lublinianie sądzą o cebularzu, jako symbolu naszego miasta?
- To bardzo fajny symbol Lublina. Byliśmy już na lodach cebularzowych, zaczęliśmy grę miejską, cieszymy się na ten dzień cebularza - mówią Kalina i Grzegorz z Lublina.
- Dla niektórych to nawet obraża, ale dla mnie to fajne wyróżnienie, turystom się to podoba. Pozytywny, bo to danie regionalne, ale mógł by być lepszy, bo mamy też koziołka, jednak zawsze można narzekać. Każdy turysta chce go spróbować i kojarzy cebularze z Lublinem - mówili Piotr i Patrycja.
- Bardzo dobry symbol związany z ludnością żydowską, wielokulturowością, to fajny powrót do przeszłości i pokaz różnorodności Lublina. Cebularz to unikalny wypiek, nie ma podobnego w Polsce - opowiadała Pani Agata.
Według Pani Barbary: Dobry, bo znany jest tylko w Lublinie, w innych miastach nie mają o nim pojęcia.
- To świetny symbol, który nawiązuje do historii i tradycji społeczności żydowskiej, łaczy historie z teraźniejszością stając się znakiem rozpoznawczym Lublina -
ocenia pan Piotr.
Zdaniem pana Łukasza: Bardzo fajny, gdy pojechałem do łodzi pierwsze co chciałem zjeśc to był cebularz i żadnego nie było. Cebularze są bardzo różne, o różnych składach.
A co o cebularzu myślą turyści?
- Na pewno cebularz jest fajnym symbolem miasta. Jadało się takie specjały, ale nigdzie nie smakowały tak dobrze jak w Lublinie. Zawsze gdy ty wracamy, odwiedzamy piekarnie Grela i kupujemy cebularze. To nasze wspomnienie, smak z dzieciństwa - mówią Maciej i Paulina z Warszawy.
Dzień cebularza rozpoczęły konkursy, m.in rzut cebulą do celu. Później na scenie odbyły się warsztaty muzyczne z artystką Sylvettą, które polegały na nauce gry na bębnach. Cebularze były serwowane przy kilku stoiskach, a oprócz tego, kultowa lodziarnia Bosko, zaproponowała dziś lody o smaku cebularzowym. Piekarnie Kuźmiuk, Mielnik, Chmielewski i Grela rozdawały dziś lublinianom swoje specjały.
Spytaliśmy również, jaki powinien być idealny cebularz. - Wolę miękkie cebularze, klasyczne bez żadnych dodatków - mówią Piotr i Patrycja
- Powinien być chrupki, płaski. Cebula solona jest moczona w oleju, dodajemy mak po 24 godzinach i pieczemy - opisywała Pani Agata
Według pani Barbary: Cieniutki, mało cebuli, dużo maku.
- Mojej babci, robiony na starym piecu kaflowym, z dużą ilością cebulki - wspominał pan Łukasz.
Oprócz cebularzy, dla odwiedzających stare miasto, przygotowano grę, o której opowiedział nam pan Piotr: - Z okazji dnia cebularza zorganizowaliśmy grę miejską, w której szukamy odpowiednich punktów na mapie Lublina, w tych miejscach znajdujemy odpowiedzi na pytania, po rozwiązaniu gry miejskiej zdobywamy nagrody, np. frisbee w kształcie cebularza.
Dzień cebularza objął całe stare miasto oraz inne, pobliskie miejsca. Manufaktura smaków i opowieści przy Rybnej 4, zaoferowała wypiekane na miejscu cebularze z masłem oraz lubelski forszmak. Pozycje cebularzowe serwują dziś też w restauracji Kulturalna. Największym hitem, są jednak lody cebularzowe, proponowane przez Bosko.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.