Młodzi w ostatki chodzili po wsi przebrani za Żydów i Cyganów, gospodynie częstowały, czym mogły. Za przebierańcami uganiały się dzieciaki.
Ale tylko te, które miały buty, bo po wojnie własne walonki (czyli podszyte skórą buty ze sprasowanej wełny owczej) były często obiektem marzeń... Dzieci, które nie mogły wyjść, "przylepiały" noski do szyb, tyle było śmiechu, krzyku, a nawet strachu.
We wtorek o północy kończono wszelkie zabawy, już w dzień gospodynie wyszorowały garnki i patelnie popiołem, aby nie było na nich tłuszczu zwierzęcego. Sam Popielec to dzień ścisłego postu, posypania głów popiołem, kto wytrzymał, starał się nic nie jeść. Wielki Post był ściśle przestrzegany, jedzono głównie nabiał i potrawy okraszone olejem.
Podlaska kuchnia wielkopostna
Dużą popularnością cieszył się "kapłon", czyli połamany chleb zalany gorącą wodą i okraszony cebulą podsmażoną na oleju. Najpóźniej w dniach poprzedzających początek postu, jeżeli ktoś tego wcześniej nie zrobił, bito olej z lnu lub rzepaku, który stanowił podstawową okrasę w Wielkim Poście.
Z myślą o Wielkim Poście już od jesieni kobiety suszyły i wędziły w "śwince" sery (świnka - specjalny otwór w kominie na strychu, który spełniał rolę wędzarki). Białe sery po odciśnięciu wyrabiało się z solą, masłem i śmietaną (choć na taki zbytek mogli sobie pozwolić tylko gospodarze...), wkładano do płóciennych woreczków lub oplatano słomą, następnie wieszało się w kominie i wędziło.
Kalendarz katolickiego roku liturgicznego był też podstawowym sposobem określania czasu. Jeszcze 40 lat temu, zwłaszcza na wsi, określenie "na św. Marcina" czy "na św. Łucji" było bardziej czytelne niż 11 listopada czy 13 grudnia. (red)
Innym sposobem było wyrobienie sera (jak wyżej), który ugniatano w tak zwane "gomułki" i suszono na blasze kuchni węglowej (lekko nagrzanej). Później ser taki wkładano w woreczki i wieszano na strychu w górze na bantach. Taki ser można było zetrzeć, posypać nim kluski lub "pogryzać" z chlebem. Kobiety z myślą o poście przygotowywały masło w drewnianej maślnicy "bijance", topiono je i zlewano w gliniane garnuszki zwane "faskami", było smaczne i mogło długo stać, garnuszek przykrywało się kawałkiem płótna i zawiązywało.
W piątek i środę nie jedzono nawet nabiału, rodzice straszyli starsze dzieci, że powypadają im zęby, jeżeli "skubną" sera lub wypiją mleko.
Gorzkie Żale przy krosnach
W Wielkim Poście kobiety nadal przędły i tkały, spieszyły się, by krosna skończyć przed Wielkanocą. Miejsce wesołych piosenek zajęły "Gorzkie żale" i pieśni wielkopostne. Jeżeli w czasie pracy schodziły się kobiety, poczęstunek "na prządkach" był prosty i skromny, młodzież też zachowywała się poważniej. W piątki zbierano się na wspólne odprawianie Drogi Krzyżowej. Post na wsi zachowywany był bardzo surowo nie tylko w jedzeniu, ale i ubiorze. Miejsce kolorowych chustek, bluzek czy spódnic zastąpiły ciemne lub czarne (szczególnie u starszych kobiet). Ciemne chustki nosiły mężatki, panny, a nawet dzieci.
Śródpoście - hulaj dusza!
Każdy okres ma swój czas radości, w tym smutnym czasie nadchodziło "seredapoście" (śródpoście), dzień psot i swawoli młodzieży. Co też się we wsi nie działo, kobiety pilnowały drzwi domów, ale i tak nie były w stanie upilnować (szczególnie tam, gdzie mieszkały panny).
Młodzi chłopcy napełnili stare garnki popiołem i wrzucali do domu, jeżeli się nie udało, rozbijali garnek pod progiem domu. Wieczorem glinką bielono okna domów, ciekawym zwyczajem tego dnia było łapanie wróbli w strzesze domu czy stodoły i wpuszczanie ptaków do mieszkań, ile mały ptaszek nabałaganił, ile rzeczy potrafił zrzucić, czy pobić... Nie tylko w ciągu dnia, ale i nocą młodzież chodziła po wsi grupkami i wymyślała psoty.
Miała swoje sposoby, by uśpić czujność Burka na podwórzu, czy przechytrzyć pilnującego gospodarza. Im ktoś bardziej pilnował, ten większą psotę mu wyrządzono.
Pamiętajmy, że domy mieszkalne i zabudowania gospodarcze były małe i niskie. Rano na dachu zabudowań widziało się wciągnięte brony, sprężynówki, a nawet wozy. Poszkodowani złościli się tak dla fasonu, bo naprawdę nikt poważnie nie gniewa się na młodych. Jeżeli w domu była dorosła panna, a nikt w tym dniu nie zrobił w nim psoty, uważano to za afront.
Nadchodziła najpiękniejsza pora roku – wiosna, post "miał się ku końcowi", wszyscy oczekiwali Wielkanocy...
autor: Ada Ukalska "Jabłoń w historii i wspomnieniach"
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.